Syzyfowe prace cz. 1

Oprac. R. 1-3 R. 4-9R. 10-12R. 13-16R. 17-18Int.Plan/Mini

Rozdział I

Akcja powieści rozgrywa się w zaborze rosyjskim po 1864 roku, a rozpoczyna się 4 stycznia o godzinie 13.00. Ośmioletni Marcin Borowiczwraz z rodzicami HelenąWalentym przybył do Owczar. Była to wioska oddalona od dworu Borowiczów w Gawronkach o jakieś 15 minut jazdy. Znajdowała się tam Szkoła Początkowa zwana w języku rosyjskim: „Naczalnoje Owczarskoje Ucziliszcze”. Prowadzili ją państwoWiechowscy, którzy wyszli na powitanie Borowiczów. Oprowadzili gości po szkole, a służąca Małgośka zaparzyła herbatę. Następnie Borowicze podpisali kontrakt z nauczycielami w sprawie nauki Marcina. Mieli go przygotować do egzaminów.

Pani Helena poukładała przywiezioną bieliznę synka i dała dwa złote Małgośce, aby dbała po chłopca. Pożegnała się z chłopcem i obiecała, że zobaczą się w Wielkanoc. Wiechowska trzymała go mocna za rękę, gdy wyrywał się, aby biec za rodzicami. Po rozstaniu chłopczyk położył się spać, był zmęczony, tęsknił, czuł się samotny i bardzo płakał.
Kolejnego dnia zaczęła się nauka. Marcin siedział w ławce ze starszym od siebie Michałem o jasnych włosach. Uczyli się czytać według podręcznikaPaulsona. W zbiorze czytanej znajdowały się fragmenty dzieł wybitnychpisarzy rosyjskich. Nauczyciel także rozpoczął lekcję w języku rosyjskim, w dodatku była to modlitwa. Marcin nie rozumiał rosyjskiego. O jedenastej Wiechowski zaczął śpiewać pieśń kościoła prawosławnego.

Rozdział II

Kolejne miesiące były dla Marcina bardzo pracowite. Musiał dużo się uczyć. Ciężko pracował nad gramatyką języka rosyjskiego i matematyką. Bardzo podobał mu się katechizm napisany przez księdza Antoniego Putiatyckiego dla dzieci wyznania rzymsko-katolickiego. Nie miał też czasu na zabawy z dziećmi, ponieważ Wiechowscy kazali mu uczyć się pisania liter alfabetu rosyjskiego. Pewnego dnia był na spacerze i z oddali widział swoje rodzinne Gawronki. Bardzo tęsknił za rodzicami.
W tym okresie też do Wiechowskich dotarła informacja, iż będą mieli wizytację naczelnika oświaty. Byli bardzo przejęci, podobnie jak ludzie w miasteczku. Zaowocowało to porządkami w miasteczku, w szkole i na stancji. W końcu przybył na saniach „kierownik dyrekcji naukowej” – tak brzmiał oficjalny tytuł urzędnika, reprezentanta zarządzającego oświatą w zaborze rosyjskim kuratorium w Warszawie. Marcin i Józia musieli zniknąć w tym czasie z pola widzenia wizytatora. Kierownik nazywał się Piotr Nikołajewicz Iaczmieniew i rozpoczął wizytację od obserwacji lekcji, a raczej przedstawienia. Wiechowski wywołał do odpowiedzi najlepszych uczniów Michcika, który najlepiej znał język rosyjski w mowie i piśmie, a także Wicka Piątka o takich samych choć słabszych zdolnościach.

Oczywiście dyrektor nie dał się zwieść i sam zaczął przepytywać dzieci, ale większość sylabizowała po rosyjsku. Zdenerwował się najbardziej, gdy dowiedział się od dzieci, że potrafią one czytać po polsku. Nie szczędził wówczas słów krytyki Wiechowskiemu, a w dodatku zarzucił mu kłamstwo, ponieważ nauczyciel napisał w raporcie, że wiele dzieci potrafi czytać, a była to nieprawda. Nawet nie chciał zostać na poczęstunku. Gdy załamany Wiechowski płakał z rozpaczy, stał się rzecz bardzo dziwna, bo oto dyrektor Iaczmieniew wrócił i odwołał wszystkie słowa krytyki, a nawet zaproponował mu podwyżkę. Stało się tak po rozmowie urzędnika z kobietami czekającymi na niego za progiem.

Otóż złożyły na Wiechowskiego skargę za to, że nie uczy dzieci języka polskiego, a skupia się wyłącznie na rosyjskim.

Były tym oburzone, chciały zmienić nauczyciela i nawet nie wiedziały, jak pomogły tą postawą Wiechowskiemu.
Rozdział kończy się refleksjami naczelnika. W drodze do następnych placówek wspominał studia i sekrety ideologii dotyczące postępowania z ludźmi pod zaborami, szczególnie zaś z chłopami. Należało ichzrusyfikować tak dokładnie, aby pokochali język i wiarę rosyjską, aby przyjęli ją za własną. Pierwszym krokiem było odcięcie ich od starej kultury i mowy.

Rozdział III

Akcja powieści przenosi się do Klerykowa miejscowości gubernianej oddalonej o około 5 kilometrów od Gawronek. Znajdowało się tamgimnazjum, do którego egzamin zdawał Marcin Borowicz, do klasy wstępnej. Mama zapisała go, składając podanie i odpowiednie dokumenty, a w tym określające stan majątkowy. Data egzaminu nie była znana. Wraz z kilkoma rodzicami pani Helena ustaliła, iż być może egzamin odbędzie się w bieżącym tygodniu, dlatego postanowiła pozostać w Klerykowie w hotelu i codziennie odwiedzać gimnazjum.

Od pewnego znajomego Żyda Izraela pani Helena dowiedziała się o możliwości wykupienia korepetycji u profesora Majewskiego. Ten sam miał egzaminować Marcina. Kwota 3 ruble za godzinę przekraczała jej możliwości, dlatego wysłała woźnicę do Gawronek do męża. Za wszelką cenę jej Marcin musiał dostać się do gimnazjum.
Profesor przyjął ich w saloniku. Pani Helena chciała z nim porozmawiać po rosyjsku, lecz nie znała dobrze tego języka. Zdecydowała się więc mówić po francusku. Ku jej zaskoczeniu Majewski zaczął mówić po polsku z akcentem rosyjskim. Okazało się, iż jest Polakiem, a dopiero od dwóch lat Rosjaninem. Nigdy nie był w Rosji. Umówili się na korepetycje Marcina w ilości ośmiu godzin, codziennie o siedemnastej. Pani Helena zapłaciła za nie 24 ruble.

Oprac.  R. 1-3 R. 4-9R. 10-12R. 13-16R. 17-18Int.Plan/Mini

Skomentujesz?