Epoki literackie, analizy wierszy, poradniki, słownik, piosenki

kmicic

oprac.t.1 r. 1-7t.1 r. 8-14t.1 r. 15-26t.2 r. 1-10t.2 r. 11-21t.2 r. 22-32t.2 r. 33-40t.3 r. 1-10t.3 r. 11-19t.3 r. 20-30Interpr./charakter.Kmicic i Oleńka

ROZDZIAŁ XI

Chorągiew laudańska wróciła do Sapiehy, z którego Zagłoba szydził. Czarniecki miał iść do Wielkopolski a potem do Gdańska i Warszawy. Z kolei Sapieha musiał iść najpierw do Lublina, który znów wpadł w ręce Szwedów. Zaczęło się oblężenie. W wolnym czasie Kmicic brał lekcje fechtunku u Wołodyjowskiego. Wkrótce mógł stawać do pojedynku z Janem Skrzetuskim, a ten miał mir największego mistrza w wojsku. Załoga lubelska poddała się wreszcie i przyjaciele bardzo się z tego cieszyli. Szli teraz ku Warszawie przez Mińsk, dokąd także zdążało wojsko królewski i sam Jan Kazimierz. Szło tam pospolite ruszenie z Podlasia, któremu miał dowodzić Jan Skrzetuski. Zagłoba znał Warszawę, pokazywał i opowiadał Rochowi o pięknych budowlach miasta. Wiedziano powszechnie, iż Szwedzi łupią wszystko i wywożą do Szwecji. Od Czarnieckiego przyszły złe wieści. Zbyt był zmęczony i nie mógł ruszać na oblężenie. Szwedzi obwarowali się w stolicy i uczynili z niej twierdzę z 3tysieczną załogą. Palili także przedpola, a więc różne dzielnice w tym Pragę. Całymi dniami płonęły domy i kościoły. Obóz Sapiehy oblegały tłumy nędzników i ludzi bezdomnych, którzy głodowali. Pomagał im, jak mógł.

Pewnego dnia Sapieha urządził ucztę na cześć króla Jana, na którą zaprosił oficerów i Kmicica także, jego Tatarzy mieli iść sami z podjazdem. Kmicic nie lubił uczt, ponieważ kojarzyły mu się z dworem Radziwiłła. Ponadto najwięcej niedoli przychodzi właśnie podczas uczt.
Sapieha bawił gości i ucztowali wszyscy, kiedy rozległ się alarm. Nieprzyjaciel wyszedł z zamku z wycieczką i pan Kitowicz był w ogniu. Skoczył mu na pomoc Oskierko, ale zdziesiątkowano mu oddział. Wołodyjowski trafił na swoją chorągiew prowadzoną przez Rocha, dołączył do nich Kmicic i w porę ratowali Oskierkę. Wreszcie Sapieha zebrał oddziały i ruszył do regularnej bitwy na całym Mokotowie. Z podjazdu wrócił oddział Tatarów Kmicica z Akbahem. Widzieli oddział jazdy przedzierającej się z wozami od Babic do miasta. Zrozumieli więc, iż ów wypad to chęć odciągnięcia uwagi od dostawy zaopatrzenia twierdzy. Sapieha rozkazał odciąć im drogę, ale było za późno. Dwieście wozów wjechało za mury i oddział jazdy. Zdołali jedynie wyciąć tylną straż i o mało nie wszystkich, gdyby pan Michał nie krzyknął, żeby brać żywcem.

Wśród jeńców znaleźli Hasslinga, Szkota na służbie Janusza Radziwiłla. Znał go Kmicic z Kiejdanów. Zapytał przez zęby, skąd idą i dowiedział się, że z Taurogów. Była tam też Oleńka, lecz Bogusław nic nie zdziałał z nią.

ROZDZIAŁ XII

Atak szwedzki był nauczką dla Sapiehy, który kolejnego dnia przygotował wojsko do tego typu wycieczek wroga. Przesłuchiwano Hasslinga i Kmicic niecierpliwił się bardzo, ponieważ musiał zasięgnąć wiadomości o Taurogach. W końcu doczekał się, ale rycerz szkocki był chory i miał gorączkę, a pana Andrzeja wysłano z podjazdem. Po powrocie dowiedział się tylko, że Bogusław między Bugiem a Narwią osiadł z wojskiem i nie rusza, bo boi się Czarnieckiego. Z kolei ten wielki polski rycerz nie atakuje Bogusława, gdyż nie ma piechoty i armat. Wołodyjowski powiada, iż nazajutrz ma być w obozie Jan Kazimierz z przybocznymi chorągwiami. Wiedzie za sobą 5 razy tyle wojska, ile ma Sapieha.

Przyjaciele obserwowali wjazd króla do stolicy. Sapieha pieszo wyszedł na spotkanie króla. Po obu stronach majdanu stały chorągwie polskie i litewskie. Żołnierze wiwatowali na cześć króla i swoich dowódców. Zagłoba bardzo się rozczulił na ten widoki płakał. Kolejnego dnia wszelkie place zabieliły się namiotami, a przed nimi stały tysiące koni. Wysłano poselstwo do Wittenberga, aby poddał miasto i złożył broń, ale ten ani o tym myślał. Do stolicy bowiem zwożono wszelkie rabowane przez Szwedów dobra i mieli czego bronić. Najgorzej przedstawiał się sytuacja ludu miasta, który z dnia na dzień cierpiał głód. Mieszczanie przedzierali się do wojska i błagali o ratunek króla. Oblężenie zapowiadało się jednak na długie i krwawe.
Pan Grodzicki bombardował mury od strony Wisły, a 15 czerwca około 6 tys. czeladzi z ekwipunkiem ruszyło do szturmu. Wśród nich był także Kmicic znudzony czekaniem na wyzdrowienie Hasslinga. Udało mu się śmiałym atakiem zdobyć szańce blisko bramy zwane kretowiskiem. Utrzymywał je, aż sam król to widział i zachwycał się odwagą młodzieńca. Następnie wysłał tam pana Topór Grylewskiego, aby zmienił Andrzeja. Ten jednak nie chciał ustąpić, kazał przysłać sobie tylko jedzenie. Król nakazał dywersję i atak na pałace na Krakowskim. Potem z oddali błogosławił wojska Kmicica.

ROZDZIAŁ XIII

Nastąpił krwawy szturm od strony Nowego Światu ku Krakowskiemu Przedmieściu. Do oblegających dołączył Jan Zamoyski i Stefan Czarniecki. Pierwszy przywiódł ze sobą piechotę i ciężkie działa, drugi przybył z częścią wojska na szturm. Zaraz też owe działa skierowano do szańców zdobytych przez Kmicica i zaczęło się ostrzeliwanie bramy. Pana Andrzeja wezwano przed króla do Ujazdowa i bardzo chwalono.

Z ust Wołodyjowskiego dowiedział się Kmicic o wielkim okrucieństwie Pontusa na Litwie, gdzie trwała wojna. Generałowie radzili, aby kilka chorągwi pojechało tam w celu wzmocnienia walk. Król komendę nad nimi powierzył Kmicicowi, bo on najlepiej do tej funkcji się nadaje. Andrzej ucieszył się, bo chciał tam jechać, ale dopiero po jutrzejszym szturmie na Warszawę. Wszyscy spodziewali się, iż to będzie ostatni szturm.

Kmicic mógł zabić Bogusława po ciężkim pojedynku, ale oszczędził go, aby zdobyć informacje o Oleńce. (film TVP, 1973)

Kmicic mógł zabić Bogusława po ciężkim pojedynku, ale oszczędził go, aby zdobyć informacje o Oleńce. (film TVP, 1973)

Polepszył się stan zdrowia Hasslinga, którego nazywają też Ketlingiem, a z rozmowy z nim dowiedzieli się, iż nazywa się Hassling-Ketling of Elgin. Opowiedział Ketling całą historię starań księcia o rękę Oleńki. Mimo że wzywał go Janusz, a wojska stały w gotowości, Bogusław nie chciał iść, bo zakochany pragnął zdobywać panienkę. Dla niej sprowadzał teatr i dla niej urządzał pokazy wojenne. Niczego jednak nie wskórał, chociaż w końcu oświadczył się. Odrzuciła go. Bogusław porwał więc miecznika rosieńskiego do Tylży. Oleńka wybłagała oficera, aby jej dał nabity pistolet. Tym oficerem by Ketling. Kmicic bardzo mu dziękował. Tego dnia, kiedy chciał nastawać na cnotę Oleńki, został powalony Bogusław ciężką chorobą i leżał miesiąc. Febra do dzisiaj go nie opuszcza. Potem przywieziono porwaną pannę Borzobohatą. Pan Michał zainteresował się opowiadaniem. Rozpoczęły się niesnaski wśród oficerów i pojedynki.

W pannie Oleńce zakochali się niektórzy, w Anusi wszyscy. Na pewno zakochał się w niej Sakowicz, prawa ręka Bogusława i człowiek bardzo zamożny. Anusia wciągnęła do spisku oficerów i planowała z Oleńką ucieczkę z Taurogów. Miały iść do puszczy białowieskiej i tam szukać schronienia.

Ketling później zasłabł i niczego więcej nie powiedział, a przyjaciele musieli przygotować się szturmu. Przybył do nich posłaniec z rozkazem, iż król życzy sobie, aby Zagłoba razem z królem pozostał podczas szturmu.

ROZDZIAŁ XIV

Odbyła się wielka msza polowa pomiędzy Powązkami a Marymontem. Było to 1 lipca. Król ślubował, iż w razie zwycięstwa wybuduje matce Boskiej świątynię. Śluby też składali inni, a każdy miał swoje cele. Po mszy rozpoczął się frontalny atak, a każdy z dowódców miał wyznaczony odcinek. Zagłobie król powierzył dowództwo nad pospolitym ruszeniem, które zaatakowało od strony Krakowskiego, szturmował pałac Kazanowskich. Podłożył puszkę z prochem i wysadził bramę, a potem walka rozgorzała o każdą komnatę.

W jednej Zagłoba znalazł klatkę z istotami, których nie znał.Wpadł do klatki zaczął pałaszować. Były to małpy, które narobiły wiele krzyku i skakały po nim, aż pan Onufry zaczął wzywać pomocy. Przybiegli inni żołnierze, ale zamiast go ratować stali i śmiali się do rozpuku. Dopiero Roch uwolnił wuja z małpiego uścisku. Zagłoba koniecznie musiał się wsławić teraz, gdyż bał się, że cała armia weźmie go na języki.

Pomocy wzywali żołnierze Opalińskiego walczący z klasztorze Bernardynów. Zagłoba ruszył im w sukurs i uratował wojsko przed Szwedami. Wnet zaczęto wiwatować na cześć Zagłoby. Ten nie poprzestał na zachwytach, ale dalej zdobywał bramę i mury, kiedy okazało się, że Szwedzi wywieszają białe flagi. Czarniecki przebił się przez mur i siał spustoszenie w mieście, podobnie i inne oddziały, a mieszkańcy Warszawy także ruszyli bić się. Wittenberg zrozumiał, iż dalszy opór skończy się rzezią jego armii, dlatego trębacze zaczęli trąbić a białe flagi pojawiły się wszędzie. Podpisano kapitulację i amnestię dla Polaków będących przy Szwedach z wyjątkiem oddziałów Bogusława. Król wraz z całym obozem oglądał wymarsz wojsk. Jechał tam Wittenberg, Wrangel młodszy, Horn, Ersin, Loewenhaupt, Forgell.

Zagłoba dowiedziawszy się o warunkach umowy, podburzał szlachtę do buntu. Wittenberg, który tyle złego wyrządził Polakom teraz uchodził z honorami, a szlachta nie miała z tego nic. Mało tego, przecież marszałek ten mógł wrócić na czele nowej armii i znów atakować polskie wojska. Bunt więc stał się ogromny i pospolite ruszenia natarło na marszałka. Ten do nóg króla upadł i prosił o łaskę. Radzono, cóż począć i Sobiepan miał zabrać marszałka do swojej twierdzy. Po całym zajściu szukano Zagłoby, ale schował się gdzieś dobrze. Dopiero w tydzień później król złagodniał i kazał ogłosić, iż Zagłoba ma się ujawnić, gdyż dwór za nim tęskni.

Z kolei Kmicica król wysłał na Litwę, aby ożywić tam wojnę ze Szwedami. Pierwszy więc pan Andrzej wiózł nowiny, że Warszawa wzięta i do Jana Kazimierza należy. Wszystkim ta wiadomość bardzo się podobała.

ROZDZIAŁ XV

Książę Bogusław miał wielką ochotę zbałamucić Oleńkę. Wspomagał go w postępowaniach Sakowicz. Powstrzymywała odmowa Billewiczówny i bliskość księżnej Radziwiłłowej z córką, która dorastała i była przyrzeczona Bogusławowi. Kiedy jednak księżna wyjechała do Kurlandii, mógł działać śmielej.

