Epoki literackie, analizy wierszy, poradniki, słownik, piosenki

jądro ciemności streszczenie

Oprac.  Część 1-2  Część 2-3 Interpr./Charakter.

Nazajutrz obliczyli, iż znajdują się jakieś 8 mil od Kurtza. Statek ledwo płynął. Ponieważ był wieczór, dyrektor nakazał zakotwiczenie do następnego dnia. Mieli wyraźne sygnały, by zbliżać się ostrożnie, więc wolał płynąć za dnia. Dystans 8 mil mogli pokonać w 3 godziny. Marlow nie był zadowolony z tego oczekiwania.

Rano czekali aż opadnie mgła. Najpierw cicho a potem coraz głośniej dochodziły do nich wycia i wrzaski. Pielgrzymi ruszyli do kajut i wracali z naładowanymi karabinami. Bali się wszyscy. Ludożercy nalegali, by złapać i zjeść tych na brzegu. Byli zatrudnieni na pół roku, choć prawdopodobnie nie zdawali sobie sprawę z czasu, nie znali go. Co trzy dni płacono im po drutem po 9 cali długości. Niby mieli kupować sobie za tę obiegową monetę jedzenie w wioskach, ale statek nigdzie nie wpływał. W zasadzie nie mieli nic mięsnego do jedzenia, aż dziwne, że nie rzucili się na Marlowa i innych. Musieli mieć jakieś hamulce.

Dyrektor chciał ruszać, ale Marlow nie zgodził się. Nie mogli płynąć we mgle. Dyrektor udawał, iż zależy mu na dopłynięciu do Kurtza zanim stanie mu się coś złego. Przecież mieli sygnały, że chorował. Rozważali czy tubylcy zaatakują ich. Także musieliby pokonać mgłę. Marlow uważał zresztą odgłosy nawoływania za wyraz smutku, a nie agresji. Dwie godziny później mgła ustąpiła i ruszyli. Przeciskali się pomiędzy mieliznami. W pewnym momencie spadły na pokład strzały. Skryli się pod dach. Pielgrzymi otworzyli ogień do zarośli, skąd spadały na nich stada strzał.
Sternik upadł mu pod nogi zalany krwią. Dostał włócznią w bok. Marlow pociągnął nerwowo za linkę od gwizdka parowego i kilkakrotnie gwizdnął. Wrzaski w zaroślach umilkły. Pielgrzym wysłany przez dyrektora zbadał sternika, stwierdził zgon. Przypuszczał, iż także Kurtz nie żyje. Marlow na samą myśl o tym rozżalił się, bowiem chciał porozmawiać z tym agentem. Wyrzucał zalane krwią buty za burtę.

Dobili do brzegu. Załadowali cały parowiec kośćmi słoni. Marlow nazwał Kurtza szatanem, który rządził na lądzie duszami tamtych dzikich ludzi, porywał ich do robienia rzeczy, które chciał zrobić. Kurtz pochodził i kształcił się w Anglii. Jego ojciec był pół Francuzem, a matka pół Angielką. Międzynarodowe Towarzystwo Tępienia Dzikich Obyczajów powierzyło mu opracowanie referatu jako wytyczne do działania Towarzystwa. Napisał aż 17 stron między innymi o tym, że dzicy ludzie uważają ich za rasę wyższą, nadnaturalną. Ten fakt można wykorzystać, twierdził w referacie, aby rozwinąć „dodatnią działalność” o nieograniczonej potędze. Kurtz prosił, by Marlow zajął się tą broszurą, by świat ją wykorzystał. Na ostatniej stronie dopisał wcześniej zdanie: „Wytępić te wszystkie bestie!”.

Odbył się pogrzeb sternika i Marlow zamierzał wrzucić zwłoki do rzeki, chociaż ludożercy chcieli je zjeść. Pielgrzymi cieszyli się z jatek, które zrobili w dżungli. Płynąc, zobaczyli człowieka, był to Rosjanin, marynarz, miał 25 lat. Mówił o Kurtzu, że przekonał jakieś holenderskie spółki i przybył tu dwa lata temu. Dołączył do niego i on. Na pytanie, dlaczego tubylcy strzelali do nich odpowiedział, że nie chcą, aby zabrali Kurtza. Radzi zostawić trochę pary do gwizdania, to prości ludzie i gwizdka boją się bardziej niż wystrzałów. Okazało się, iż to ów Rosjanin narąbał im wcześniej drzewa i to jego książkę Towsena miał Marlow. Zapiski na jej marginesach nie były szyfrem, tylko tak wygląda język rosyjski. Co do Kurtza, wzbogacił jego duszę.

