Epoki literackie, analizy wierszy, poradniki, słownik, piosenki
oprac.t.1 r. 1-7t.1 r. 8-14t.1 r. 15-26t.2 r. 1-10t.2 r. 11-21t.2 r. 22-32t.2 r. 33-40t.3 r. 1-10t.3 r. 11-19t.3 r. 20-30Interpr./charakter.Kmicic i Oleńka

ROZDZIAŁ XXII

Kmicic bardzo przeżywał oszczerstwa Boguaława, ale nic nie mógł poradzić. Król w tym czasie wzywany przez marszałka do powrotu w istocie chciał wracać. Senatorowie radzili zastanowić się jeszcze, ale Jan Kazimierz pytał tylko o radę, w jaki sposób wracać. Na czele dragonów, 300 ludzi pod wodzą Tyzenhauza, król miał bezpiecznie ruszać do Lubowli, a stamtąd do Lwowa.

Ksiądz prymas mówił kazanie podczas rady. Analizował i rozpaczał nad Polską, a z jego opinii wynikało, iż wino za całe zło leży po stronie rozpusty i bezprawia szlachty. Najpierw nie słuchali króla, a potem prosili go o powrót. Nie chcieli płacić podatków, a potem płacili Szwedom, nie cenili prawa, ale domagali się go względem siebie. To trzeba zmienić, bo inaczej Polska rozpadnie się.

Kmicic doradził królowi, aby Tyzenhauz wraz z jazdą ruszył wcześniej dla zmylenia przeciwnika, a monarcha pojedzie dwa dni później w niewielkim towarzystwie. Królowi spodobał się ten pomysł, a młodzi żołnierze pokłócili się. Król jednak nie ustąpił nalegań Tyzenhauza.

Był ów rycerz bardzo podejrzliwy wobec Babinicza ukrywającego swoje prawdziwe nazwisko. Spalony bok Kmicica przemawiał jednak na jego korzyść. Szykowali się więc do wyjazdu. Miał jechać Babinicz, Tyzenhauz, kasztelan sandomierski ze swoimi ludźmi i nuncjusz papieski, wszystkich poniżej 40 koni.

ROZDZIAŁ XXIII

Jechali przez Racibórz i wkroczyli na Morawy, gdzie nie wzbudzali zainteresowania. Kmicic i Kiemlicze od czasu do czasu zabawiali króla różnymi historiami z bitwy o jasna Górę, a także łamaniem podków przez braci Kiemliczów. Król rozpytywał o rany odniesione przez Babinicza. Pytał o ranę po kuli na twarzy i szabli. Pierwszą zrobił mu swój, ale nieprzyjaciel, drugą pan Wołodyjowski. Król znał małego rycerza i jego przyjaciół. Tyzenhauz odpytywał, co Babinicz robił na dworze Radziwiłłów i dlaczego nie przeszedł do Sapiehy? Z powodu ślubów musiał pójść do Częstochowy, bo akurat Matka Boska Ostrobramska była oblegana przez wojska ruskie. Tyzenhauz nalegał na króla, aby miał się na baczności przed Babiniczem, a król sam kolejnego dnia zapytał, gdzie Babinicz był pułkownikiem. Tyzenhauz słyszał, jak Kiemlicze zwracali się do Babinicza w ten sposób. Pan Andrzej nie chciał zdradzić, król dowie się wszystkiego w swoim czasie. Najpierw chce, aby król rozpoznał w nim dobre intencje. Wiele zgrzeszył w swoim życiu, lecz szybko się zorientował i teraz chce wszystko odpokutować wierną służbą.

Wjechali w Karpaty, a potem napotkany góral wskazał im drogę i granicę państwa. Król był szczęśliwy. Zapadał zmrok i zobaczyli łuny. Palił się Żywiec, zbiegowie potwierdzali to, Szwedzi przygotowali tam zasadzkę na króla. Było ich bardzo dużo i pewnie gdyby król tam był, oddział dragonów nie pomógłby wiele. Król prosił teraz o radę, a Tyzenhauz wskazał Babinicza, dzięki niemu majestat królewski był pozbawiony teraz obrońców, niech więc Babinicz radzi. Pan Andrzej nic nie mówiąc, zawołał na Kiemliczów i razem ruszyli przez wąwóz. Wówczas Tyzenhauz radził, aby król uciekał, ponieważ Babinicz to zdrajca i pewnie przywiedzie tam Szwedów. Jan Kazimierz nie zląkł się, dobył szpady i powiedział, że po raz drugi nie będzie uciekał z ojczyzny.