Miał się za wielkiego pana, rycerza i wodza, a także zdobywcę niewieścich serc. Niestety, nie potrafił zdobyć Oleńki i to go paliło. Otaczał ją opieką i sprawiał wrażenie na niej, że jest dobry. Podejmował ją jak udzielną księżniczkę z zachowaniem pozorów jakoby wszystkie damy tak traktował. Opływał w dostatki i rządził się nawet w Prusach jak król. Wskrzesił nawet stary i zapomniany zwyczaj turniejów rycerskich, w których raz sam wziął udział. Kiedy obalił wszystkich, wieniec zwycięstwa złożył na ręce Oleńki. Dla niej także zabił niedźwiedzia osaczonego przez psy.
Oleńka okazywała mu wdzięczność i była miła. Wykorzystywała swój wpływ na księcia. Pewnego razu wstawiła się do niego, aby ułaskawił skazanego na śmierć Szkota, przyjaciela Ketlinga. Kochała nadal Kmicica i nie mogła pokochać innego, chociaż wciąż była zła na zdradę ojczyzny Andrzeja. Może gdyby Bogusław nie był z tak znacznego rodu, zakochałaby się w nim. Była jednak zbyt nisko urodzona na przyszłą księżnę, ale za wysoko urodzona na bycie kochanką.

Kiedy padł Tykocin książę wyjechał do Królewca na rozmowy z ministrem szwedzkim. Do Taurogów zjeżdżały wojska szwedzkie i wydało się, iż książę im sprzyja. Wówczas też zniszczono wieś Billewicze i miecznik rosieński sam chciał zbadać stan majątku. Bogusław cieszył się, najwyraźniej to on uratował Billewiczom życie.

Oleńka sama nie wiedziała, co ma myśleć. Rozmawiał jednego dnia z Ketlingiem. Pytała o powód śmierci Janusza i usłyszała, iż ona nim jest. Książę Bogusław zakochany w niej nie wyruszył z odsieczą bratu i dlatego Tykocin i Janusz przegrali.

Później opowiedział jej, jak to Sakowicz podpowiada Bogusławowi sposoby, aby panienkę zniewolić i posiąść. Oleńka pytał też o Kmicica. Ketling był w oddziale, który poszedł w Pilwiszkach na poszukiwanie księcia. Bogusław długo rozmawiał z Kmicicem, a potem gdzieś pojechali i książę długo nie wracał.

Po tej rozmowie Oleńka wpadła na pomysł, aby uciec stamtąd. Rozważała różne opcje i w końcu zdecydowała się na ucieczkę do puszczy białowieskiej.

ROZDZIAŁ XVI

Wuj Oleńki wrócił do Taurogów. Widział spalone Rosienie, do Billewicz nie jechał, ponieważ spłonęły doszczętnie. To kapitan szwedzki Rossa walczył z oddziałem księdza Straszewicza. Wałęsały się tam też kupy grasantów. Po powrocie Oleńka zrelacjonowała mu rozmowę z Ketlingiem. Był oburzony, chciał ruszać, zebrać szlachtę i nacierać na Szweda i na księcia. Rozpoczął przygotowania do ucieczki. Mieli wysłać służbę niby to do Rosień, a w rzeczywistości służba miała czekać w lesie na nich. Z kolei Oleńka z wujem mieli wyjechać saniami niby do znajomych, a w lesie przesiąść się na konie i uciekać. Pomysł z Białowieżą był trafny.

Paterson opowiedział księciu o zakopanym majątku Billewiczów, ponad 100 tysięcy. Książę rozmawiał później z miecznikiem i Oleńką. Chciał pożyczyć pieniądze od miecznika, a ten nalegał na wyjazd z Oleńką, czym wzbudził podejrzenia Bogusława. Gotowy był dać dwa regimenty jako eskortę. W pewnym momencie tak nalegał, że miecznik nie wytrzymał i wybuchł nerwowo. Okrzyczał księcia i gdyby Oleńka nie stanęła pomiędzy nimi, to mogłoby dojść do nieszczęścia. Później opowiedział wszystko Sakowiczowi i obaj domyślili się, iż miecznik z panienką chcieli po prostu uciec.

Wówczas Sakowicz doradził, aby książę oświadczył się o rękę Oleńki, a ślub miałby im dać człowiek, który nie był księdzem, zatem można będzie ów ślub później anulować. Ten pomysł z początku nie spodobał się księciu, ale później na niego przystał. Pragnął on bardzo Oleńki za wszelka cenę.

ROZDZIAŁ XVII

Książę w rozmowie z miecznikiem oświadczył się o rękę panny Oleńki. Wuj panienki nie chciał wierzyć w szczęście, jakie spotyka ród Billewiczów. Oczyma wyobraźni widział, jak cała Żmudź zazdrości jego rodowi, szczególnie Sicińscy. Mówią o dziewczynie, że bardzo zawzięta na wrogów Rzeczpospolitej. Bogusław wyjaśnia panu Tomaszowi sposób swojego postępowania. Zamiast ze Szwedami jeszcze walczyć woli podpisać z nimi pakt i potem jeszcze ich wykorzystać do walki z wrogami kraju. Teraz on chce ożenić się z Oleńką potajemnie, aby nieprzyjaciel nie myślał, iż go lekceważy. O całej prawdzie powie światu, kiedy przyjdzie na to czas, po podpisaniu umowy. Radzi po cichu podpisać intercyzę, w tajemnicy ożenić się, a ze ślubem zaczekać. Nazywa pana Tomasza wujkiem i przyszłym dziadkiem Radziwiłłów. Grał jawnie na jego ambicjach i dumie rodowej.

Sakowicz przygotował intercyzę, zapisał Oleńce Birże. Bogusław odbierze wszystko, kiedy ślub okaże się nieważny. Są obaj w dobrych humorach, ale książę martwi się reakcji panienki. Miecznik oczywiście zgodził się na wszystko. Trzeba teraz przywołać Plaskę, który da im fikcyjny ślub. Wszedł do komnaty miecznik i książę od razu zapytał, czy może iść do Oleńki? Pan Tomasz nie ma dobrych wiadomości. Oleńka twierdzi, iż zgodnie z testamentem może iść do klasztoru lub za Kmicica. Bogusław był bardzo zły, wykluczał wcześniej taki obrót sprawy. Uderzył w pierś miecznika, a ten upadł na ziemię, natomiast Sakowicz zagroził kindżałem Kulwiecównie.

Kiedy do komnaty weszła Aleksandra, zobaczyła swego rannego wuja i Kulwiecównę skrępowaną w opałach. Nakazała Sakowiczowi natychmiast rozwiązać kobietę, a ten wykonał to, jakby mówiła do niego księżna. Następnie nakazała iść na górę do księcia, bo leży tam. Nazywała go sługą i w ogóle się nie bała.

ROZDZIAŁ XVIII

Radziwiłł dostał ataku i Sakowicz, starosta oszmiański, nie odstępował go na krok. Bogusław uważał pomysł ślubu za głupi. Opowiadał, jak poprzedniego dnia wpadł do pokoju dziewczyny i potem zasłabł, kiedy wyciągał ją z kominka. Oleńka skoczyła w ogień, aby się ratować. Sakowicz opowiadał z kolei, iż nóż, którym dotykał Kulwiecówny, wygląda dziś jakby coś go stopiło. To czarownica i należałoby ją podtopić w przeręblu. Nie można jednak puścić Billewiczów, ponieważ mają dużo schowanych pieniędzy. Bogusław rozkaże przekopać sad w Billewiczach i znajdzie skarb. Żałował pieniędzy wydanych na wszystkie imprezy, aby panience zaimponować, nadaremnie.

Kolejnego dnia wyruszą na Podlasie. Artyleria i piechota już wyszły. Zostawi po 100 osób załogi, także Patersen został, ponieważ Ketling zranił się własną szpadą. Straż przednia dostała rozkaz bicia chłopstwa i rebeliantów. W okolicy jest pełno grup szlacheckich a szczególnie na Laudzie, gdzie pozostało wielu wyrostków i starszyzny.

Naradzali się z Patersonem. Kolejnego dnia wyruszyli w pochodzie. Po jakimś czasie przysłali posłańcem list. Bogusław informował, że przyjmuje pieniądze miecznika i nie chcąc go męczyć podróżą, sam pieniądze wykopał. Pan Tomasz głośno rozpaczał.

ROZDZIAŁ XIX

Ketling zranił się specjalnie dla Oleńki, by z nią zostać. Kiedy wojska wyszły, rozmawiała z nim o ucieczce. Tłumaczył, iż nie powinien z nią w ogóle o tym rozmawiać, gdyż jest żołnierzem na służbie i musi słuchać rozkazów. Bez tego straci honor. Ponadto książę dał mu rozkaz na piśmie pilnowania miecznika i Oleńki, grożąc sądem wojennym, a także utratą honoru. Po wyjściu z pokoju zasłabł i przez dwa tygodnie chorował. Oleńka twierdziła, iż muszą jakoś bez jego pomocy się obejść. Miecznik nie potrafił jednak niczego wymyślić. Pozostało im czekać na wieści z pola bitwy, może Sapieha pobije Radziwiłła.

Po kilku tygodniach przyszły wieści o pobiciu Krzysztofa Sapiehy koło Brańska i marszu na Tykocin. Oleńka czuła wówczas i bała się, iż książę pójdzie potem na Podlasie i pobije wojska Sapiehy. Jedyne dobre wiadomości to wiadomość o odparciu ataku przez Częstochowę. To dodawało im otuchy. Całymi dniami modlili się teraz leżąc przed krzyżem o szczęście dla ojczyzny. Tylko Najjaśniejsza Panienka mogła teraz pokonać wrogów.

oprac.t.1 r. 1-7t.1 r. 8-14t.1 r. 15-26t.2 r. 1-10t.2 r. 11-21t.2 r. 22-32t.2 r. 33-40t.3 r. 1-10t.3 r. 11-19t.3 r. 20-30Interpr./charakter.Kmicic i Oleńka
Podziel się ze znajomymi
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on VK
VK
oprac.t.1 r. 1-7t.1 r. 8-14t.1 r. 15-26t.2 r. 1-10t.2 r. 11-21t.2 r. 22-32t.2 r. 33-40t.3 r. 1-10t.3 r. 11-19t.3 r. 20-30Interpr./charakter.Kmicic i Oleńka

Tom III

ROZDZIAŁ I

Karol Gustaw pragnął zdobyć i utrzymać bogate miasta Prus Królewskich. Nie był w stanie zabezpieczyć całej Rzeczpospolitej. Kiedy pod Malborkiem nic mu nie wychodziło z oblężenia, ruszył na Jana Kazimierza i chciał go dopaść gdziekolwiek. Po drodze niszczył grupy szlacheckie, wieszał ludzi, palił ziemię ogniem i mieczem. Wittenberg odradzał mu pochód, ale Karol był uparty. Wkrótce poznał smak klęski, gdyż cały naród powstał przeciwko niemu i lud bił Szwedów gdzie popadnie. Załogi miast były w rękach Szwedów, pozostała część kraju już się od nich wyzwoliła.

Karol ścigał Stefana Czarnieckiego, ale nie była to łatwa sprawa. Ten prowadził wojnę podjazdową i zjawiał się, to znów znikał, a zawsze pozostawiał za sobą śmierć. Dopadł go w końcu pod Gołębiem, niedaleko ujścia Wieprza do Wisły. Wołodyjowski i parę innych zaciężnych chorągwi dobrze walczyło i nacięło wroga, ale gdy nadeszły główne siły Karolem, obraz bitwy się zmienił. Nie dołączyły do Czarnieckiego pułki stacjonujące na odpoczynku, więc ogłosił odwrót. Karol bardzo się cieszył ze zwycięstwa, chociaż wiele łupów nie zdobył, parę pustych wozów i worki z obrokiem dla koni. Po kilkunastu godzinach odpoczynku do kwatery Karola przybył Aszemberg, zameldował o stratach dwóch pułków. Wyciął je Czarniecki, o którym mówiono, że pobity. Karol nie chciał wierzyć, a jednak pod Krasiczynem Czarniecki znów był górą. Aszemberg powiedział, iż widział około 4 tys. wojska. Długo zastanawiał się nad kolejami tej wyprawy. Kazał mówić, że to chłopskie grupy rozbiły owe pułki i nakazał dalszy pochód.

ROZDZIAŁ II

W Lublinie król szwedzki dowiedział się o klęsce Bogusława i pochodzie Sapiehy. Ruszył jednak na Zamość. Gdyby udało mu się tę twierdzę zdobyć, mógłby przechylić szalę zwycięstwa w całej wojnie na swoją stronę. Królowi szwedzkiemu doradzał Jan Sapieha, aby komplementami zjednał sobie Zamoyskiego, bo to człowiek, któremu pieniądze i zaszczyty są za nic.

Do Zamościa zjechały dwie chorągwie laudańska i Szemberkowa, najwięcej ucierpiały pod Gołębiem. Przyjaciele witali księżnę Gryzeldę. Pod komendą jej męża, Jeremiego Wiśniowieckiego, kiedyś walczyli. Rozmawiali z Zamoyskim i ucztowali, a podjazdy przynosiły wiadomości, że Szwedzi codziennie przybliżają się do miasta. Szykowano się więc do obrony. Któregoś dnia z wałów zobaczono łuny palącego się niedaleko Szczebrzeszyna.