III

Był zafascynowany Kurtzem i Marlow nie potrafił tego zrozumieć. Pewnego razu Kurtz chciał go zabić, ponieważ ten ukrył przed nim kły słonia. Kiedy mu je oddał, Kurtz mu wybaczył. Często znikał na kilka tygodni, a potem wracał, odkrył wiele wiosek i jezioro. Stworzył sobie własną armię z Murzynów, którzy widzieli w nim boga. Pierwszy raz spotkali się z kimś, kto strzelał gromami, więc musieli mu ulec. Rabował z nimi wszelkie wioski. Kiedy chorował, marynarz opiekował się nim i leczył go. Potem Kurtz znowu znikał w poszukiwaniu kości słoniowej. Kiedyś chciał wrócić do kraju, ale rozmyślił się. Marlow stwierdza, że Kurtz to wariat. Marynarz rosyjski zaprzecza z oburzeniem.

Kurtz zebrał wszystkich swoich żołnierzy i nie było go dość długo. Zamierzał napaść na plemię po drugiej stronie rzeki. Niestety, zachorował i jest z nim bardzo źle.

Szli do domu Kurtza, aby zabrać go na statek. Przed domem zobaczyli ludzkie głowy powbijane na pale. Dyrektor mówił, iż metody Kurtza zniszczyły cały okręg. Spełniał tam wszystkie swoje najgorsze żądze, a dzicz podsuwała mu różne pomysły. Zapomniał z pewnością o swojej cywilizacji. Rosjanin mówił o traktowaniu Kurtza jak boga i ceremoniałach, jakie obowiązywały. Dla Marlowa nie był bóstwem. Od miesięcy nie otrzymywał żadnych lekarstw i zdaniem rosyjskiego marynarza został opuszczony. To hańba.

Niesiony na noszach do statku Kurtz wydawał się szczątkiem człowieka. Same kości. Marlow zastanawiał się nad znaczeniem nazwiska Kurtz – z niem. krótki. To była ironia. Niesiono za nim kilka karabinów i pistoletów, Marlow z sarkazmem mówił o nich, że to gromy tego samozwańczego Jupitera (gromowładnego Zeusa). Położono go w jednej z małych kajut. Podano spóźniona pocztę. W oddali widzieli szpaler stojących ludzi. W ich kierunku szła piękną, wystrojona i smukła Murzynka. Kobieta Kurtza. Nie weszła na pokład, lecz oddaliła się. Rosjanin skarżył się na nią, zrobiła mu awanturę o kilka łachów. Kurtz prosił, aby go ocalili. Miał za złe dyrektorowi, że zabierają go, ale on jeszcze wróci i wykona swój plan.
Dyrektor na stronie rozmawiał z Marlowem o stanie zdrowia Kurtza. Zastosował nieodpowiednie metody zdobywania kości słoniowej, w większości skamieliny. Dyrektor nie omieszka powiedzieć o tym tam, gdzie należy. Mówi o Kurtzu w czasie przeszłym.

Rosjanin chciał zostać i rozmawiali o tym z Marlowem. Prosił, aby jak marynarz marynarzowi obiecał mu, że honor Kurtza zostanie nienaruszony. Marlow obiecał, iż z jego strony nic tej pamięci nie zaszkodzi. To Kurtz kazał ostrzelać parowiec- zdradził Rosjanin. Poprosił o naboje do karabinu i garść tytoniu. Zszedł ze statku.

Marlow obudził się o północy. W kajucie nie zastał Kurtza, który o własnych siłach wyczołgał się na ziemię. Kapitan poszedł szybko jego śladem. Dogonił, postraszył, że go udusi, jeśli zacznie krzyczeć i przekonał do powrotu. Wsparty na jego ramieniu wrócił na statek, ważył niewiele więcej od dziecka.

Kolejnego dnia po południu odpływali. Obserwowało ich 2 tys. oczu. Piękna kobieta podbiegła z całym tłumem do brzegu statku i na jej odgłos wszyscy zaczęli krzyczeć modlitwę lub pożegnanie. Pielgrzymi na statku wzięli do rąk strzelby, a Marlow zagwizdał parą, by odstraszyć tubylców. Tylko kobieta nie ulękła się i stała w bezruchu. Później ze statku odezwały się karabiny.