Tyzenhauz prosił o pozwolenie udania się w stronę Żywca z kilkunastoma ludźmi, ale król zakazał. Młody magnat poprosił, aby król go potem rozstrzelał, ale teraz musi jechać, bowiem o życie króla chodzi. Stał na skraju doliny i czaił się z ludźmi gotowymi do strzału. Nadjechał Babinicz z ludźmi, wiózł ze sobą jeńca. Zameldował, że Szwedzi odeszli na Wadowice, a oddział to niemieccy najemnicy. Jednego z nich król może osobiście przesłuchać. Zrzucił jeńca z kulbaki.

Przesłuchiwał go i okazało się, że nie ma Szwedów w pobliżu. Duglas rozesłał podjazdy, ale daleko nie wchodziły, napadali je górale. Możliwe, iż jakiś jeszcze gdzieś w górach jest. Babinicz prosił króla na kwaterę do Żywca, a Tyzenhauz nie ufał mu podejrzewał o symulowanie. Sam pojechał sprawdzić drogę. Kiedy wszystko się potwierdziło, wreszcie mogli spocząć. Tyzenhauz przepraszał Babinicza za podejrzenia, a ten nie chciał mu przebaczyć podejrzenia o zdradę. W końcu jednak pogodzili się. Pan Andrzej zyskał sobie wielki autorytet i podziw nie tylko króla.

ROZDZIAŁ XXIV

Kolejnego dnia ruszyli do Wadowic skręcając do Suchej. Dalej mieli iść do Nowego Targu, a gdyby coś nie tak szło, to mogli iść po stronie węgierskiej aż do Lubowli. Król miał nadzieję, że marszałek posiadający wielkie wojska ubezpieczy drogę. W okolicy Nowego Targu górale ostrzegali, że są jakieś oddziały szwedzkie w okolicy Czorsztyna.

Szli na granicy z Węgrami po polskiej stronie wąwozem. Prowadził ich góral, gdy nagle kazał wszystkim uciszyć się. Słyszał idące wojsko za zakrętem. Kmicic i Kiemlicze ruszyli na zwiad. Nie było już wątpliwości, to Szwedzi. nie było możliwe uciekać, więc król wydobył szpadę i nakazał obronę. Tyzenhauz z 20 ludźmi ruszyli naprzód, ale przed nimi był Kmicic. Ponieważ był ubrany w szaty szwedzkie jeszcze spod Częstochowy, Szwedzi myśleli, iż to ich podjazd. Gdy zbliżył się do kapitana, wystrzelił i położył oficera trupem. Natarli na Szwedów z całą siłą bez nadziei na ratunek, a za nimi w wąskim wąwozie szedł Tyzenhauz. Król także chciał walczyć, lecz wstrzymywali jego konia, nuncjusz i kasztelan.

Kmicic doznał ran i okaleczony walczył resztkami sił, kiedy jego koń padł i fala rajtarów przedarła się przez niego w stronę króla.

Babinicz (Kmicic) był gotów oddać życie za króla. (film TVP, 1973)

Babinicz (Kmicic) był gotów oddać życie za króla. Wszyscy przeżyli dzięki pomocy górali. (film TVP, 1973)

Wówczas drogę im zagrodził Tyzenhauz, ale niewiele mógł zdziałać przeciwko 300 rycerzy liczącemu podjazdowi. Przeciwnik brał krwawy odwet. Nagle z pomocą przyszli górale i zarzucili z góry kamienie na żołnierzy szwedzkich. Następnie zeszli z gór i ciupagami kończyli przeciwnika. Wkrótce wszyscy Szwedzi polegli, a górale stanęli przed królem. Od nuncjusza dowiedzieli się, iż uratowali z opresji własnego króla. To był prawdziwy cud. Okazało się, że górale sami ściągnęli ów podjazd w zasadzkę i dopiero gdy zobaczyli czterech rycerzy atakujących wroga, zobaczyli orszak królewski. Król przypomniał sobie nagle i kazał szukać Babinicza. Odszukano go z wielkim trudem, ale na szczęście jeszcze oddychał. Gdy odnaleziono ciało rycerza, król pytał jeszcze przytomnego, jak mu się odwdzięczy? Myśląc że umiera pan Andrzej wypowiedział prawdziwe swoje nazwisko, Kmicic, po czym zemdlał.