ROZDZIAŁ III

Wołodyjowski wrócił z podjazdem i jeńcami. Potwierdził, iż Karol jest w Szczebrzeszynie. Zamoyski obchodził mury ubrany w zbroję i ufny w siły swoich murów. Wreszcie pojawili się Szwedzi. Zdaniem Wołodyjowskiego było 10 tys. jazdy i 8 tys. piechoty. Karol Gustaw przysłał posła, ale że był nim Polak, Zamoyski pogonił zdrajcę i nie rozmawiał z nim. Kazał sobie przysłać Szweda. Pojawił się Forgell. Twierdził, że król przybył w odwiedziny. Chce także zostawić w Zamościu swoją załogę, a sam udać się w poszukiwaniu Jana Kazimierza. Przez niego to bowiem całe zamieszanie w kraju.

Starosta odpowiedział, że Zamość jest jego tak jak Karola Sztokholm i Janowi przysięgał, a nie Szwedom. Kiedy Forgell zapowiedział, że Karol oddaje całą Lubelszczyznę Sobiepanowi, wówczas ten darował królowi szwedzkiemu Niderlandy.

Poseł odjechał z niczym. Rozpoczęła się kanonada armatnia, ale Zamoyski nie był dłużny. Wołodyjowski chciał ruszyć za mury z wycieczką, ale starosta nie pozwalał.

Przez kilka dni trwał ostrzał, a potem znów wysłano Forgella. Zamoyski powiedział, iż przez cały ataku Szwedzi zabili na rynku świnię. Niech starają się tak dalej, może zabiją kolejną. Po naradzie wojennej Karol postanowił iść dalej, zaniechać oblężenia. Wyszły za Szwedami chorągwie z Wołodyjowskim.

ROZDZIAŁ IV

Wojska szwedzkie szły na południe ścigając Jana Kazimierza. Przedstawiały żałosny widok tej wiosny. Pojawił się w ślad za nimi pan Czarniecki i nie dawał im odetchnąć. Polskie chorągwie w obozie szwedzkim wymawiały posłuszeństwo i przechodziły na polską stronę. Pan Zbrożek i Kaliński pobili nieco jazdy i piechoty szwedzkiej i uciekli. Pozostał jeszcze Jan Sapieha przy Szwedach. Wittenberg prosił, aby król wycofał się z wojskiem do Warszawy. Zatrzymał się w Jarosławiu i wysłał podjazd 1000 osób z Kannebergiem na wschód przez San. Za lasem w Wielkich Oczach nie spotkali nikogo i to wydało się dziwne. Jechali dalej i napotkali niewielkiego jeźdźca, za nim podążyli. Potem pojawili się inni. Żołnierze prosili o wycofanie wojska, ale Kanneberg nie chciał.

Wydał rozkaz do ataku na chorągiew pana Wołodyjowskiego, który uciekał po wielkiej polanie. Na jej końcu zawrócił i uderzył z całą mocą na szwedzki podjazd. Z lasu wyszły następne chorągwie z Czarnieckim na czele. To był pogrom. Docinano Szwedów na oczach Jarosławia i całego szwedzkiego obozu. Ponieważ rozebrano most, którym Kanneberg przeszedł San, wsparcie szwedzkie nie nadeszło. Kanneberg sam zginął z ręki Wołodyjowskiego.

Potem nastąpiło przegrupowanie chorągwi na oczach Szwedów, którym dowodził Czarniecki. Wrogowi zza rzeki wszystko obserwowali. Widzieli też, jak Czarniecki gratulował rycerzowi, który zabił w pojedynku Kanneberga, a był nim Wołodyjowski.

ROZDZIAŁ V

Wojska szwedzkie były zdemoralizowane i głodne. Buszowały po okolicach i natykały się na grupy szlacheckie, które ich znosiły. Król nie zsiadł całą noc z konia i rano zwołał naradę wojenną. Nakazał odwrót do Sandomierza a potem do Warszawy. Czarniecki szedł za nim krok w krok. Król nadesłał mu dwie chorągwie i pismo, z którego wynikało, że hetmani niebawem ruszą i marszałek Lubomirski jest w drodze z 5 tys. armią. Zagłoba obawiał się zawiści i zazdrości o sławę Lubomirskiego. Nie wiadomo było, czy ów magnat będzie chciał połączyć się z Czarnieckim, czy walczyć na konto swojej chwały. Czarniecki postanowił więc wysłać poselstwo do niego, Jana Skrzetuskiego i Zagłobę z listem. Zagłoba chwalił się znajomością z Lubomirskim na wyrost. Kiedy ruszyli z poselstwem ku Radymnu, prosił, by Jan nic nie wspominał o liście marszałkowi, dopóki on nie da sygnału.

Czarniecki był jednym z najwybitniejszych polskich dowódców. (film TVP, 1973)

Czarniecki był jednym z najwybitniejszych polskich dowódców. (film TVP, 1973)

Podczas rozmów z Lubomirskim i jego świtą Zagłoba wkładał w usta Czarnieckiego same pochwały pod adresem Lubomirskiego. Mówił także, iż ostatnie zwycięstwa odniósł nie Czarniecki, a Lubomirski, wprawiając wszystkich w osłupienie. Wyjaśnił, że Szwedzi tak się przestraszyli nadciągającej armii marszałka, iż wystarczało krzyczeć „Lubomirski!” podczas ataku, by ich do reszty zastraszyć. Pan Czarnecki wychwalał cnoty i skromność marszałka przy wszystkich oficerach i oddawał się pod jego komendę, a nawet nazywał Lubomirskiego najlepszym kandydatem na króla w przyszłości. Trochę przeszarżował, ale wynik był imponujący, bowiem marszałek upojony komplementami sam zrzekł się dowództwa i oddawał pod komendę Czarnieckiego. Taki był cel polityczny wypowiedzi Zagłoby. Rzucił się też do całowania rąk marszałka. Jan Skrzetuski był wniebowzięty. Zagłoba powiedział mu później prawdę, że magnatowi wystarczy pomachać przed nosem koroną.

ROZDZIAŁ VI

Czarniecki nie mógł się doczekać posłów. W końcu kiedy się pojawili, niecierpliwie pytał o marszałka i list, który zawieźli od niego. Zagłoba odpowiedział, że Lubomirski przechodzi dobrowolnie pod komendę kasztelana Czarnieckiego. Zrelacjonował później swoje wystąpienie. Obecni nie chcieli wierzyć w jego słowa i czekali reakcji kasztelana. Ten nie mógł się nadziwić i dziękować panu Zagłobie. Razem w towarzystwie innych oficerów ruszyli do marszałka z wizytą.

Prowadzili wojnę podjazdową. Pewnego dnia pod Rudnikami chłopak wiejski przyjechał na źrebaku i mówił o wizycie Szwedów na plebani, a jest z nimi sam król. Szandrowski ruszył z chorągwią i Rochem Kowalskim. Prowadził ich chłopiec i wskazywał drogę. Kowalski po dramatycznej pogoni za Karolem Gustawem musiał ulec, król strzelił jego koniowi w nogę i koń się przewrócił.

Koledzy jadący za nim przynieśli mu sakiewkę wyrzuconą podczas pogoni przez ściganego. Szandrowski zniósł całą szwedzką chorągiew będącą strażą królewską. Kiedy pojawił się Czarniecki, dotarł do Michałka, chłopca, który własnymi rękami zdobył chorągiew nieprzyjaciela. Kasztelan obiecał wynieść go na sejmie do stanu szlacheckiego.
Wszyscy opowiadali później Zagłobie i przyjaciołom losy tej potyczki i zachowanie Rocha.

ROZDZIAŁ VII

Z Sandomierza przysłano trochę jedzenia wojskom szwedzkim. Cieszyli się tym, ale Czarniecki nowe szykował im niespodzianki. Przekroczył Wisłę i ruszył na Sandomierz. Zebrał po drodze kilka tysięcy chłopów i wpadł do miasta, wyrzynając szwedzką załogę. Zamek był jednak podminowany i wyleciał w powietrze, wielu ze szlachty tam plądrowało i szukało Szwedów. Karol Gustaw stał po drugiej stronie rzeki i patrzył, jak to wierni Polacy idą do nieba. To jedyna jego pociecha po klęsce.

Nadciągnął z Litwy hetman Sapieha i wzięli wojska szwedzkie w klin pomiędzy Wisłą i Sanem. Czarniecki rozmawiał z Sapiehą o dalszych poczynaniach wojennych. Spotkali się także przyjaciele i Kmicic opowiadał o ostatniej bitwie. Książę Radziwiłł uderzył go tak mocno, iż do tej pory nie może złapać tchu i krwią pluje. Bogusław oblega Malbork. Zaprosił wszystkich do swego tatarskiego namiotu i razem ucztowali. Zagłoba wyrzucał mu, iż nie dotrzymał słowa i nie poszedł szukać ukochanej. Na to Kmicic przypomniał, że i pan Skrzetuski porzucił poszukiwania na rzecz ojczyzny. Opowiedział też o pięknej Anusi, którą uratował przed Sobiepanem w Zamościu, a potem ją Bogusław porwał. Wołodyjowski zaprzysiągł zemstę księciu i stał się największym przyjacielem Kmicica. Znał bowiem wcześniej Anusię i kochał się w niej.

Potem dużo rozmawiali i pili. Roch Kowalski wpadł na pomysł, aby łodziami przedostać się na tereny szwedzkiej armii i porwać wartowników. Była mgła i to mógł być dobry pomysł. Pozostali nie potwierdzili tego zapału i poszli spać. Obudziły ich strzały zza rzeki. Nie było Rocha w pokojach. Najwyraźniej poszedł do szwedzkiego obozu i nie wracał.

ROZDZIAŁ VIII

Zagłoba rozpaczał za Rochem, a Czarniecki obiecał wymianę na szwedzkich więźniów. Zagłoba, Wołodyjowski i Kmicic popłynęli łodzią z poselstwem. Kmicic spotkał tam Sadowskiego, Czecha w służbie Karola. Pamiętał go spod Częstochowy i Czech również go nie zapomniał, chylił czoła przed nim. Powiedział o śmierci Kuklinowskiego. Zagłoba pytał o Rocha. Ten królowi bardzo się spodobał ze swojej siły. Król kazał wybrać 12 najsilniejszych z gwardii i stawać z Rochem w zapasy. Polak położył wszystkich. Zagłoba miał do ofiarowania za niego znacznych oficerów.

Dojechali do Gorzyc, do królewskiej kwatery. Karol Gustaw rozpoznał Wołodyjowskiego, który Kanneberga pokonał, ów uchodził w szwedzkiej armii za niepokonanego. Sadowski tłumaczył mu też, kim jest Kmicic. Długo ze sobą rozmawiali. Król nadąsał się, ponieważ on jest prawowitym władcą tego kraju, a oni są buntownikami. Zwalnia Rocha mimo że ten ślubował zabić go, ale czyni to wyłącznie z wyrozumiałości. Zapraszał też do odwiedzin pana Czarnieckiego. Rycerze wracali do siebie w dobrych nastrojach.

ROZDZIAŁ IX

Ogólny stan Szwedów w Rzeczpospolitej pogarszał się z każdym dniem. Zamknięci w ujściu rzeki Karol Gustaw ze swoją armią zaczęli już jeść konie rajtarów. Dobrym dniem był jednak 20 marca, kiedy poddał się Malbork i Szteinbok mógł iść z odsieczą Karolowi. Także nowe zaciągi świeżego żołnierza miał przysłać margraf badeński. Sapieha i Czarniewski uradzili, że Czarniecki pójdzie na spotkanie margrafa a Sapieha zostanie pilnować potrzasku pod Sandomierzem. Dowódca wziął najlepsze chorągwie i ruszył bez wozów i armat, aby nie zwlekać. Po drodze rozpędzał mniejsze oddziały szwedzkie i dążył za radą szpiegów do Warki. Miał tam przebywał margrabia badeński z odsieczą dla Szwedów.

Wołodyjowski poszedł z Zagłobą w podjazd, aby zbadać rozłożenie wojska. Natrafili na grupę 30, z czego 5 zabili, Szwedów i pogonili ich do obozu Czarnieckiego. Tam jeńcy zeznali, że margrabia wiedzie więcej żołnierzy niż ma w podjeździe Czarniecki, są to stare wiarusy, ale nie spodziewają się żadnego wroga tu spotkać. Kolejnego dnia więc stanęli naprzeciwko siebie, a dzieliła ich Pilica. Kazał chorągwi Witowskiego iść na most i bronić go muszkietami. Cały impet wojsk margrabiego zwrócił się przeciwko centrum pola. Po godzinie walki Czarniecki przeprowadził swoich żołnierzy brodem rzeki i runął na nieprzyjaciela z boku. To była rzeź prawdziwa. W kilka godzin armia margrabiego ponad 3 tys. żołnierzy przestała istnieć. Zbiegów wyłapywano nawet kolejnego dnia, inni w lasach wpadali na oddziały chłopskie i nie mieli dokąd uciec. Żołnierze wiwatowali na cześć Czarniewskiego.

Z pogoni za zbiegami wrócili później Wołodyjowski i Zagłoba z laudańskimi. Bardzo dużo Szwedów zginęło na drodze do Warszawy. Wzięli też kilku generałów do niewoli. Potem przybyli do Warki na odpoczynek. Czarniecki był szczęśliwy i marzył o buławie hetmańskiej. To było do tej pory największe zwycięstwo nad Szwedami. Wiele armat i broni dostało się w ich ręce. To zwycięstwo mogło mieć wielkie znaczenie polityczne dla całego kraju.