Wypłynęli z jądra ciemności. Wszyscy na statku odetchnęli, dyrektor patrzył podejrzliwie na Marlowa, gdyż ten wcześniej nie potępiał razem z nim Kurtza i metod jego działania. Domyślał się, iż być może podobnie jak Kurtza tak i jego spisano już na stratę.

W ostatnich dniach życia Kurtz dużo mówił, a czasem wydawał się dziecinny. Miał swoje tajemnice, których nie zdradzał. Jednego dnia dał Marlowowi jakiś pakunek. Nie chciał, by znalazł go dyrektor nazywany przez niego bałwanem. Pewnego wieczora wszedł do kajuty i Kurtz umierał, powtarzając słowa: „Zgroza! Zgroza!”. Kolejnego dnia pielgrzymi pochowali jego zwłoki. Marlow rozważał odejście Kurtza i ocenił go jako wielkiego człowieka. Potrafił bowiem w godzinie śmierci odnieść się do swojego życia i nazwać je złym. Marlow czuł, że przeżył tę najważniejszą chwilę życia Kurtza wraz z nim. Dlatego postanowił być mu wiernym do końca. Nie umarł, nie pogrzebano go, a jednak to w nim pozostała ta chwila.

Po zakończeniu rejsu Marlow chodził jak pijany, miał gorączkę i nie wiedział co zrobić z paczką papierów powierzoną mu przez Kurtza. Matka tego agenta zmarła pielęgnowana przez narzeczoną Kurtza. Odwiedzali go ludzie ze spółki handlowej, aby wydobyć dokumenty z paczki Kurtza. Domyślali się, iż jest tam dużo informacji cennych dla spółki i handlu. Marlow dał panu w okularach referat Kurtza, ale ten wybuchnął gniewem i postraszył Marlowa sądem. Potem pojawił się daleki kuzyn oświadczając, iż Kurtz miał wielki talent muzyczny. Potem dziennikarz, który mienił się kolegą Kurtza i chciał dociec powodu wyjazdu Kurtza do Afryki. Zadowolił się raportem. Tak naprawdę nikt z gości nie potrafił powiedzieć, jaki zawód miał zmarły agent.

Wreszcie Marlow został sam z paczką listów i zdjęciem dziewczyny, na pierwszy rzut oka pięknej. Postanowił do niej pójść. W rozmowie z kobietą wyczuł jej miłość do Kurtza. Pytała, czy podziwiał go, gdyż nie można było go znać i nie podziwiać. Marlow kłamał, aby nie zrobić jej przykrości. Mówiła i wychwalała swojego zmarłego ukochanego, a Marlow czuł pogłębianie się ciemności. Była szczęśliwa z nim przez krótką chwilę, a teraz będzie nieszczęśliwa przez resztę życia. Tak, przyznała, miała to szczęście znać go i być z nim. Miał wielkie plany, był taki doby, jaśniał dobrocią i ludzie nie powinni go zapomnieć- nastawała. Opłakiwała go przez rok, z nikim nie mogła o nim mówić. Marlow przyznał się do bycia świadkiem ostatnich słów Kurtza. Prosiła o powtórzenie ostatnich słów ukochanego, by mogła z nimi żyć. Nie mógł powiedzieć prawdy. Nakłamał, iż ostatnie wymówione słowo to jej imię. Kurtz domagał się tylko sprawiedliwości, więc miał obowiązek powiedzieć prawdę dziewczynie. Nie mógł, zrobiłoby się beznadziejnie ciemno.

KONIEC

INTERPRETACJA

„Jądro ciemności” to opowieść o kolonizacji Afryki, Konga przez białych Europejczyków – kompanię belgijską. Afryka jest jądrem ciemności, ciemnego, czarnego lądu – “ciemnego” w znaczeniu zacofanego cywilizacyjnie w porównaniu z Europą. Marlow i Kurtz reprezentują kulturę humanitarną i chrześcijańską starego kontynentu. Ocena Kurtza nie pozostawia wątpliwości. Kolonizatorzy pokroju Kurtza daleko od ojczyzny tracą zasady moralne i zamieniają się w bestie. Jądro ciemności to właśnie zło w sercach ludzi, które czyni z nich zwierzęta nastawione wyłącznie na zysk. Lekceważą potrzeby życiowe afrykańskich plemion, zamieniając je w niewolników. Wszystko to podporządkowują chęciom wzbogacenia się. Zamiast nieść ze sobą cywilizację wraz z kulturą, szerzą cierpienie i śmierć, przelewają krew. Są nieczuli na potrzeby lokalnych społeczności, dążąc do osiągania zysków.