ROZDZIAŁ XXV

Orszak królewski powiększał się o ludzi prostych, chłopów i górali, przyłączających się do niego na każdym kroku. Pod Nowym Sączem przyłączył się do niego także pułk wojewody bracławskiego z Wojniłłowiczem. Ten opowiadał o wielkich zmianach w kraju i biciu Szweda przez mniejsze i większe oddziały, w Wielkopolsce przez Żegockiego i Kuleszę, w Pile przez Warszyckiego, a także na Podlasiu przez Sapiehę. Chwalił także pomysł króla, aby przodem puścić dragonów, dzięki któremu życie ocalił. Jadąc rozmawiali o polityce, aż któregoś dnia Wojniłłowicz zobaczył wojska pana marszałka. Stanęli zatem na wzgórzu i patrzyli na wojsko z góry. Stanęły one w dwu rzędach, a środkiem zostawili ulicę, którą mknął sam marszałek Lubomirski. Szedł piękny i dumny, zdjąwszy czapkę przed królem i wpadli sobie w ramiona.

Zajechali do Lubowli, majątku marszałka. Powitały ich armaty na wiwat. Dokoła panował przepych i dostatek. Potem była uczta i marszałek wznosił toast za zdrowie króla. Następnie wieczorem rozpoczęto widowisko na placu na cześć króla.

ROZDZIAŁ XXVI

W przyjemnej atmosferze upływał im czas, a król nie zapomniał o Kmicicu. Odwiedził go i zastał zdrowego. Młodzian obiecał, że za kilka dni na koń siądzie i będzie mógł królowi towarzyszyć w dalszej wyprawie. Król dziwił się, jak to możliwe, aby Kmicic przeżył, przecież został bardzo pobity i ranny. Dla pana Andrzeja to nie nowina. Król pytał o przeszłość i rycerz opowiadał, jak to podchodził Chowańskiego. Powtórzył, iż jest chorążym orszańskim, a nazywa się Andrzej Kmicic. Prosił króla o wybaczenie i ten mu wybaczał, ale jednocześnie nie mógł zapomnieć o groźbie porwania króla wg słów Bogusława Radziwiłła. W końcu Andrzej musiał rozpocząć od nowa całą opowieść od przybycia do Lubicza i od grzechów, jakie miał na sumieniu wcześniej, ze swoimi kompanami także. Opowiedział jak na spowiedzi całą historię swego życia i miłości do Oleńki, a także nawrócenia. Król domagał się szczegółów i je dostał.

Jan Kazimierz wybaczył wszystkie winy i pocieszał Andrzeja, że Bóg musi mu wybaczyć także i złamanie przysięgi danej Radziwiłłowi.

Obiecał mu też dowództwo i list zapowiedni. Doradzał, aby pozostał przy nazwisku Babinicz, bo w ten sposób nikt nie będzie się na niego krzywił. Kiedy już okryje się sławą, wówczas król ujawni jego prawdziwe imię i zasługi dla kraju. Z tego wszystkiego, z całej łaski królewskiej pan Andrzej był tak szczęśliwy, że zemdlał. Król musiał wzywać pomocy, aby z powrotem Kmicica do łóżka włożyć.

ROZDZIAŁ XXVII

Dalszy marsz na Lwów to podróż z marszałkiem i wieloma dygnitarzami. Cały kraj powstawał. Jeździli kurierzy i wielcy pisali listy, aż powstała konfederacja tyszowiecka dla ratowania króla i narodu. Wydano też uniwersał, w którym wzywano wszystkich do walki ze Szwedami, tyranami i mordercami. Pan Domaszewski opowiadał, jak doszło do powstania konfederacji w sumie pomiędzy Sapiehą a Czarnieckim. Obecna szlachta nie chciała oponować, bo taka do Szwedów panuje nienawiść. Pan Sapieha spieszył się pod Tykocin, gdzie kończy sprawę z Radziwiłłem.

Z Częstochowy przybył pan Krzysztoporski i spotkał się z królem. Przywiózł list od przeora Kordeckiego, który Jan Kazimierz natychmiast zaczął czytać. Była mowa w nim o Babiniczu, że wszyscy go opłakiwali, wielkiego bohatera i obrońcę Jasnej Góry. Król pocieszał ich, bo Babinicz żyje i jest zdrów. Gość opowiada także, iż po odejściu Millera Wrzeszczowicz wrócił i chciał atakować klasztor, zastając otwarte bramy. Naród jednak postawił się tak zawzięcie, że musiał uciekać. Inną nowiną była śmierć wojewody poznańskiego Opalińskiego. Na jego następcę naznaczono Leszczyńskiego.