ROZDZIAŁ X

Odpoczywali kilka dni, aby i konie doszły do siebie po szybkim pochodzie. Przybył do nich Charłamp, posłaniec od hetmana Sapiehy. Opowiedział, że król Karol wyrwał się z oblężenia pod Sandomierzem. Częściowo odpłynął, częściowo odjechał. Szwedzi całe noce budowali most i zwracali na niego uwagę wojskom Sapiehy. Tymczasem budowali mniejszy most, po którym niespodziewanie przeszli i uderzyli na chorągwie litewskie. Udało im się przebić z powodu wielkiego zaskoczenia. Król szwedzki podążył do Prus i razem z elektorem ma wrócić. Charłamp przywiózł też rozkaz dla Wołodyjowskiego, aby wracał do Sapiehy. Czarniecki żałował tego rozstania najbardziej.

oprac.t.1 r. 1-7t.1 r. 8-14t.1 r. 15-26t.2 r. 1-10t.2 r. 11-21t.2 r. 22-32t.2 r. 33-40t.3 r. 1-10t.3 r. 11-19t.3 r. 20-30Interpr./charakter.Kmicic i Oleńka
Podziel się ze znajomymi
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on VK
VK
oprac.t.1 r. 1-7t.1 r. 8-14t.1 r. 15-26t.2 r. 1-10t.2 r. 11-21t.2 r. 22-32t.2 r. 33-40t.3 r. 1-10t.3 r. 11-19t.3 r. 20-30Interpr./charakter.Kmicic i Oleńka

ROZDZIAŁ XXXIII

Akbah-Ułan bił czołem królowi i przynosił list od chana. Ten może ruszyć z armią 100tysięczną na Szweda, ale żąda 40 tys. talarów i muszą czekać do pierwszych traw, aby wyżywić stada koni. Mały czambulik posyła królowi w dowód przyjaźni. Kmicic tylko czekał na to, aby prosić króla o dowództwo nad Tatarami. Opowiedział także o bezczelności Bogusława i porwaniu Oleńki, za którą nawet do Taurogów pójdzie. Będzie dobrze służył ojczyźnie i dotrze do Czarnieckiego, przeciwko któremu potęga szwedzka wraz z Bogusławem ma ruszyć. Kmicic podchodził 80 tysięczną armię Chowańskiego, więc i Szwedów się nie boi. Nie wysiedzi dłużej i musi iść, aby się zemścić. Kiedy szykował się do drogi, przybył do niego jego dawny wachmistrz Soroka, którego zostawił pod Częstochową. Bardzo się cieszył z tego spotkania.

Soroka przywiózł mu trzosy kosztowności, z których Kmicic wysypał część i dał swojemu wachmistrzowi. Następnie kazał go nakarmić i zapowiedział, że wyśle go do Taurogów, aby dowiedział się o Oleńce. Teraz kazał iść do Kiemliczów i odpoczywać.

Następnego dnia poszedł do poselstwa chana we Lwowie. Od Subaghazi otrzymał piernacz i zielony sznur. Udał się do oddziału i jego dowódcy. Akbah-Ułan przyjął go jako przewodnika, ale Kmicic potrząsnął nim i poddusił, aby wyjaśnić, że nie przewodnikiem, ale dowódcą ma być dla tych żołnierzy. Wyciągnął piernacz i Tatar przestraszony, zakrwawiony padł na kolana przed nim. Ruszyli później z cały oddziałem na północ i Kmicic miał wielką nadzieję, że odnajdzie Bogusława i dokona zemsty, ale też przysporzy wiele dobrego ojczyźnie.

Niedaleko odjechali, gdy zobaczył z daleka goniących go jeźdźców. To był Wołodyjowski. Król przysłał go z rozkazem, aby Kmicic jechał do Sapiehy, który ma mieć rozprawę z Bogusławem. Elektor zaopatrzył go w armię i książę ma natrzeć na Sapiehę, który zawrócił z drogi do króla, aby z tamtym się zmierzyć. Kmicic bardzo się z tego ucieszył i dziękował też za wszystko Wołodyjowskiemu. Żałował, że nie było czasu na naukę szabli pod okiem małego rycerza. Ufa jednak, że aniołowie pomogą mu stanąć do walki i pokonać Bogusława. Pożegnali się i Kmicic ruszył z czambułem.

ROZDZIAŁ XXXIV

Koło Tarnogrodu kilku z Tatarów pozostało w tyle, aby złupić szlachtę i zgwałcić dziewczęta. Kiedy Kmicic dowiedział się o tym, wrócił i winnym kazał się samym wieszać. Od tej pory uchodził za srogiego dowódcę i wszyscy się go bali. Całkowicie też panował nad oddziałem.

Kmicic przejął komendę nad oddziałęm Tatarów i razem z nimi wziął udział w wielu potyczkach i bitwach. (film TVP, 1973)

Kmicic przejął komendę nad oddziałem Tatarów i razem z nimi wziął udział w wielu potyczkach i bitwach. (film TVP, 1973)

Dotarli do Zamościa i podziwiali wielką fortecę oraz architekturę. Ordynat Zamoyski pozwolił im wkroczyć do miasta. Wiedzieli też, że niedawno Zamość powstrzymał całą potęgę Chmielnickiego, to robiło na nich wielkie wrażenie. Później poznał Jana Zamoyskiego, osobę wykształconą i wielką postać, którego zwano Sobiepanem. Na dworze poznał także jego siostrę księżnę Gryzeldę Wiśniowiecką, wdowę po Jeremim.

Podczas uczty zobaczył Annę Borzobohatą-Krasieńską, byłą narzeczoną Longinusa Podbipięty, który poległ pod Zbarażem. Teraz opiekuje się nią Zamoyski a połowa rycerzy jest nią zauroczona.

W rozmowie z Zamoyskim Kmicic opowiada o majątku Longinusa, który został przepisany na Anusię. Zamoyski chce, aby pan Andrzej odprowadził ją do księcia Sapiehy i ten zajął się jej sprawami majątkowymi. Potem rozmawiał o tym z księżną. Nie rozumiała, dlaczego jej brat chce pozbyć się Borzobohatej. Mówił, iż bałamuci mu oficerów i też syna Gryzeldy Michała. Użył specjalnie tego fortelu, aby przekonać siostrę do wysłania Anusi poza Zamość.

ROZDZIAŁ XXXV

Zamoyski, starosta kałuski, dopiął swego i z płaczem Anusia rozstawała się z księżną Gryzeldą. Natomiast pan Jan zachęcił Kmicica, aby Tatarów odesłał do Krasnegostawu, natomiast sam pozostał jeszcze w Zamościu i ruszył później. Podejrzewał, że Zamoyski chce podstępem wyprowadzić panienkę z miasta, aby potem ją gdzieś sobie ukryć i korzystać z jej wdzięków. Toteż przykazał Akbahu-Ułanowi, aby w pierwszym lesie przysiadł i zaczaił się, a kiedy usłyszy strzały, ma mu ruszyć z pomocą.

Oddział eskorty wraz z Kmicicem dobrnął do lasu, kiedy Zamoyski przysłał list. Pisał, że Szwedzi się zbliżają i oddział odwiezie pannę do zamku z powrotem, natomiast Kmicic może jechać dalej. Pan Andrzej nie zareagował na list i kazał jechać dalej. Wówczas oficer eskorty zatrzymał marsz i chciał poznać rozkaz, znał jego treść i miał widocznie swoje rozkazy. Wówczas Andrzej wypalił z pistoletu i pojawili się Tatarzy. Żołnierzom eskorty wymierzył po 100 a oficerowi 150 batów i puścił pieszo do Zamościa. Wyjaśnił też Borzobohatej, z jakiej opresji ją wybawił, choć nie wiedział, czy ona nie była w zmowie. Obiecał ją dowieść bez szwanku do Sapiehy. Była mu bardzo wdzięczna, a Kmicic przez całą podróż zaglądał na nią do kolaski.

ROZDZIAŁ XXXVI

W województwie lubelskim Kmicic jechał spokojną drogą i zbierał wielu szlachty, zawadiaków i hultajów, którzy mieli nadzieję dorobić się przy Tatarach. Zmieniał ich jednak w regularne wojsko, a oddział słynął z odwagi i dobroci wobec ludności. Z 40 ludzi w plotkach rozsiewanych wszędzie liczba ta urosła do 40 tys. Armia Sapiehy liczyła 10 tys. żołnierzy, mało miał prochów dla piechoty i armat. W okolicach Białej stało koło 12 tys. pospolitego ruszenia.

Sapieha przyjął Kmicica na audiencji i dowiedział się z listów królewskich o jego wcześniejszych dokonaniach. Kmicic wyznał swoje prawdziwe nazwisko i wyjaśnił, dlaczego Bogusław takie wieści o nim rozsyłał. Następnie z listu króla dowiedział się, że w tak wojennym czasie nie czekając na zatwierdzenie przez sejm Jan Kazimierz ofiaruje mu wielką buławę litewską. Stał się więc hetmanem i był dumny, chociaż o łaski nie zabiegał. Mówiono, iż sprzedał nawet łyżki i zastawił kontusz, aby tylko ratować ojczyznę.

Czytał Sapieha list od Sobiepana później i denerwował się. Miał ważniejsze sprawy nad zajmowanie się majątkiem Borzobohatej. Kmicic wychwalał jej urodę i opowiadał, jak to pan Zamoyski chciał z niej uczynić swoją kochankę. Podczas uczty hetman Sapieha wyjaśniał zebranym, jaki to nikczemnik z Bogusława. Zniszczył on nazwisko Kmicica, ale mówił o nim całkowitą nieprawdę. Później Kmicic pożegnał się z Anusią, która z panem Kotczynem ruszyła na północ.

ROZDZIAŁ XXXVII

Kmicic stacjonował w Rokitnej i odpoczywał. Przybył do Białej jej pan, książę Michał Kazimierz Radziwiłł. Ten wielki pan odziedziczył po Kiszkach 70 miast i 400 wsi. Sapieha czekał wieści i rozsyłał podjazdy, chociaż Kmicic nalegał i sam chciał iść na księcia Bogusława. Hetman podejrzewał, iż Bogusław może symulować marsz na Podlasie a uderzyć na Czarnieckiego. Dlatego rozważnie działał i wolał czekać świeższych informacji niż atakować bezładnie i wystawiać Czarnieckiego na niepowodzenia.

Przybyli żołnierze z chorągwi Horotkiewicza, rozbitej przez Bogusława. Uciekli z Drohiczyna. Książę natomiast jakiś podjazd zajął, pana Kotczyna. Jechał w nim panna Anusia. Natomiast księcia nie ma jeszcze w Drohiczynie. Hetman Sapieha rozkazał wymarsz wojsk następnego dnia, a Kmicica wysłał natychmiast z podjazdem. Kiedy następnego dnia ruszył i po drodze pytał o Tatarów, nikt ich nie widział. To bardzo się podobało hetmanowi i Oskierko chwalił umiejętności Kmicica.

Zaczęli się jednak martwić po trzech dniach marszu, kiedy doszli do Drohiczyna, a po oddziale Kmicica nie było śladu. Nie było też Bogusława i Sapieha wietrzył jakiś podstęp. Mijało kolejne 5 dni i roztopy dawały się we znaki. Bogusław cofał się dalej. Szlachta opowiadała, iż widziała Tatarów, ale nie za lecz przed Bogusławem. Sapieha bardzo się denerwował i żałował braku Wołodyjowskiego. Tydzień później byli w Białymstoku. Wtedy straże dały znać, że wojsko się zbliża. Część Tatarów Kmicica prowadził powiązanych ze 300 jeńców, żołnierzy Bogusława. Przypominali raczej cienie ludzi. Dowódca podał list od Kmicica do hetmana.

Z listu od pana Andrzeja wywnioskował, że kawaler wyprzedził Bogusława i zniósł dwa jego podjazdy. Książę myśląc, że dostał się w kleszcze, dlatego tak szybko się cofał. Kmicic idąc przodem niszczył przeprawy i wiwendę, doprowadził Bogusława do depresji, a także i do febry. Ma ze sobą 6 tys. wojska, a Kmicic z oddziałem niszczy i podjeżdża, terroryzuje całą tą armię. Doradza, aby hetman jak najszybciej nacierał. Przesłuchiwani jeńcy potwierdzili wszystko i wojska ruszyły z wielkim impetem w pościg.

ROZDZIAŁ XXXVIII

Pod wpływem kolejnego listu Kmicica Sapieha stanął w Sokółce oko w oko z Bogusławem. Wojska księcia były nękane przez oddział Kmicica, który napadał i odskakiwał. Jednego razu jak huragan wpadł do obozu i niemal porwał Bogusława siadającego do obiadu właśnie. Jego żołnierze naprzykrzali się tej armii i wciągali w wojnę okolicznych ludzi. Książę znał nazwisko Babinicza i chciał go osobiście poznać, szykował różne zasadzki, lecz nie dopadł wroga.

Radziwiłł przysłał posła do rokowań Sakowicza. Dumny i zarozumiały przybywał jak zwycięzca do obozu Sapiehy. Odpowiadał, iż książę pokonał Krzysztofa Sapiehę, odzyskał Tykocin, wziął do niewoli wielu oficerów i pannę Annę Borzobohatą, ma za sobą księcia elektora, więc jest zwycięzcą. Mówił także o pojmanym człowieku, od którego na torturach dowiedzą się prawdy. Kmicic wiedział, iż mowa jest o wachmistrzu Soroce. Wysłał go do Taurogów, lecz książę go dopadł. Powiedział o tym hetmanowi. Sakowicz poznał Babinicza, który jego zdaniem musiał brać nauki od Kmicica. Sapieha odpowiedział, że skoro czują się zwycięzcami, nie stają do boju. Na koniec prosił o list do Bogusława.