Opowiadanie pokazuje człowieka zagubionego w świecie, do którego miał nieść etykę europejską. W rezultacie stoczył się na dno moralne. Dobrnął aż do jądra ciemności własnego charakteru. Kurtz i jemu podobni utracili hamulce powstrzymujące przed krzywdzeniem drugiego człowieka. Najlepszy z agentów spółki holenderskiej zatracił się w świecie wolnym od cywilizacji, zapomniał o normach, jakie kierują życiem społecznym Europy. Uznał siebie za bóstwo i dzięki przemocy zmusił do poddania się mu “dzikich” plemion. Wkrótce liczba jego wyznawców poszerzyła się. W pewnym momencie mógł jeszcze wrócić do świata o określonych normach moralnych, ale nie opanował żądzy dominacji – dla tubylców stał się bóstwem. Osiągnął swój status wśród plemion Murzynów poprzez zło, kary cielesne i mordowanie buntowników. Wokół jego posiadłości roiło się od pali z ponabijanymi na nie obciętymi głowami biedaków, którzy śmieli się przeciwstawiać.

Opowiadanie Conrada dowodzi, iż w ludziach o słabym charakterze drzemie zło. W sprzyjających warunkach dochodzi ono do głosu. Rozkwitło podczas kolonizacji kontynentów w XIX w., ale też i w XX wieku na skutek powstania rządów totalitarnych dotykało milionów ludzi żądnych lepszych zarobków i łatwej kariery. Tak powstały w ucywilizowanej Europie stalinizm i faszyzm, które pochłonęły ponad 50 milionów ofiar przed i podczas II wojny światowej.

CHARAKTERYSTYKA POSTACI

Charlie Marlow – marynarz i narrator opowieści, kapitan statku parowego, odważny, praworządny, uczciwy, kulturalny, wrażliwy na krzywdę Murzynów, bardzo współczuje ofiarom kolonizacji, niewolnikom Konga.
Kurtz – najlepszy agent gwarantujący spółce handlowej ogromne zyski, stracił poczucie praworządności i moralności, jest kolonizatorem pragnącym zarobić jak najwięcej na okradaniu plemion, nie waha się postępować wbrew prawom, w których został wychowany, pazerny, próżny, tyran.
Dyrektor stacji centralnej– ambitny, chce podporządkować sobie wszystkich agentów i zrobić karierę w spółce, nie choruje nigdy, wykształcony i inteligentny, zawistny o powodzenie Kurtza, uważa go za przeszkodę w rozwoju swojej kariery, podobnie traktuje Marlowa, od kiedy ten opowiedział się po stronie Kurtza, żądny władzy i splendorów.
Księgowy spółki – zadbany, wykształcony, administrator skupiony na własnych zadaniach, elegant, poniża Murzynów i nic go oni nie obchodzą.
Fabrykant cegły – urzędnik przysłany, aby sprawdzać innych, zaufany spółki, zazdrości majątku i pozycji Kurtzowi.
marynarz rosyjski – obieżyświat, zapatrzony w Kurtza, a nawet jego wyznawca, sam dotarł do jądra ciemności i podporządkował się Kurtzowi.
Narzeczona Kurtza – piękna młoda kobieta zafascynowana ukochanym, ślepo mu oddana i nieświadoma jego działań.

Oprac.  Część 1-2  Część 2-3 Interpr./Charakter.
Podziel się ze znajomymi
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on VK
VK
Oprac.  Część 1-2  Część 2-3 Interpr./Charakter.

I

Widzimy przymorski obszar Tamizy (rzeka w Wielkiej Brytanii), po którym kursuje „Nellie”, krypa (płaskodenny niewielki statek). Załoga odpoczywa podczas postoju, a są wśród niej: kapitan- dyrektor różnych towarzystw; prawnik- posiadacz jedynej poduszki na statku; księgowy- wiecznie z dominem; Marlow – leniwie przygląda się światu. Zapadał zmierzch. Wodą rządziły prądy przypływów, które podnosiły wszystkie statki. W oddali latarnia Chapmana oświetlała drogę do portu. Widać było cienie miasta, Londynu. Marlow określał je mianem „jednego z najciemniejszych zakątków na ziemi” i tym zdaniem rozpoczął swoją opowieść. Był to człowiek o zapadniętych policzkach, żółtej cerze, prostych plecach, wyglądzie ascety, z długimi ramionami zwisającymi wzdłuż ciała. Marlow był marynarzem, ale w przeciwieństwie do innych prowadził życie podróżnicze, a nie osiadłe.