ROZDZIAŁ XXVIII

Pod Tykocinem szala zwycięstwa przechyliła się na stronę Sapiehy. Zebrał swoich oficerów i nakazał po zdobyciu zamku szanować zdrowie Radziwiłła. Było wielu życzących śmierci Januszowi i namawiali pana wojewodę witebskiego do ukarania śmiercią zdrajcy, lecz on nie chciał tego czynić. Zagłoba wolałby inaczej postąpić ze zdrajcą, ale nie do niego należy decyzja. Wołodyjowski wspominał Oleńkę i gdyby ją jeszcze raz miał ratować, to by to uczynił. Doszły do nich głosy o opałach, w jakich znalazła się Jasna Góra. Zdaniem Zagłoby połowa wojska pod Tykocinem by wystarczyła, ale Sapieha jest uparty. Mogliby z częścią tej armii podejść pod Częstochowę na ratunek. Szczególnie przy grzanym winie nawoływali do odsieczy.

Zagłoba chciał wejść pośród wojska i zebrać ochotników. Pan Michał i reszta towarzystwa przerazili się. Zdawali sobie sprawę, iż nowo zaciężne wojsko łatwo zdemoralizować. Nawet Wołodyjowski rozżalił się, bo Zagłoba wcześniej śmiał się z niego, że niby za murami Tykocina spodziewa się ujrzeć oczy ukochanej. Nie miał szczęścia w życiu do kobiet mały rycerz. Zagłoba przepraszał go podchmielony całkiem i mówił, jaką miłością go darzy.

Na szczęście pan Oskierko gotował oddziały do ostatniego ataku.

ROZDZIAŁ XXIX

Janusz Radziwiłł był bardzo chory. Ubolewał nad utratą majątku, prestiżu i honoru. Oblegano go w zamku tykocińskim jak przestępcę Kostkę Napierskiego w Czorsztynie w przeszłości. Wszyscy przyjaciele odwrócili się od niego, włączając w to Karola Gustawa. Z wielkiego pana stał się żebrakiem i z powodu głodu w zamku także i on głodował. Nie chciał prosić szwedzkiego komendanta o rację żywności.

Od początku jego wyprawa na Podlasie była porażką. Atakował Sapiehę, tracił ludzi, niektóre obce oddziały przechodziły na stronę konfederatów. Janusz prosił o wsparcie Bogusława, ale ten nie ruszył się. Wysłał nawet list do księcia krajczego Michała Radziwiłła, ale ludzie Sapiehy go przechwyciły. Wojewoda witebski odesłał mu list księcia Michała do niego, w którym ów zapewniał, iż nie zamierza iść z pomocą krewnemu. Podobnie, pisał, Bogusław nie ruszy z pomocą z Prus. Elektor nie da mu wojska, bo nie chce swoich sił dzielić. Ponadto Bogusław chce związać się z rodziną Koniecpolskich i śmierć Janusza byłaby mu na rękę.

Wraz z powrotem Sapiehy w końcu grudnia wysadzono bramę i wojsko konfederackie rozbiło Szwedów. W tym czasie umierał Janusz Radziwiłł. Miał przywidzenia i majaczył. Przez cały czas był przy nim lekarz i Charłamp. Książę majaczył, że to nie on jest winien, ale Radziejowski. Na koniec wzywał imienia Maryi, chociaż był kalwinem. Wielu Szwedów wysadziło się w baszcie, unikając niewoli.

Wbiegli później do komnaty pułkownicy, ale Charłamp powiedział o śmierci i sam też się poddał. Chciano go posiekać, ale przyznał, że był wierny księciu za czasów potęgi i nie odstąpił go, gdy wszyscy księcia porzucili. Oleńki w Tykocinie nie było, Bogusław zabrał ją do Taurogów.