Sapieha posłał kozaka z listem, zatrzymując Sakowicza jako zakładnika. Prosił go o to Kmicic. Chciał wymienić posła na jeńca, Sorokę. Bogusław przysłał glejt na okaziciela, aby umożliwić wejście do swego obozu osobie z owym dokumentem. Odpisał także hetmanowi, że posła zatrzymał, jego największego przyjaciela, za którego może żądać każdego jeńca.

ROZDZIAŁ XXXIX

Kmicic dostał się do Janowa do księcia nocą. Korciło go, aby zabić Bogusława buzdyganem, ale przemógł się. Bogusław rozpoznał go i przeczytał list od Sapiehy. Wyznaczał mu bitwę nazajutrz.

Kmicic miał jeszcze jedną prośbę o zwolnienie Soroki. Książę kazał mu padać przed sobą na twarz przy świadkach. Zawołał swoich dworzan, aby upokorzyć pana Andrzeja.

Następnie przyszli oficerowie i skrępowali Kmicicowi ręce. Zaprowadzili go później przed Sorokę, którego pojono wódką przed nawleczeniem go na pal. Kmicic zamienił z nim tylko kilka zdań podtrzymujących go na duchu. Z początku myślał, iż to dla niego naszykowali ów pal. Kiedy już mieli dokonać wyroku, Kmicic zawołał, że Bogusław to zdrajca. Obiecał też żołnierzom, którzy przejdą na stronę króla pieniądze. Ostrzegł, że nazajutrz przyjdzie im zginąć w hańbie. Jego słowa spowodowały taki efekt, że ktoś mu rozciął sznur na rękach, a 50 szabel zabłysło w górze. Konno wraz Soroką i Głowbiczem, oficerem Bogusława, ów oddział ruszył spod Janowa.

Obudzonemu księciu doniesiono, że Kmicic zbuntowaną chorągiew Głowbicza odprowadził do hetmana. Bogusław wściekły kazał bić w bębny.

ROZDZIAŁ XL

Wszyscy byli zdziwieni powrotem Kmicica, który przywiódł Sorokę i oddział żołnierzy. Musiał opowiedzieć, co zaszło.

Nada ranem następnego dnia rozpoczęła się bitwa, a wówczas Kmicic z oddziałem 800 ludzi przeprawiał się rzeką, aby zaatakować niespodzianie z boku nieprzyjaciela. Atak udał się i Tatarzy liczyli łup, gdy Kmicic wydał komendę do dalszej drogi, do Janowa. Dawał znak hetmanowi, że jest za nieprzyjacielem. Dostrzegł oddział rajtarów z księciem Bogusławem i rzucił się przeciwko nim z całą siłą. Tatarzy szli pościgiem za oddziałem jazdy, a Kmicic za Bogusławem. Dostał jednak koncerzem w głowę i razem z koniem padł. Rannego po bitwie opatrywał sam hetman. Bogusław przegrał bitwę, ale sam uciekł.

Z kolei pan Czarniecki przysłał list, w którym mówi, że Karol Gustaw ruszył się z Elbląga i przez Zamość i Lwów ma dążyć do bitwy z Janem Kazimierzem. Czarniecki prosi o pomoc. Sapieha zapytał, czy Kmicic rusza z nimi, czy do Taurogów? Najpierw ojczyzna, potem prywata – taki sens miała odpowiedź pana Andrzeja.

KONIEC TOMU DRUGIEGO

oprac.t.1 r. 1-7t.1 r. 8-14t.1 r. 15-26t.2 r. 1-10t.2 r. 11-21t.2 r. 22-32t.2 r. 33-40t.3 r. 1-10t.3 r. 11-19t.3 r. 20-30Interpr./charakter.Kmicic i Oleńka
Podziel się ze znajomymi
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on VK
VK
oprac.t.1 r. 1-7t.1 r. 8-14t.1 r. 15-26t.2 r. 1-10t.2 r. 11-21t.2 r. 22-32t.2 r. 33-40t.3 r. 1-10t.3 r. 11-19t.3 r. 20-30Interpr./charakter.Kmicic i Oleńka

ROZDZIAŁ XXII

Kmicic bardzo przeżywał oszczerstwa Boguaława, ale nic nie mógł poradzić. Król w tym czasie wzywany przez marszałka do powrotu w istocie chciał wracać. Senatorowie radzili zastanowić się jeszcze, ale Jan Kazimierz pytał tylko o radę, w jaki sposób wracać. Na czele dragonów, 300 ludzi pod wodzą Tyzenhauza, król miał bezpiecznie ruszać do Lubowli, a stamtąd do Lwowa.

Ksiądz prymas mówił kazanie podczas rady. Analizował i rozpaczał nad Polską, a z jego opinii wynikało, iż wino za całe zło leży po stronie rozpusty i bezprawia szlachty. Najpierw nie słuchali króla, a potem prosili go o powrót. Nie chcieli płacić podatków, a potem płacili Szwedom, nie cenili prawa, ale domagali się go względem siebie. To trzeba zmienić, bo inaczej Polska rozpadnie się.

Kmicic doradził królowi, aby Tyzenhauz wraz z jazdą ruszył wcześniej dla zmylenia przeciwnika, a monarcha pojedzie dwa dni później w niewielkim towarzystwie. Królowi spodobał się ten pomysł, a młodzi żołnierze pokłócili się. Król jednak nie ustąpił nalegań Tyzenhauza.

Był ów rycerz bardzo podejrzliwy wobec Babinicza ukrywającego swoje prawdziwe nazwisko. Spalony bok Kmicica przemawiał jednak na jego korzyść. Szykowali się więc do wyjazdu. Miał jechać Babinicz, Tyzenhauz, kasztelan sandomierski ze swoimi ludźmi i nuncjusz papieski, wszystkich poniżej 40 koni.

ROZDZIAŁ XXIII

Jechali przez Racibórz i wkroczyli na Morawy, gdzie nie wzbudzali zainteresowania. Kmicic i Kiemlicze od czasu do czasu zabawiali króla różnymi historiami z bitwy o jasna Górę, a także łamaniem podków przez braci Kiemliczów. Król rozpytywał o rany odniesione przez Babinicza. Pytał o ranę po kuli na twarzy i szabli. Pierwszą zrobił mu swój, ale nieprzyjaciel, drugą pan Wołodyjowski. Król znał małego rycerza i jego przyjaciół. Tyzenhauz odpytywał, co Babinicz robił na dworze Radziwiłłów i dlaczego nie przeszedł do Sapiehy? Z powodu ślubów musiał pójść do Częstochowy, bo akurat Matka Boska Ostrobramska była oblegana przez wojska ruskie. Tyzenhauz nalegał na króla, aby miał się na baczności przed Babiniczem, a król sam kolejnego dnia zapytał, gdzie Babinicz był pułkownikiem. Tyzenhauz słyszał, jak Kiemlicze zwracali się do Babinicza w ten sposób. Pan Andrzej nie chciał zdradzić, król dowie się wszystkiego w swoim czasie. Najpierw chce, aby król rozpoznał w nim dobre intencje. Wiele zgrzeszył w swoim życiu, lecz szybko się zorientował i teraz chce wszystko odpokutować wierną służbą.

Wjechali w Karpaty, a potem napotkany góral wskazał im drogę i granicę państwa. Król był szczęśliwy. Zapadał zmrok i zobaczyli łuny. Palił się Żywiec, zbiegowie potwierdzali to, Szwedzi przygotowali tam zasadzkę na króla. Było ich bardzo dużo i pewnie gdyby król tam był, oddział dragonów nie pomógłby wiele. Król prosił teraz o radę, a Tyzenhauz wskazał Babinicza, dzięki niemu majestat królewski był pozbawiony teraz obrońców, niech więc Babinicz radzi. Pan Andrzej nic nie mówiąc, zawołał na Kiemliczów i razem ruszyli przez wąwóz. Wówczas Tyzenhauz radził, aby król uciekał, ponieważ Babinicz to zdrajca i pewnie przywiedzie tam Szwedów. Jan Kazimierz nie zląkł się, dobył szpady i powiedział, że po raz drugi nie będzie uciekał z ojczyzny.

Tyzenhauz prosił o pozwolenie udania się w stronę Żywca z kilkunastoma ludźmi, ale król zakazał. Młody magnat poprosił, aby król go potem rozstrzelał, ale teraz musi jechać, bowiem o życie króla chodzi. Stał na skraju doliny i czaił się z ludźmi gotowymi do strzału. Nadjechał Babinicz z ludźmi, wiózł ze sobą jeńca. Zameldował, że Szwedzi odeszli na Wadowice, a oddział to niemieccy najemnicy. Jednego z nich król może osobiście przesłuchać. Zrzucił jeńca z kulbaki.

Przesłuchiwał go i okazało się, że nie ma Szwedów w pobliżu. Duglas rozesłał podjazdy, ale daleko nie wchodziły, napadali je górale. Możliwe, iż jakiś jeszcze gdzieś w górach jest. Babinicz prosił króla na kwaterę do Żywca, a Tyzenhauz nie ufał mu podejrzewał o symulowanie. Sam pojechał sprawdzić drogę. Kiedy wszystko się potwierdziło, wreszcie mogli spocząć. Tyzenhauz przepraszał Babinicza za podejrzenia, a ten nie chciał mu przebaczyć podejrzenia o zdradę. W końcu jednak pogodzili się. Pan Andrzej zyskał sobie wielki autorytet i podziw nie tylko króla.

ROZDZIAŁ XXIV

Kolejnego dnia ruszyli do Wadowic skręcając do Suchej. Dalej mieli iść do Nowego Targu, a gdyby coś nie tak szło, to mogli iść po stronie węgierskiej aż do Lubowli. Król miał nadzieję, że marszałek posiadający wielkie wojska ubezpieczy drogę. W okolicy Nowego Targu górale ostrzegali, że są jakieś oddziały szwedzkie w okolicy Czorsztyna.

Szli na granicy z Węgrami po polskiej stronie wąwozem. Prowadził ich góral, gdy nagle kazał wszystkim uciszyć się. Słyszał idące wojsko za zakrętem. Kmicic i Kiemlicze ruszyli na zwiad. Nie było już wątpliwości, to Szwedzi. nie było możliwe uciekać, więc król wydobył szpadę i nakazał obronę. Tyzenhauz z 20 ludźmi ruszyli naprzód, ale przed nimi był Kmicic. Ponieważ był ubrany w szaty szwedzkie jeszcze spod Częstochowy, Szwedzi myśleli, iż to ich podjazd. Gdy zbliżył się do kapitana, wystrzelił i położył oficera trupem. Natarli na Szwedów z całą siłą bez nadziei na ratunek, a za nimi w wąskim wąwozie szedł Tyzenhauz. Król także chciał walczyć, lecz wstrzymywali jego konia, nuncjusz i kasztelan.

Kmicic doznał ran i okaleczony walczył resztkami sił, kiedy jego koń padł i fala rajtarów przedarła się przez niego w stronę króla.

Babinicz (Kmicic) był gotów oddać życie za króla. (film TVP, 1973)

Babinicz (Kmicic) był gotów oddać życie za króla. Wszyscy przeżyli dzięki pomocy górali. (film TVP, 1973)

Wówczas drogę im zagrodził Tyzenhauz, ale niewiele mógł zdziałać przeciwko 300 rycerzy liczącemu podjazdowi. Przeciwnik brał krwawy odwet. Nagle z pomocą przyszli górale i zarzucili z góry kamienie na żołnierzy szwedzkich. Następnie zeszli z gór i ciupagami kończyli przeciwnika. Wkrótce wszyscy Szwedzi polegli, a górale stanęli przed królem. Od nuncjusza dowiedzieli się, iż uratowali z opresji własnego króla. To był prawdziwy cud. Okazało się, że górale sami ściągnęli ów podjazd w zasadzkę i dopiero gdy zobaczyli czterech rycerzy atakujących wroga, zobaczyli orszak królewski. Król przypomniał sobie nagle i kazał szukać Babinicza. Odszukano go z wielkim trudem, ale na szczęście jeszcze oddychał. Gdy odnaleziono ciało rycerza, król pytał jeszcze przytomnego, jak mu się odwdzięczy? Myśląc że umiera pan Andrzej wypowiedział prawdziwe swoje nazwisko, Kmicic, po czym zemdlał.

ROZDZIAŁ XXV

Orszak królewski powiększał się o ludzi prostych, chłopów i górali, przyłączających się do niego na każdym kroku. Pod Nowym Sączem przyłączył się do niego także pułk wojewody bracławskiego z Wojniłłowiczem. Ten opowiadał o wielkich zmianach w kraju i biciu Szweda przez mniejsze i większe oddziały, w Wielkopolsce przez Żegockiego i Kuleszę, w Pile przez Warszyckiego, a także na Podlasiu przez Sapiehę. Chwalił także pomysł króla, aby przodem puścić dragonów, dzięki któremu życie ocalił. Jadąc rozmawiali o polityce, aż któregoś dnia Wojniłłowicz zobaczył wojska pana marszałka. Stanęli zatem na wzgórzu i patrzyli na wojsko z góry. Stanęły one w dwu rzędach, a środkiem zostawili ulicę, którą mknął sam marszałek Lubomirski. Szedł piękny i dumny, zdjąwszy czapkę przed królem i wpadli sobie w ramiona.