Kontynuuje opowieść i prosi, aby słuchacze wyobrazili sobie czasy rzymskie, kiedy to 1900 lat wcześniej na ziemie angielskie przybyli Rzymianie. Przywieźli ze sobą blask nowożytnej cywilizacji, który do tej pory lśni. Kunszt budowania statków opanowali do perfekcji i pływali po morzach pięknymi żaglowcami. Dowódca statku tryremy o trzech rzędach wioseł płynął w górę rzeki wioząc towary i rozglądając się wokoło. Miał do picia jedynie wodę w Tamizie, więc jego ludzie musieli chorować od tego. Byli odważni stawiając kroki w „ciemności” – tak określa zacofaną cywilizacyjnie wobec Rzymu Anglię. Dowódca rzymski miał dużo odwagi albo nadzieję, że spotka go wysoka nagroda za pracę tutaj. Musiał czuć obrzydzenie do tego świata, żal czy nienawiść.

Rzymianie zagarniali co chcieli, gdyż byli silniejsi. Nie potrzebowali większej administracji, ponieważ brali siłą. Była to kradzież z włamaniem, masowe morderstwo na wielką skalę (dzisiaj: ludobójstwo). Marlow rozpoczyna opowieść o swojej wyprawie do Afryki. Od dzieciństwa marzył o odkrywaniu nowych lądów. Brał do rąk mapy i szukał miejsc, gdzie chciałby pojechać, kiedy dorośnie. Był wśród nich biegun północny, na którym nie był i już chyba nie wyruszy w tamtą stronę. Zatrzymywał swój wzrok na wielkiej rzece w Afryce. Tam chciał pojechać. Przypomniał sobie o towarzystwie handlowym działającym tam, była to spółka z Europy. Oni po prostu musieli mieć tam jakiś statek. Zanudzał wszystkich znajomych i rodzinę pragnieniem wyjazdu tam. W końcu dotarł do ciotki, która znała żonę jednego z członków administracji spółki. Pomogła mu.

Dostał nominację po tym, jak jeden z kapitanów zginął z rąk krajowców. Później dowiedział się, iż był nim Duńczyk Fresleven, a zginął z powodu kur. Twierdził, iż został oszukany przy kupnie kur, zszedł na ląd i okładał kijem wodza wioski, Murzyna. Dla próby jego syn dźgnął Duńczyka dzidą między łopatki i zabił go. Następnie wszyscy przestraszeni tubylcy uciekli do lasu, a i parowiec szybko odpłynął. Kiedy tam Marlow był, wieś opustoszała a zwłoki, bielejące kości kapitana leżały nietknięte.

Marlow szybko chciał podpisać umowę. Poszedł więc do gmachu spółki. Przyjęły go dwie kobiety robiące na drutach coś z czarnej wełny. Wszystko odbywało się tam w atmosferze tajemniczości. Potem domyślał się, iż była to brama do świata ciemności, z którego niewielu wracało, aby zobaczyć te kobiety raz jeszcze.

Podczas badania lekarskiego doktor zmierzył Marlowowi czaszkę, zawsze tak robił z ludźmi jadącymi do Afryki. Pytał jeszcze, czy Marlow nie miał w rodzinie nikogo chorego psychicznie. Miał pewną teorię związaną z ludźmi wyjeżdżającymi tam, lecz nie zdradzał jej nikomu.

Podczas pożegnania z ciotką mówiła mu, iż jest działaczem przez duże „D”, ponieważ ma misję cywilizowania ludzi Afryki. On odparł, iż jedzie tam dla interesów i ma zamiar przysparzać zysku spółce. Rozstawał się z nią z uczuciem jakby nie jechał w inne miejsce świata, ale do wnętrza ziemi. Wsiadł na francuski parowiec i ruszył do portu przeznaczenia, zawijając do każdej napotkanej przystani. Każdy dzień na horyzoncie wyglądał podobnie, jakby nic nie zmieniało się. Zmarłych na statku z różnych powodów ludzi wrzucano po prostu do wody i nikt się nimi nie przejmował. Czasami spotykali jakieś łodzie, ale rzadko. Raz napotkali statek wojenny ostrzeliwujący ląd, nie było tam żadnych budynków, ani nawet szopy. Działa waliły po chaszczach. Byli to Francuzi prowadzący jedną ze swoich wojen. Dostarczyli im listy i płynęli dalej. Mówiono, iż na tym wojennym statku załoga umierała na febrę w ilości 2-3 osób dziennie.