ROZDZIAŁ XXX

Król był we Lwowie i tam też zjeżdżali wszyscy z wielu stron kraju. Byli też Tatarzy z obietnicą pomocy w liczbie 100 tysięcznej armii i posłowie z Siedmiogrodu, był poseł cesarski i nuncjusz papieski. Wysyłano posłów do Sapiehy i na wszystkie strony. Zdążał tam po zniszczeniu Tykocina.
Król Jan Kazimierz podczas wielkiego nabożeństwa w obecności całej szlachty i magnatów, obcych posłów i ludu, upadł krzyżem na posadzkę. Następnie złożył śluby Panience Najświętszej i mianował ją królową Polski. Do niej zanosił modły o pomoc w tych ciężkich czasach. Przez 7 lat jego królestwo było nękane różnymi chorobami, a teraz chce prosić ją o wstawiennictwo u Jezusa.

Zachowanie króla przysporzyło mu wielu zwolenników i spowodowało ogromną radość poddanych, którzy skandowali wiwaty na jego cześć.

ROZDZIAŁ XXXI

Konfederacja tyszowiecka wydawał uniwersały i wszyscy jej się podporządkowali. Karol Gustaw był w Elblągi i biesiadował, wezwał także do siebie Wittenberga, a Krakowie pozostawił Wirtza. Sapieha podążał już po ziemi lubelskiej, aby łączyć się z hetmanami, a po drodze bił Szwedów i rósł w siłę. Przysłał królowi chorągiew do dyspozycji, a na jej czele Wołodyjowskiego. Ten zdawał sprawę królowi z poczynań Sapiehy, przywiózł także listy od wojewody witebskiego, którego król natychmiast obdarzył buławą książęcą. Chorągiew chce wysłać panu Czarnieckiemu, na którego cały impet ma się zwrócić. Wołodyjowski nie musi odpoczywać, bo pod Tykocinem odpoczywał, woli od razu ruszać w bój. Król dziękował za wierność i za to, że rzucił Radziwiłłowi swój buzdygan.

Spotkanie przyjaciół w obecności króla Jana Kazimierza. (film TVP, 1973)

Spotkanie przyjaciół w obecności króla Jana Kazimierza. (film TVP, 1973)

Rozmawiali o Kmicicu i ze szczegółami pułkownik opowiedział, jakim to żołnierzem i okrutnikiem był ów kawaler. Ale zrobił też wiele dobrego dla ojczyzny i im uratował życie. Król przedstawił im Babinicza, ale nie mogli go rozpoznać, zmizerniał i miał bliznę na twarzy. Król przedstawił go jako obrońcę swego i Jasnej Góry. Padli sobie z Wołodyjowskim w ramiona. Następnie król udał się na naradę z hetmanami.
Kmicic rzucił się na nich z pytaniami o Oleńkę, nie znaleźli jej w Tykocinie.

ROZDZIAŁ XXXII

Kmicic nie mógł wysiedzieć na miejscu, był żądny krwi Bogusława. Kiedy Wołodyjowski wprowadził do przyjaciół pana Andrzeja, wszyscy oniemieli i przerazili się. Opowiadał później o porwaniu Bogusława i całej swojej drodze z królem. Następnie Charłamp opowiadał szczegółowo, jak to Bogusław zachowywał się wobec Oleńki, że próbował zniszczyć imię Kmicica. Potem deklarował, że woli polskie szlachcianki niż francuskie księżniczki. Ponadto uspokajał młodzieńca, gdyż twierdził, że Bogusław jest w Elblągu z Karolem Gustawem, a panienka w Taurogach przy boku księżnej, żony Radziwiłła i nic jej tam nie grozi. Kmicic zrywał się co rusz i chciał pędzić bić Bogusława, był żądny jego krwi. Razem wyszli potem i ulicami spacerem odprowadzali Kmicica. Widzieli wielki, liczący 400 koni oddziała tatarski dumie maszerujący. To podarunek chana dla Jana Kazimierza. Zagłoba wspominał, jak to niedawno jeszcze stawali przeciwko temu wojsku, a teraz król układa się z nimi. Szwedzi bardzo się boją Tatarów. Kmicic nagle opuścił ich, biegł do króla, aby powierzył mu dowództwo nad tym czambułem.

oprac.t.1 r. 1-7t.1 r. 8-14t.1 r. 15-26t.2 r. 1-10t.2 r. 11-21t.2 r. 22-32t.2 r. 33-40t.3 r. 1-10t.3 r. 11-19t.3 r. 20-30Interpr./charakter.Kmicic i Oleńka

Skomentujesz?

Kontynuując czytanie, zgadzasz się z politykę cookies na tej stronie. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close