Zajechali do Lubowli, majątku marszałka. Powitały ich armaty na wiwat. Dokoła panował przepych i dostatek. Potem była uczta i marszałek wznosił toast za zdrowie króla. Następnie wieczorem rozpoczęto widowisko na placu na cześć króla.

ROZDZIAŁ XXVI

W przyjemnej atmosferze upływał im czas, a król nie zapomniał o Kmicicu. Odwiedził go i zastał zdrowego. Młodzian obiecał, że za kilka dni na koń siądzie i będzie mógł królowi towarzyszyć w dalszej wyprawie. Król dziwił się, jak to możliwe, aby Kmicic przeżył, przecież został bardzo pobity i ranny. Dla pana Andrzeja to nie nowina. Król pytał o przeszłość i rycerz opowiadał, jak to podchodził Chowańskiego. Powtórzył, iż jest chorążym orszańskim, a nazywa się Andrzej Kmicic. Prosił króla o wybaczenie i ten mu wybaczał, ale jednocześnie nie mógł zapomnieć o groźbie porwania króla wg słów Bogusława Radziwiłła. W końcu Andrzej musiał rozpocząć od nowa całą opowieść od przybycia do Lubicza i od grzechów, jakie miał na sumieniu wcześniej, ze swoimi kompanami także. Opowiedział jak na spowiedzi całą historię swego życia i miłości do Oleńki, a także nawrócenia. Król domagał się szczegółów i je dostał.

Jan Kazimierz wybaczył wszystkie winy i pocieszał Andrzeja, że Bóg musi mu wybaczyć także i złamanie przysięgi danej Radziwiłłowi.

Obiecał mu też dowództwo i list zapowiedni. Doradzał, aby pozostał przy nazwisku Babinicz, bo w ten sposób nikt nie będzie się na niego krzywił. Kiedy już okryje się sławą, wówczas król ujawni jego prawdziwe imię i zasługi dla kraju. Z tego wszystkiego, z całej łaski królewskiej pan Andrzej był tak szczęśliwy, że zemdlał. Król musiał wzywać pomocy, aby z powrotem Kmicica do łóżka włożyć.

ROZDZIAŁ XXVII

Dalszy marsz na Lwów to podróż z marszałkiem i wieloma dygnitarzami. Cały kraj powstawał. Jeździli kurierzy i wielcy pisali listy, aż powstała konfederacja tyszowiecka dla ratowania króla i narodu. Wydano też uniwersał, w którym wzywano wszystkich do walki ze Szwedami, tyranami i mordercami. Pan Domaszewski opowiadał, jak doszło do powstania konfederacji w sumie pomiędzy Sapiehą a Czarnieckim. Obecna szlachta nie chciała oponować, bo taka do Szwedów panuje nienawiść. Pan Sapieha spieszył się pod Tykocin, gdzie kończy sprawę z Radziwiłłem.

Z Częstochowy przybył pan Krzysztoporski i spotkał się z królem. Przywiózł list od przeora Kordeckiego, który Jan Kazimierz natychmiast zaczął czytać. Była mowa w nim o Babiniczu, że wszyscy go opłakiwali, wielkiego bohatera i obrońcę Jasnej Góry. Król pocieszał ich, bo Babinicz żyje i jest zdrów. Gość opowiada także, iż po odejściu Millera Wrzeszczowicz wrócił i chciał atakować klasztor, zastając otwarte bramy. Naród jednak postawił się tak zawzięcie, że musiał uciekać. Inną nowiną była śmierć wojewody poznańskiego Opalińskiego. Na jego następcę naznaczono Leszczyńskiego.

ROZDZIAŁ XXVIII

Pod Tykocinem szala zwycięstwa przechyliła się na stronę Sapiehy. Zebrał swoich oficerów i nakazał po zdobyciu zamku szanować zdrowie Radziwiłła. Było wielu życzących śmierci Januszowi i namawiali pana wojewodę witebskiego do ukarania śmiercią zdrajcy, lecz on nie chciał tego czynić. Zagłoba wolałby inaczej postąpić ze zdrajcą, ale nie do niego należy decyzja. Wołodyjowski wspominał Oleńkę i gdyby ją jeszcze raz miał ratować, to by to uczynił. Doszły do nich głosy o opałach, w jakich znalazła się Jasna Góra. Zdaniem Zagłoby połowa wojska pod Tykocinem by wystarczyła, ale Sapieha jest uparty. Mogliby z częścią tej armii podejść pod Częstochowę na ratunek. Szczególnie przy grzanym winie nawoływali do odsieczy.

Zagłoba chciał wejść pośród wojska i zebrać ochotników. Pan Michał i reszta towarzystwa przerazili się. Zdawali sobie sprawę, iż nowo zaciężne wojsko łatwo zdemoralizować. Nawet Wołodyjowski rozżalił się, bo Zagłoba wcześniej śmiał się z niego, że niby za murami Tykocina spodziewa się ujrzeć oczy ukochanej. Nie miał szczęścia w życiu do kobiet mały rycerz. Zagłoba przepraszał go podchmielony całkiem i mówił, jaką miłością go darzy.

Na szczęście pan Oskierko gotował oddziały do ostatniego ataku.

ROZDZIAŁ XXIX

Janusz Radziwiłł był bardzo chory. Ubolewał nad utratą majątku, prestiżu i honoru. Oblegano go w zamku tykocińskim jak przestępcę Kostkę Napierskiego w Czorsztynie w przeszłości. Wszyscy przyjaciele odwrócili się od niego, włączając w to Karola Gustawa. Z wielkiego pana stał się żebrakiem i z powodu głodu w zamku także i on głodował. Nie chciał prosić szwedzkiego komendanta o rację żywności.

Od początku jego wyprawa na Podlasie była porażką. Atakował Sapiehę, tracił ludzi, niektóre obce oddziały przechodziły na stronę konfederatów. Janusz prosił o wsparcie Bogusława, ale ten nie ruszył się. Wysłał nawet list do księcia krajczego Michała Radziwiłła, ale ludzie Sapiehy go przechwyciły. Wojewoda witebski odesłał mu list księcia Michała do niego, w którym ów zapewniał, iż nie zamierza iść z pomocą krewnemu. Podobnie, pisał, Bogusław nie ruszy z pomocą z Prus. Elektor nie da mu wojska, bo nie chce swoich sił dzielić. Ponadto Bogusław chce związać się z rodziną Koniecpolskich i śmierć Janusza byłaby mu na rękę.

Wraz z powrotem Sapiehy w końcu grudnia wysadzono bramę i wojsko konfederackie rozbiło Szwedów. W tym czasie umierał Janusz Radziwiłł. Miał przywidzenia i majaczył. Przez cały czas był przy nim lekarz i Charłamp. Książę majaczył, że to nie on jest winien, ale Radziejowski. Na koniec wzywał imienia Maryi, chociaż był kalwinem. Wielu Szwedów wysadziło się w baszcie, unikając niewoli.

Wbiegli później do komnaty pułkownicy, ale Charłamp powiedział o śmierci i sam też się poddał. Chciano go posiekać, ale przyznał, że był wierny księciu za czasów potęgi i nie odstąpił go, gdy wszyscy księcia porzucili. Oleńki w Tykocinie nie było, Bogusław zabrał ją do Taurogów.

ROZDZIAŁ XXX

Król był we Lwowie i tam też zjeżdżali wszyscy z wielu stron kraju. Byli też Tatarzy z obietnicą pomocy w liczbie 100 tysięcznej armii i posłowie z Siedmiogrodu, był poseł cesarski i nuncjusz papieski. Wysyłano posłów do Sapiehy i na wszystkie strony. Zdążał tam po zniszczeniu Tykocina.
Król Jan Kazimierz podczas wielkiego nabożeństwa w obecności całej szlachty i magnatów, obcych posłów i ludu, upadł krzyżem na posadzkę. Następnie złożył śluby Panience Najświętszej i mianował ją królową Polski. Do niej zanosił modły o pomoc w tych ciężkich czasach. Przez 7 lat jego królestwo było nękane różnymi chorobami, a teraz chce prosić ją o wstawiennictwo u Jezusa.

Zachowanie króla przysporzyło mu wielu zwolenników i spowodowało ogromną radość poddanych, którzy skandowali wiwaty na jego cześć.

ROZDZIAŁ XXXI

Konfederacja tyszowiecka wydawał uniwersały i wszyscy jej się podporządkowali. Karol Gustaw był w Elblągi i biesiadował, wezwał także do siebie Wittenberga, a Krakowie pozostawił Wirtza. Sapieha podążał już po ziemi lubelskiej, aby łączyć się z hetmanami, a po drodze bił Szwedów i rósł w siłę. Przysłał królowi chorągiew do dyspozycji, a na jej czele Wołodyjowskiego. Ten zdawał sprawę królowi z poczynań Sapiehy, przywiózł także listy od wojewody witebskiego, którego król natychmiast obdarzył buławą książęcą. Chorągiew chce wysłać panu Czarnieckiemu, na którego cały impet ma się zwrócić. Wołodyjowski nie musi odpoczywać, bo pod Tykocinem odpoczywał, woli od razu ruszać w bój. Król dziękował za wierność i za to, że rzucił Radziwiłłowi swój buzdygan.

Spotkanie przyjaciół w obecności króla Jana Kazimierza. (film TVP, 1973)

Spotkanie przyjaciół w obecności króla Jana Kazimierza. (film TVP, 1973)

Rozmawiali o Kmicicu i ze szczegółami pułkownik opowiedział, jakim to żołnierzem i okrutnikiem był ów kawaler. Ale zrobił też wiele dobrego dla ojczyzny i im uratował życie. Król przedstawił im Babinicza, ale nie mogli go rozpoznać, zmizerniał i miał bliznę na twarzy. Król przedstawił go jako obrońcę swego i Jasnej Góry. Padli sobie z Wołodyjowskim w ramiona. Następnie król udał się na naradę z hetmanami.
Kmicic rzucił się na nich z pytaniami o Oleńkę, nie znaleźli jej w Tykocinie.

ROZDZIAŁ XXXII

Kmicic nie mógł wysiedzieć na miejscu, był żądny krwi Bogusława. Kiedy Wołodyjowski wprowadził do przyjaciół pana Andrzeja, wszyscy oniemieli i przerazili się. Opowiadał później o porwaniu Bogusława i całej swojej drodze z królem. Następnie Charłamp opowiadał szczegółowo, jak to Bogusław zachowywał się wobec Oleńki, że próbował zniszczyć imię Kmicica. Potem deklarował, że woli polskie szlachcianki niż francuskie księżniczki. Ponadto uspokajał młodzieńca, gdyż twierdził, że Bogusław jest w Elblągu z Karolem Gustawem, a panienka w Taurogach przy boku księżnej, żony Radziwiłła i nic jej tam nie grozi. Kmicic zrywał się co rusz i chciał pędzić bić Bogusława, był żądny jego krwi. Razem wyszli potem i ulicami spacerem odprowadzali Kmicica. Widzieli wielki, liczący 400 koni oddziała tatarski dumie maszerujący. To podarunek chana dla Jana Kazimierza. Zagłoba wspominał, jak to niedawno jeszcze stawali przeciwko temu wojsku, a teraz król układa się z nimi. Szwedzi bardzo się boją Tatarów. Kmicic nagle opuścił ich, biegł do króla, aby powierzył mu dowództwo nad tym czambułem.

oprac.t.1 r. 1-7t.1 r. 8-14t.1 r. 15-26t.2 r. 1-10t.2 r. 11-21t.2 r. 22-32t.2 r. 33-40t.3 r. 1-10t.3 r. 11-19t.3 r. 20-30Interpr./charakter.Kmicic i Oleńka
Podziel się ze znajomymi
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on VK
VK
oprac.t.1 r. 1-7t.1 r. 8-14t.1 r. 15-26t.2 r. 1-10t.2 r. 11-21t.2 r. 22-32t.2 r. 33-40t.3 r. 1-10t.3 r. 11-19t.3 r. 20-30Interpr./charakter.Kmicic i Oleńka

ROZDZIAŁ XI

Po drodze pan Andrzej spotykał wielu szlachty, z reguły zdemoralizowanej. Chodziły wieści o podaniu resztek wojska Koniecpolskiego, wątpiono w Lubomirskiego, a król przebywał w Głogowej. Chmielnicki oblegał Lwów, Litwa była w rękach Szwedów i Chowańskiego. Za Piotrkowem spotykał szwedzkie wojska i nikt mu nie robił żadnych przeszkód. Ostatni postój przed Częstochową zrobił w Kruszynie.

Spotkał tam Polaka przebranego w szwedzkie ubrania i służącego dla wroga. Rozpytywał Kmicica, dokąd i po co jedzie. Ten odpowiadał, że jest szlachcicem z Sochaczewskiego i jedzie do króla Karola po pieniądze za konie. Nieznajomy doradzał mu, aby wierzył w to, iż król odda należne pieniądze, bo jest uległy szlachcie. Mieliby i Polacy więcej pieniędzy, gdyby brali stamtąd, skąd nie brali, a król musiał zapożyczać się u Żydów. Mówił tajemniczo i nie zdradził, co to za miejsce, z którego Polacy niby nie chcieli brać.