Po 30 dniach żeglugi zobaczył ujście rzeki Kongo, gdzie znajdowała się stolica urzędowa Konga Belgijskiego. Praca Marlowa miała zacząć się 200 mil dalej, więc od razu ruszył w górę rzeki do miejsca o 30 mil w górę rzeki. Kapitanem jego statku był Szwed. Ponieważ wiedział, iż Marlow jest marynarzem, zaprosił go na mostek. Rozmawiali o urzędnikach i Szwed kpił z urzędników. Żaden z nich nie nadawał się do pracy w górze rzeki, nikt z nich nie wytrzymałby tam. Marlow przyznał, iż celem jego podróży jest góra rzeki i sam przekona się, jak tam jest. Któregoś dnia kapitan spotkał człowieka, też Szweda, który powiesił się na drzewie z niewiadomych powodów. W końcu dopłynęli do przystani spółki, gdzie wysadził Marlowa i jego 4 skrzynie dobytku. Tam pożegnali się.

Marlow szedł w poszukiwaniu jakiegoś urzędnika, miejsca noclegu. Zauważył Murzynów. Było ich sześciu i szli pod górę. Pracowali przy budowie kolei. Na głowie nieśli kosze pełne ziemi, a wyglądali na wychudzonych i niemal zagłodzonych. Każdy miał na szyi żelazną obrożę i byli połączeni łańcuchem. Przypadkowo zszedł do niewielkiej doliny i zobaczył wśród drzew ciała Murzynów. Ci ludzie jeszcze żyli, ale praca doprowadziła ich do stanu wycieńczenia. Byli tam, aby umierać. Jednemu z nich, wyglądającemu na chłopca, podał suchara.

Inni Murzyni siedzieli zgięci jak kąty trójkąta, tacy byli chudzi i umierający. Marlow określa ich mianem kątów. Czołgali się do rzeki, by napić się wody.

Udał się do stacji, gdzie spotkał białego człowieka. Był to urzędnik księgowy, który zachował nienaganne maniery i ubranie europejskie. Miał biały kołnierzyk i gorset, był uperfumowany. Przebywał w Afryce już trzy lata. Chwalił się, iż jedną z tutejszych kobiet wyuczył krochmalenia koszul i kołnierzyków. Poszli razem do stacji, budynków kompanii handlowej. Były w złym stanie.

Od owego urzędnika po raz pierwszy Marlow usłyszał nazwisko Kurtz. Miał to być agent najlepszy w Afryce, wybitny człowiek, kierownik stacji handlowej. Zajmował się pozyskiwaniem kości słoniowych i przysyłał ich najwięcej ze wszystkich. Poprosił Marolowa, aby gdy spotka Kurtza, przekazał mu, iż wszystkie dokumenty i księgowość są prowadzone bez zarzutu. Księgowy nie lubi wysyłać do niego listów, bo posłańcy często nie dochodzą do stacji centralnej w Leopoldville (dzisiaj Kinszasa w Kongo). Zdradził także, iż rada spółki w Europie chce Kurtza awansować na ważne stanowisko.

Kolejnego dnia Marlow wraz z 60 ludźmi wyruszył pieszo w podróż 200milową do Leopoldwille. Każdy z niewolników niósł 60- funtowy ładunek. Szli po niskiej trawie wydeptanymi ścieżkami. Rzadko kiedy spotykali ludzi. Raz potknął się o ciało Murzyna z przestrzeloną głową. Innym razem spotkał białego z grupą Zanzibarczyków „pilnujących porządku” w dżungli nie wiadomo przed kim. Szedł z nim jakiś otyły biały człowiek, który mdlał w słońcu i Marlowa drażniło to, że musi cucić go. Zapytany o cel tej wędrówki, odpowiedział, iż chce zarobić. Pewnego razu dostał gorączki i trzeba było go nieść. Tragarze niemal podnieśli bunt, ponieważ mężczyzna był za ciężki.

Piętnastego dnia marszu dotarli do stacji centralnej. Tam dowiedział się, iż jego parowiec leży na dnie. W rozmowie z dyrektorem zapytał, co właściwie będzie miał robić, skoro nie ma statku? Miał wydobyć go, wyremontować i ruszyć w rejs. Te wszystkie działania zajęły Marlowowi kilka miesięcy.