Kmicic poszedł za nim, kiedy na dworze zatrzymał się jakiś powóz. Był w nim ktoś znaczny, ponieważ ów nieznajomy przedstawił się jako Weyhard Wrzszczowicz i mianował tamtego ekscelencją. Przybył dla niego z eskortą. Był to baron Lisola z Niemiec, który jechał do króla szwedzkiego. Rozmawiali o Polsce. Wrzeszczowicz był Czechem. Wcześniej służył dla Polski, ale teraz patrzy na jej śmierć. Nie może bardziej się tym martwić, niż Polacy, których większość przeszła na stronę Szwedów. Cóż to za kraj, gdzie nikt nie rządzi, król nie może, sejmy są zrywane, a każdy sobie robi, co chce. Taki naród musi zginąć, bo nie ma w nim żadnego prawa.

Lisola słyszał w Wielunia i zapytał czy to prawda, że Karol Gustwa chce zająć Częstochowę? Wrzeszczowicz potwierdza, a powodem jest bliskość granicy ze Śląskiego, dokąd udał się król Jan i z Częstochowy mógłby oczekiwać posiłków. Wrzeszczowicz jest katolikiem i obiecuje nie profanować świętości, ale skarbiec mnichom zabiorą. Rozmówcy upewniali się najpierw, czy Kmicic nie rozumie po niemiecku. Andrzej udawał, że nie zna tego języka.

Następnego dnia z rana jechali do Częstochowy. W pewnym momencie zauważyli na zachodzie jasny blask. Zapytany chłop odpowiedział, że to kościół jasnogórski odbija słońce. Kmicic nakazał zejść z koni i odmówił z żołnierzami litanię. Była niedziela i masa ludzi płynęła do świętego miejsca. Bramy Jasnej Góry były otwarte.

ROZDZIAŁ XII

Wszyscy pielgrzymi na Jasnej Górze modlili się, nikt nie myślał o niczym innym. Podczas odsłony najświętszego obrazu wszyscy byli skupieni. Kmicic modlił się, a wkrótce znalazł przeora i przedstawił, iż przybywa ze Żmudzi i przyjechał pomodlić się i o łaskę Najświętszej Panny prosić. Prawdziwego nazwiska nie zdradzi, chyba że podczas spowiedzi. Opowiedział też, co zrozumiał z rozmowy Wrzeszczowicza z Lisolą. Opowiedział też o Pułtusku, gdzie widział kościół zajęty przez szwedzkie wojska. Ksiądz Kordecki wezwał na radę ojców i szlachtę mieszkającą i wspomagającą klasztor. Był pan Różyc-Zamoyski i Piotr Czarnecki. Po prezentacji Babinicza, wszyscy wysłuchali, co ma do powiedzenia. Nie chcą w to uwierzyć, gdyż Karol obiecał pozostawić klasztor w spokoju. Przesłuchują Babinicza jak oskarżonego.

Babinicz (Kmicic) przybył do Częstochowy, aby ją ratować przed atakiem Szwedów. (film TVP, 1973)

Babinicz (Kmicic) przybył do Częstochowy, aby ją ratować przed atakiem Szwedów. (film TVP, 1973)

Piotr Czarnecki wypytywał o zdrajców ojczyzny ze Żmudzi. Babinicz wymienił kilka nazwisk. Wówczas Czarnecki zapytał, czy nie zna innego nazwiska największego zdrajcy, Kmicica? Pan Andrzej bardzo się zdenerwował i nazwał go szlachetką. Potocki podejrzewał, iż Babinicz zrobił to dla nagrody. Wtedy Babinicz wysypał garść pereł i bogactwem olśnił wszystkich. Kosztowności te chciał złożyć jako dar dla Panienki, lecz dopiero po spowiedzi. Ksiądz Kordecki uwierzył mu i kazał zabrać perły. Prosił o zamykanie bram klasztoru. Obiecano mu to i podziękowano.

Wieczorem w celi kazał Soroce wymierzyć sobie razy pokutne, aż na plecach pojawiła się krew.

ROZDZIAŁ XIII

Kolejnego dnia klasztor zbrojono i wszyscy kowale z miasta pomagali przygotowywać sprzęty obronne. Wieczorem na murach pracowało ponad 200 osób, a ksiądz Kordecki z miecznikiem sieradzkim i Piotrem Czarnieckim kontrolowali prace. W mieście mówiono, iż klasztor spodziewa się napadu. Ściągano zapasy żywności. Ludzie nie chcieli wierzyć, że ktoś śmie targnąć się na to święte miejsce. Kordecki wielu ludzi musiał odprawić, bo wszyscy chcieli na załogę, bronić Jasnej Góry. Straże na wieżach wypatrywały Szwedów, a rzemieślnicy każdego dnia zwozili zamówioną oręż.

Potocki przygadywał Babiniczowi, że jeśli wróg nie nadejdzie, to reputację kawalera zjedzą psy.

Babinicz nie chciał się kłócić, gdyż co dopiero był u spowiedzi. Jeśli Szwedzi nie przyjdą, to on samo pójdzie ich poszukać. Na tę wiadomość rzucili się obaj bratać, bo los ojczyzny to dla nich najważniejsza rzecz. Kordecki widząc to błogosławił im.

Tymczasem twierdza była gotowa do obrony. Do Kmicica przyszli Kiemlicze, aby ich zwolnił ze służby. Był na nich zły, bo nie chcieli bronić Panienki, ale się uparli iść. Zapłacił im rzuconą sakiewką na ziemię. Wieczorem siedział na murze z Potockim i rozmawiali o dawnych potyczkach.

Wtem Kmicic usłyszał jazdę. Rozległy się trąby i żołnierz nakazał otworzyć bramy w imię króla Szwecji. Otwarto furtkę dla posła. Podał on pismo Kordeckiemu i oświadczył, iż hrabia czeka na odpowiedź u św. Barbary. Wrzeszczowicz napisał, aby oddali się pod jego nadzór dobrowolnie, bo za nim przyjdzie generał Miller i nikt im wtedy nie da gwarancji spokoju. Gwarantuje im nietykalność, a także bezpieczeństwo dla miejsca kultu.

Kmicic przypomniał swoją rozmowę i zdanie Wrzeszczowicza o zabraniu pieniędzy klasztorowi, bo święta Panienka ich nie potrzebuje. Najstarszy z żołnierzy i szlachty Zamoyski powiedział, że nie ma co wierzyć w łaskę Szwedów, którzy niczego nie szanują. Kmicic ucałował dłonie szlachcica i wszyscy ów młodzieńczy zapał uznali za dobrą wróżbę. Także zza okna dobiegł ich głos żebraczki śpiewającej pieśń o Husytach, którzy darmo walczą, a ich nie pokonają. Wysłano z odpowiedzią dwóch księży. Mieli prosić o czas potrzebny na zapytanie ojca prowincjała będącego akurat na Śląsku. Wrócili szybko i wołali wszystkich na mury, do obrony. Wrzeszczowicz kazał pozapalać zabudowania. Potem najwyraźniej bawili się goniąc bydło i inne zwierzęta domowe. Zbliżali się murów Jasnej Góry, ale z jazdą niczego nie mogli dokonać. Po jakimś czasie zrezygnowali i odjechali. Ksiądz Kordecki modlił się, aby następca Wrzeszczowicza był łagodniejszy.

ROZDZIAŁ XIV

Nazajutrz do klasztoru zgłosiło się kilkunastu chłopów, którzy służyli w wojsku. Kordecki pisał listy do Wittenbberga, Wrzeszczowicza i króla Jana Kazimierza przebywającego w Opolu. Chodziło o powstrzymanie Millera przed atakiem na Jasną Górę. Wrzeszczowicz radził Millerowi atakować, a Sadowski odradzał. Miller zadecydował o ataku i wcale tego nie ukrywał, dlatego ksiądz Rudnicki mógł z Wielunia zdążyć ostrzec Kordeckiego.

Burchard Miller nadszedł z armią, w której skład weszło dziewięć tysięcy wojska, przeważnie piechoty, i dziewiętnaście dział. Miał także dwie chorągwie jazdy polskiej. W dniu 18 listopada miało się rozpocząć oblężenie i potrwać kilka dni. Ksiądz Kordecki odprawiał mszę i szedł z procesją na wałach, gdy około godziny 14 zobaczyli Szwedów.

Wojska przemaszerowały i rozlokowały się blisko murów. Dostały ognia z wałów i miały duże straty. Następnego dnia Miller rozpoczął ostrzał murów klasztoru, ale tak tylko, by przestraszyć zakonników. Pojawiły się pożary. Kordecki odprawiał mszę z relikwiami i procesją. Kmicic pracował zawzięcie przy armacie, mimo mrozu w samej koszuli i był przykładem dla innych. Celnymi strzałami rozbił kilka szwedzkich armat zagrażających Jasnej Górze. Był bardzo szczęśliwy. Nawet kiedy jadł, obserwował pole walki i oceniał, że Szwedzi za wysoko podnoszą działa i kule lecą ponad klasztorem. Raz granat spadł tuż niedaleko i Kmicic rzucił się na niego i wyrwał zapalnik podczas gdy wszyscy z przerażaniem chowali się przed wybuchem. Czarniecki nie mógł wyjść z podziwu, przecież kula mogła go rozbić w proch. Na to Kmicic odpowiedział, że nabiliby nim działo i jeszcze by po śmierci Szwedów „napsuł”.

ROZDZIAŁ XV

Armaty grzmiały, a układy trwały. Dowódca polskich oddziałów Kuklinowski przywiózł rozkaz króla, aby zająć Częstochowę, Wieluń, ale Kordecki wyjaśnił w liście, iż nie ma mowy tam o klasztorze i Częstochowę mogą sobie zajmować. To zdenerwowało Millera i nakazał zwiększyć ostrzał. Nic to nie dało, a żołnierze słyszeli pieśni z klasztoru. Dziwili się, że zrzucili na Jasną Górę tyle żelastwa bez spodziewanego efektu. Miller widząc to, kazał podwoić ogień. Armaty grzmiały całą noc, ale odpowiedź z murów była taka sama, a nawet silniejsza. Obrońcy lepiej celowali i pracowali przy działach. To była klęska Szwedów.

Miller raził ogniem kolejny dzień, a nocą żołnierze mieli odpocząć. Miał nadzieję, że strach każe przysłać emisariuszy księżom. Miał już w planach ściągnięcie większych armat. Natomiast Kmicic wpadł na pomysł, aby pójść z „wycieczką”, napaść na śpiącego wroga i pozagważdżać działa. Razem z Czarnieckim udali się do Kordeckiego i ksiądz się zgodził.

Wybrano ludzi, Kmicic z Czarnieckim dowodzili i po cichu obeszli szaniec szwedzki. Chcieli pozorować atak od tyłu i przerażonych żołnierzy posłać pod mury klasztoru, gdzie czekał oddział Janicza, by ich rozgromić. Dostali się na szaniec i do namiotu inżyniera Fossisa, którego Kmicic zabił. Został śmiertelnie ranny sławny pułkownik Horn. Zagwożdżono armaty i cięto żołnierzy. Byli przekonani o ataku odsieczy. Wiele pułków wpadło w panikę i strzelało do siebie, a oddział Kmicica wrócił niemal bez strat do twierdzy.

Miller osobiście oglądał pole napaści następnego dnia. Było tam mnóstwo zabitych ciał, zwłok żołnierzy, którzy w większości ginęli we śnie bez oznak obrony. Rannego Horna kazał przenieść do swego namiotu i opatrzyć. Oficerowie radzili układów. Od Wittenberga dostał list, w Poznaniu rośnie opór i polska szlachta powstaje, aby iść na odsiecz Częstochowie. Sadowski przypominał, mówił, iż dźwięki tej bitwy dojdą od Karpat po Bałtyk i Polacy się obudzą. To wówczas poznają siłę szwedzkiego oręża- twierdził Miller. A w twierdzy określanej kurnikiem przez Millera żołnierze z nocnej bitwy byli w centrum zainteresowania wszystkich.

ROZDZIAŁ XVI

Do klasztoru przybył wielki szlachcic, który namawiał do poddania się. Przekonywał, iż uporem obrońcy ściągną gniew na to święte miejsce. W dodatku Jan Kazimierz abdykował na rzecz Karola Gustawa i sprzeciwianie się nowemu królowi może przynieść wielkie szkody. Kordecki i inni byli załamani nowinami. W pewnym momencie ksiądz Kordecki wstał i oskarżył go o mówienie kłamstw i kazał mu przysiąc na krzyż. Szlachcic wyłgał się od tego i uciekł z klasztoru. Kmicic wypalił za nim z działa, lecz nie trafił.

Przeor musiał uspokajać wszystkich. Martwili się sytuacją i losem rodzin, nie wiedzieli co dalej. Do jakiego momentu mają walczyć i co ona może przynieść. Ksiądz pocieszał ich mówiąc o Bogu i Najświętszej Panience. Kolejnego dnia zrobiono przegląd wojska i wyznaczono każdemu nowe miejsca do walki. Kmicic miał wraz z Czarnieckim bronić wschodnio-południowej baszty a z nimi ksiądz Adamus Stypulski.