Podczas pierwszej rozmowy z dyrektorem ten nie poprosił nawet, aby kapitan usiadł. Był w centrali już trzy okresy po trzy lata i mimo że większość agentów chorowała i ulegała plagom chorób, dyrektor trzymał się niewzruszony. Mawiał, iż powinni tam przyjeżdżać agenci bez wnętrzności. Poinformował go któregoś dnia o chorobie Kurtza.

Pewnego razu zapaliła się szopa i magazynowane w niej materiały spłonęły. Wychłostano pewnego Murzyna, ale chodziły słuchy, że dyrektor skorzystał na tym. Poznał wtedy młodego agenta. Miał on misję wyrób cegieł. W okolicy nie było jednak ani jednej cegły, ponieważ do uruchomienia fabryki potrzebował jakiejś części z Europy. Nie przysyłano mu jej od roku. Ludzie w stacji bardzo donosili na siebie i plotkowali. Agent ten opowiadał o Kurtzu, który był kierownikiem stacji w głębi kraju i jego wielkich osiągnięciach, świetlanej przyszłości. Marlow odniósł wrażenie, że pojawienie się Kurtza nie jest dla nich obu, agenta i dyrektora stacji pożądane. Zagraża ich karierze.

Marlow czekał na nity. Statek już był wyciągnięty i gotowy do pracy, ale miał dziurę w dnie. Potrzebował nitów do załatania dziury. Przeklinał, iż na wybrzeżu było ich pełno, a tu nie ma ani jednego. Pisał listy, tragarze przynosili co jakiś czas belki perkalu i kretonu, ale nie było nitów. Prosił agenta o list, ale ten był bezsilny. Opowiadał mu o jakimś hipopotamie, który wychodzi na stację handlową nocą i buszuje w niej. Ludzie zastawiają na niego pułapki i strzelają, ale ma patent na przeżycie. Nikt z ludzie nie ma takiego patentu.

Polubił swoich mechaników, którymi ludzie gardzili z racji braku ogłady, a szczególnie kotlarza o brodzie do pasa. Miał on 6 dzieci i hodował gołębie. Oznajmił mu z radością, że dostaną nity za trzy tygodnie. Tańczyli z radości na statku jak wariaty. Nie dostali nitów. Za to przybywali do nich goście, biali i tragarze. Naznosili różnego rodzaju materiały. Była to Wyprawa Odkrywcza Eldorado kierowana przez wuja dyrektora stacji. Jej celem była grabież wszystkiego, co można zabrać z wnętrza tego lądu.

II

Marlow leżąc na statku podsłuchał rozmowę dyrektora stacji ze swoim wujem. Dotyczyła Kurtza, czego Marlow się domyślał. Dyrektor uskarżał się, iż Kurtz odesłał przydzielonego człowieka i panuje nad tamta ziemią jak władca. Pewnego razu wiózł łodzie z kością słoniową do stacji centralnej, ale nieoczekiwanie wraz z kilkoma Murzynami zawrócili. Towar przesłali łodziami dalej, a sam Kurtz wrócił łodzią kilkaset mil. Nie chciał spotkać się z nikim ze stacji. Ma tez wielki wpływ na radę spółki, gdyż jest najważniejszym dostawcą kości słoniowej. Wuj tłumaczył dyrektorowi, że to jest jego terytorium działania, że Kurtz nie może mu stawiać warunków. A jednak dyrektor narzekał. Mówili też o chorobie Kurtza i braku pomocy z ich strony, ale to przecież z powodu odległości. Na szczęście dyrektor jest zdrowy, inni umierają od różnych chorób i nawet nie zdąży ich odesłać. Zdaniem dyrektora Kurtz miał nieść postęp i człowieczeństwo, ale tego nie robił.

Wyprawa Eldorado poszła wreszcie w puszczę i wkrótce usłyszano o śmierci ich osłów.

W końcu też naprawiono statek i ruszyli w podróż. Po drodze zabrali jako załogę kilku ludożerców. Mieli ze sobą mięso hipopotama, które po jakimś czasie zaczęło się psuć i strasznie śmierdziało. Miał na statku dyrektora i czterech pielgrzymów z kijami. Czasami dobijali do brzegu, na którym witał ich ktoś z budki, wymachiwał, dla kogo największą wartością było hasło „kość słoniowa”.

Zmierzali w kierunku jądra ciemności- serca Afryki- bardzo powoli z powodu awarii rur. Było tam bardzo spokojnie i słyszeli warkot bębnów. Nie wiedzieli, czy znaczą wojnę, czy może coś innego. Mogli wyobrażać sobie, iż są pierwszymi odkrywcami tego lądu. Często wynurzali się zza zakrętu, a tam witały ich rozkrzyczane twarze tubylców i nie wiedzieli, co ów krzyk oznacza. Najgorsze były podejrzenia, iż ci ludzie dzicy nie są nieludzcy. Gdy są nieludzcy, łatwo można z nimi walczyć, wykorzystywać i nienawidzić. Chociaż z głębi tego krzyku tubylców słychać było człowieczeństwo i podobieństwo do Marlowa. Nie mógł z nimi się cieszyć, zejść na brzeg, bo przeciekały rury a łajba musiał płynąć w górę rzeki. Musiał też doglądać nowego palacza pracującego w kotłowni. Był to Murzyn i powinien skakać teraz z innymi po brzegu. Nauczono go jednak zawodu i pracował dla nich. Śledził on zegary ciśnieniomierza i temperatury kotła. Miał w wardze krążek z kości słoniowej.

W odległości ponad 50 mil od Kurtza dotarli do szopy. Był tam przygotowany zapas drewna opałowego dla parowca. Była też kartka, aby zabrali drewno, śpieszyli się i zbliżali powoli. Szopa była zarośnięta wokół, a w środku zaniedbana. Leżała tam książka niejakiego Towsena o badaniach marynarskich. Marlow czytał tę książkę bez wiary, ale udało mu się zapomnieć o problemach. Na marginesach książki widział zapiski zaszyfrowane. Nie wierzył własnym oczom. Załadowali drewno i dyrektor dał znać, by płynęli dalej.

Oprac.  Część 1-2  Część 2-3 Interpr./Charakter.
Podziel się ze znajomymi
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on VK
VK
Streszczenie: Część 1-2 Część 2-3 Interpr./Charakter.

EPOKA

Modernizm

BIOGRAFIA AUTORA

Joseph Conrad

Joseph Conrad

Joseph Conrad to Józef Korzeniowski, pisarz angielski z pochodzenia Polak z Berdyczowa na Ukrainie. Żył w latach 1857-1924. Pisarz marynista (tworzy dzieła o tematyce morskiej), autor dzieł o charakterze podróżniczym i psychologicznym. Ważniejsze dzieła to powieści „Lord Jim” i nowela „Tajfun” (1900), „Smuga cienia” 1917, „Ocalenie” (1919), nowele „Młodość” i „Jądro ciemności” (1902).


GENEZA DZIEŁA

„Jądro ciemności” to nowela powstała w 1899 dla „Blacwood’s Magazine”, a ukazała wraz z innymi w 1902 roku. Conrad przedstawił w niej zdarzenia oparte na własnych doświadczeniach z podróży i pracy jako kapitan statku w Kongu.


BUDOWA UTWORU

Jest tu podział na 3 części o numeracji cyframi rzymskimi, bez tytułów. Mamy tu dwóch narratorów, pierwszy zaczyn i kończy opowieść, pojawia się też pomiędzy narracją Marlowa, głównego bohatera noweli.


CZAS I MIEJSCE AKCJI

Afryka 1914 r.

Zobacz: Kongo belgijskie

Akcja utworu rozgrywa się w Afryce, w Kongu Belgijskim około 1890roku i trwa kilka miesięcy. Miejsca szczegółowe to stacje handlowe pewnej holenderskiej spółki, której nazwy nie znamy. Inne pojawiające się nazwy to stacja centralna w Leopoldville (obecnie Kinszasa)- port nad rzeką Kongo, Boma- stolica Konga i siedziba rządu oraz spółki, murzyńskie wioski i inne stacje- porty kolonizatorów Afryki.


BOHATEROWIE

Malkowich (Kurtz) i Roth (Marlow) w adaptacji “Heart of darkness” z 1994 r.

Charlie Marlow – marynarz i narrator opowieści,
Kurtz – najlepszy agent gwarantujący spółce handlowej ogromne zyski,
dyrektor stacji centralnej,
jego wuj – dowódca Wyprawy Eldorado,
prawnikksięgowy spółki, doktor, kotlarz, sternik, fabrykant cegły, marynarz rosyjski, niewolnicy, dzicy (atakujący statek).


Streszczenie: Część 1-2 Część 2-3 Interpr./Charakter.
Podziel się ze znajomymi
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on VK
VK
Święto Niepodległości Polski za:
dni
1
9
godz.
1
1
min.
1
1
sek.
4
5
Powtarzaj i sprawdzaj się! Przejdź na:




Kontynuując czytanie, zgadzasz się z politykę cookies na tej stronie. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close