Nie udały się układy prowadzone dzięki księżom Błeszyńskiemu i Małachowskiemu, w które wierzył Miller. W końcu prowadzono ich w atmosferze śmiechu i szyderstwa przed oczyma całego klasztoru. Kordecki zaniechał układów, dopóki nie Szwedzi nie wypuszczą księży. Miller ostrzegł, że jeśli choć jedno działo zagrzmi na murach, to księża zostaną powieszeni. W tym czasie wojska szwedzkie podchodziły pod klasztor z nowymi szańcami i ochotą do walki. Miller kazał pojmać gwardię królewską Jana Kazimierza, 700 ludzi, którzy mieli przyjść z odsieczą Jasnej Górze, na Śląsku i obwoził ich dokoła murów. Z kolei dwóch księży posłów do Millera ten kazał powiesić. Sadowski i książę Heski odwodzili go od tego zamiaru, ale był nieubłagany. Kazał wznieść szubienice na oczach oblężonych. Mimo zawieszenia broni Kmicic wypalił w stronę Szwedów i na ten sygnał inne działa zagrzmiały. Wielu żołnierzy Millera oddało życie. Działa przekonały go, że jeśli księża zginą, nie będzie możliwa żadna rozmowa i układy z Kordeckim. Wysłał tam więc Kuklinowskiego, dowódcę polskich chorągwi. Był to zdaniem narratora warchoł bez czci i wiary.

Zdrajca Kuklinowski przekonywał zebranych na Jasnej Górze do poddania twierdzy. (film TVP, 1973)

Zdrajca Kuklinowski przekonywał zebranych na Jasnej Górze do poddania twierdzy. (film TVP, 1973)

Kiedy Kmicic prowadził go na naradę, wówczas przedstawił się jako dawny pułkownik wojsk litewskich. Kuklinowski pytał o Kmicica, bo to taki sam wielki rycerz jak i on, tamten na Litwie, a Kuklinowski w Koronie. Prowadząc go z powrotem po rozmowie z księżmi, wyjawił, iż Sapieha bardzo poturbował Radziwiłła na Podlasiu a teraz w Tykocinie oblega. Król szwedzki czeka, aż się powybijają obaj. Mówił też, że klasztor i ojczulkowie pójdą na otręby, a Babinicz wygląda na mądrego i powinien z tonącego statku uciekać.

Następnie pan Andrzej zapytał, czy rzeczywiście Kuklinowski tak źle życzy Polsce, czy tylko udaje. Powiedział mu dając parol, prywatnie, iż trzyma ze Szwedami. To prywatnie pan Andrzej spoliczkował go, wyzwał od ostatnich i jeszcze kopnął na odchodne spychając z górki. Wszystko to opowiedział później księdzu Kordeckiemu.

ROZDZIAŁ XVII

Paulini dostali list od Wittenberga, aby poddali twierdzę Millerowi, w innym razie spotka ich surowa kara. Jasna Góra nie poddawała się jednak. Miller nakazał polskim wojskom robić szańce, ale te nie zgodziły się na działania przeciw klasztorowi. Polska szlachta chodziła dumna w obozie szwedzkim i wynikały z tego pojedynki. Ich ofiarą padało wielu szwedzkich oficerów, dlatego Miller zakazał zbliżania się towarzyszom do obozu. Wyglądali jak dwa wrogie wojska leżące obok siebie. Miller rozumiał już, że im dłuższy opór klasztoru, tym większe wzburzenie i ogień rozchodził się po całej Polsce. Pewnego razu wraz z żołnierzami przeraził się widokiem Panienki zasłaniającej płaszczem klasztor, tak chmury się ułożyły. Próżno tłumaczył to zjawisko żołnierzom, którzy wpadali w popłoch. W końcu zamówił największe armaty u Wittenberga.

Miller przysłał pana Śladkowskiego do układów. Ten okazał się uczciwym Polakiem i opowiedział ojcom, że cała Polska powstaje za ich przykładem. Chan sprzymierza się z Janem Kazimierzem, pan Czarniecki z królem szykują wojsko i lada chwila mają wkroczyć do kraju, hetmani Potocki i Lanckoroński czekają na sygnał króla, aby przejść na jego stronę. To wszystko dzieje się za przykładem Jasnej Góry. Wszyscy na konie wsiadają i chłopi biorą za kosy.

Będą jeszcze ciężkie dni, bo z Krakowa ściągają działa burzące, ale muszą to jakoś zdaniem szlachcica przetrwać. Szwedzi strzelali z wielkich dział osadzonych na świeżych szańcach. Powodowały one wielkie spustoszenia w murach. Zginął siostrzeniec Millera. Czarniecki mówił księdzu o stanach murów, nie przetrzymają kolejnego dnia. Było coraz gorzej. Babinicz przedstawił pomysł wysadzenia kolumbryny. Byłaby to wycieczka nocna bardzo ryzykowana. Po naradzie z Czarnieckim ksiądz Kordecki przystał na propozycję. Wyspowiadał Babinicza, a ten przebrał się w szwedzkie ubranie. Nikt go nie mógł w nim poznać. Wyszedł z kiszką prochu i krzesiwem w bardzo ciemną noc. Nie widzieli niczego i nikogo, patrzyli za Babiniczem, ale bardziej słyszeli niż widzieli.

W jakiś czas potem usłyszeli wielki wybuch. Bardzo się ucieszyli. Kmicic wysadził kolubrynę.

ROZDZIAŁ XVIII

Pan Andrzej szedł cicho i ostrożnie. Po jakichś 15 minutach dotarł do kolubryny. Musiał podać hasło „Upsala” i odzew „Korona”. Napchał siarki do otworu armaty. Wiedział też, że w środku jest załadowana. Wykrzesał ogień i podpalił lont. Wybuch odrzucił go daleko. Obudził się w areszcie. Sądzili go i odpytywali Wrzeszczowicz, Sadowski i też Kuklinowski.

Pytany o nazwisko powiedział prawdę, ze nazywa się Kmicic i był pułkownikiem na Litwie swojej własnej chorągwi. Kuklinowski powiedział Millerowi, kim jest Kmicic i teraz prawdopodobnie przeszedł na stronę Jana Kaziemierza.

 

Kmicic gotowy do wysadzenie wielkich armat szwedzkich. (film TVP, 1973)

Kmicic gotowy do wysadzenie wielkich armat szwedzkich. (film TVP, 1973)

Nalegał, aby ten oddał mu więźnia, ponieważ Kmicic go znieważył podczas posłowania do klasztoru. Kuklinowski powiesił Kmicica w szopie i pochodnią podpalał mu bok. Wówczas wszedł do szopy jakiś człowiek i powiedział, że Miller natychmiast wzywa Kuklinowskiego. Gdy on wyszedł, służbą okazali się Kiemlicze. Zabili strażników i zdjęli rannego Kmicica.

Kiedy wrócił Kuklionwski, Kmicic podpalił jemu boki i pozostawił do rana. Kazał się modlić, aby ludzie znaleźli go zanim zamarznie.

ROZDZIAŁ XIX

Miller zwołał radę, na którą zaprosił wszystkich pułkowników, także polskich. Nie przybyli jednak, ponieważ polscy żołnierze znaleźli srebra w rzece, a Szwedzi im zabrali. Rada przebiegała w złych nastrojach. Nikt nie wierzył w możliwość zwycięstwa. Wymyślono podstęp, aby przekonać księży, iż górnicy wykopią tunel pod klasztorem i go wysadzą. To powinno przekonać ich do ustępstw. W pewnym momencie przybył Zbrożek i poinformował zebranych o śmierci Kuklinowskiego. To było bardzo dziwne, zdaniem Millera ktoś musiał mu pomóc. Wszyscy pojechali do szopy zobaczyć miejsce zbrodni. To był przerażający widok. Nie było też świadków, bo żołnierze Kuklionwskiego rozpierzchli się nie wiadomo gdzie.

W drodze powrotnej oficerowie zobaczyli powrót wycieczki klasztornej, która poraziła górników i zażegnał podkop. O mały włos i Miller nie zginąłby od kul.

Wysłano później posła z twierdzeniem, iż znaleziono przejście podziemne. Szwedzi jednak nie chcą wysadzać Jasnej Góry, proszą o poddanie klasztoru. Ksiądz Kordecki nie dał się na to nabrać.

Rozmawiali także o Babiniczu i jego wyczynie. Przeor mógł wreszcie wyznać wszystkim prawdziwe nazwisko Kmicica. Nie chcieli wierzyć, że ten młodzian był owym wielkim litewskim rycerzem, chociaż widziano, jak potrafił ludźmi zarządzać. Podejrzewano jego śmierć, prawdopodobnie rozerwała go kolubryna, a może dostał się do niewoli i tam zginął.

W święta Szwedzi znowu atakowali a klasztor odpowiadał taką samą siłą. Dowództwo było załamane. Wrzeszczowicz wpadł na pomysł, aby zmusić klasztor do jakiegokolwiek okupu, wówczas będą mogli odstąpić i udać się za rozkazem króla do Prus. Miller pochwalił ten pomysł. Wysłano poselstwo po okup 40 tys. od mnichów i 20 tys. od szlachty. Szwedzi czekali na odpowiedź. Dostali z klasztoru jedynie opłatki. Miller był wściekły. Wydawał rozkazy i ciemną nocą Szwedzi szykowali się wśród hałasów.

Rano do bram twierdzy zapukał jakiś chłop twierdząc, że przywiózł mięso dla ludzi. Zapytany, jak udało mu się przejść Szwedów odrzekł, iż nie widział żadnych Szwedów. Nastał wielka radość, otworzono bramy i wierni poczęli napływać do kościoła z różnych okolic.

ROZDZIAŁ XX

Kmicic z Kiemliczami podążali na południe do króla. Słyszeli już o mniejszych oddziałach stawiających opór w Wielkopolsce i o pułkach prowadzących wojnę podjazdową przeciwko Szwedom. Wielu zgłasza się do Potockiego i Lubomirskiego. Wszędzie nowy entuzjazm i dość duży opór wobec wroga. Nawet górale chcieli odbić Kraków i zeszli z gór, ale nie poradzili sobie. Rozmowa z Kiemliczem potwierdziła informacje o obleganiu Radziwiłła w Tykocinie. Kmicic przypominał, aby nie zdradzali jego nazwiska, ale mogli mówić o Częstochowie.

Jan Kazimierz wydał uniwersał, w którym pisał o swojej miłości do kraju i zachęcał, aby wszyscy powstali przeciwko Szwedom.

Czytano go wszędzie, nawet w obozie Karola Gustawa. Szwedzki władca wysyłał listy z obietnicami do magnatów polskich, a do generałów rozkazy tępienia powstań i oddziałów chłopskich. Szwedzi niszczyli i pacyfikowali miasta, nie mieli dla nikogo litości.

ROZDZIAŁ XXI

Przybyli do Głogowej. Babinicz był na mszy, podczas której zobaczył Jana Kazimierza leżącego na posadzce i modlącego się. Pytał o niego pewnego szlachcica Ługowskiego, dworzanina królewskiego. Ten dowiedziawszy się o Częstochowie, zabrał go przed majestat do komnat królewskich. Tam o wszystkim opowiedział królowi i zebranej szlachcie, o swojej roli także. Opowiedział o skazaniu na śmierć przez Millera i podpiekaniu go przez Kuklinowskiego. Wszyscy słuchali z zadziwieniem. Tylko kanclerz Koryciński był nieufny i mówił, iż wielu przybywa do króla dla nagród, a większość kłamie.

Wtedy Kmicic poprosił króla o łaskę, chciał, aby kanclerz zobaczył ranę, czego ten się dopraszał. Król i Maria Ludwika wierzyli mu. Na stronę poszli z kanclerzem i Tyzenhauzem. Potwierdzili rany, a król zapowiedział, iż już go od siebie nie puści.

Kmicic opowiedział o nastrojach w armii i wśród szlachty, wszyscy czekają na powrót króla, aby powstać i przepędzić wroga z kraju. Król narzekał na humory szlachty i boi się wracać, bo przecież nie wiadomo, czy szlachta znów się go nie wyrzeknie. Tak jak zrobił to Razdiwiłł. Bogusław mimo wszystko doniósł mu, iż miał propozycję od pewnego szlachcica za sto czerwonych rubli porwać króla i Szwedom oddać.

Pana Andrzeja coś tknęło i dopytywał, któż to mógł taki czyn obiecywać. I król powiedział, że tym zdrajcą jest Kmicic. Wówczas młodzieniec zaprzeczał, to nie jest prawda i zemdlał.

Król zastanawiał się nad powrotem, a królowa zachęcała go do tego z całego serca. Przekonywała w długim przemówieniu, iż nie może pozostawiać swego narodu na pastwę losu i musi wracać. Postanowiono zatem wyruszyć do Opola, a potem do kraju.

oprac.t.1 r. 1-7t.1 r. 8-14t.1 r. 15-26t.2 r. 1-10t.2 r. 11-21t.2 r. 22-32t.2 r. 33-40t.3 r. 1-10t.3 r. 11-19t.3 r. 20-30Interpr./charakter.Kmicic i Oleńka
Podziel się ze znajomymi
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on VK
VK

Kontynuując czytanie, zgadzasz się z politykę cookies na tej stronie. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close