Epoki literackie, analizy wierszy, poradniki, słownik, piosenki

mistrz i małgorzata streszczenie

Oprac. R. 1-6 R. 7-15 R. 16-23  Rozdziały 24-32   Int./Char.

24. Wydobycie mistrza

W pokoju Wolanda pili alkohol z Azazellem, Fagotem, Hellą i Behemotem. Azazello nie opowiadał, jak bardzo chciał zabić barona, musiał to zrobić. Strzelił mu w serce. Małgorzata była pod wrażeniem, sama też niedawno wpadła do mieszkania pewnego krytyka, który pogrążył mistrza. Azazello siedząc tyłem, strzelił z pistoletu do serduszka na karcie, które zaznaczyła Małgorzata. Kartę tą Hella włożyła pod poduszkę. Małgorzata załamana podziękowała za bal i jej podziękowano. Nie bardzo wiedziała, dokąd ma iść, chciała się utopić. Wówczas Woland odczytał jej myśli. Ona gotowa była zrobić dla niego wszystko raz jeszcze, bo chodziło jej o jedno. Woland kazał Małgorzacie wypowiedzieć jedno życzenie. Po krótkim zastanowieniu powiedziała, że pragnie, aby nie podawano już chusteczki Friedzie. Wszyscy byli zaskoczeni. Uzasadniła to tym, że obiecała Friedzie. Woland zgodził się, wezwała Friedę i Woland oznajmił jej łaskę. Natomiast Małgorzacie nakazał wymyślić inne życzenie. Zawołała głośno, że chce z powrotem swojego mistrza. Do komnaty wdarł się wicher i pojawił się mistrz w szlafroku i kapciach.

Najpierw roztrzęsiony, po wypiciu napoju podanego przez Korowiowa rozpoznał Małgorzatę i wracał do sił. Opowiadał o młodym Bezdomnym, którego spotkał w szpitalu. Opowiadał mu o Wolandzie i spotkaniu w parku. Woland zapytał, dlaczego Małgorzata nazywa go mistrzem? Ponieważ miała za dobre mniemanie o powieści, jaką napisał o Poncjuszu Piłacie. Mimo że spalił rękopis, Behemot wydobył jeden maszynopis i Woland go zobaczył. Małgorzata chciała być z mistrzem jak dawniej. Wezwano gospodarza domu, Mogarycza, który po ukazaniu się artykułu krytycznego zadenuncjował mistrza. Woland osobiście wysłał go przez okno daleko stąd. Następnie wymazano z kart szpitala ślady po mistrzu, a z dzienników budowlanych Mogarycza, który nigdy nie mieszkał u mistrza.

Wpadła Natasza z prośbą, aby Małgorzata pozwoliła zostać jej wiedźmą na stałe. Pojawił się też były wieprz, Mikołaj, który zażądał zaświadczenia, gdzie spędził noc. Na balu u szatana, napisał mu usprawiedliwienie Behemot z Hellą. Warionucha prosił o wyzwolenie, gdyż nie chciał już być wampirem. Azazello zgodził się pod warunkiem, iż ten nie będzie nigdy nikogo wyzywał przez telefon. Woland zażyczył sobie zostać z mistrzem i Małgorzatą. Namawiał mistrza, aby wypełnił sobie życie nowymi wyzwaniami, na przykład Alojzym. Dał Małgorzacie na pamiątkę złotą podkówkę, której nie chciała przyjąć. Wyszli pożegnać Wolanda ze świtą wsiadających do samochodu. Małgorzata zorientowała się, że zgubiła gdzieś podkówkę i nawet krzyknęła przestraszona. Azazello wrócił na chwilę sprawdzić, co się stało.

Pod mieszkaniem mistrza, piętro niżej mieszkała Annuszka, ta od rozlanego oleju. Nazywano ją Annuszką- Gangreną. Trafiła na korytarzu na zbiegającego w kalesonach mężczyznę z walizką w ręku, był to Mogarycz. Wyleciał następnie nogami przez okno, ale jego zwłok nie znalazła na asfalcie. Następnie z mieszkania numer 50 wybiegł następny gość nieco prosiakowaty. Z kolei trzeci w samej koszuli również wyfrunął przez okno. Następnie widziała mistrza z Małgorzatą, a za nimi nagą kobietę z walizeczką. Coś stuknęło o podłogę i Annuszka odczekawszy chwilę, podniosła z podłogi zawiniątko. To była złota podkówka. Zamierzała zanieść ją do siostrzeńca, ale nie wiadomo skąd stanął przy niej cudzoziemiec (Azazello) i przyduszając ją, odzyskał podkówkę. Dał jej za to 200 rubli znaleźnego.

W tym czasie Małgorzata w starym mieszkaniu mistrza przeglądała powieść, ocalałe bruliony.

25. Jak procurator usiłował ocalić Judę z Kiriatu

Piłat siedział w swojej komnacie i popijał wino, a na dworze wielki huragan z ulewą oblewał Jeruszalaim. Odwiedził go człowiek przemoczony w kapturze. Procurator kazał mu przebrać się i wysuszyć. Gość pozwolił na odesłanie kohorty wojska. Procurator narzekał na miasto, w którym wiecznie są jakieś problemy, donosy, fanatycy i magowie, czarnoksiężnicy. Lada moment może wybuchnąć w Jeruszalaim jakaś rewolucja i zawsze trzeba mieć się na baczności. Przybysz gwarantował, że Bar Rabban będzie śledzony. Opowiedział o kaźni Jeszui, który nie chciał wypić napoju i powiedział, że nie ma żalu do nich za swoją śmierć. Gość, komendant tajnej służby w Judei, potwierdził śmierć wszystkich skazanych, a procurator nakazał usunięcie zwłok. Zapytał o pieniądze dla Judy z Kiriatu, który podejmował Jeszuę. Ma on zgłosić się do pałacu Kajfasza i odebrać je wieczorem. Juda ów to młody człowiek. Komendant miał na imię Afraniusz i mówił o słabości do pieniędzy Judy. Piłat dobitnie mówił o swoim przeczuciu, jakoby tej nocy Juda z Kiriatu zostanie zasztyletowany, a pieniądze, jakie otrzymał od Kajfasza zostały zwrócone arcykapłanowi i wywołały skandal. Afraniusz z początku nie rozumiał, lecz szybko pojął, iż to on i jego ludzie mają to zrobić. Przed oddaleniem się otrzymał od Piłata sakiewkę z pieniędzmi pod pretekstem długu, jaki miał u niego procurator.

26. Złożenie do grobu

Piłat bawił się przez chwilę z psem Banga. W tym czasie zapadał wieczór i postać tajemniczego mężczyzny przyszedł do kobiety Nisa. Był to Afraniusz znający ową mężatkę i jej uboczne zajęcia. Poprosił ją ze sobą. Ta szybko ubrała się i służącej kazała przekazać mężowi, iż poszła do swojej znajomej. Tymczasem młody Juda szedł do Kajfasza po obiecane mu za zdradę Jeszui pieniądze. Kiedy potem wychodził, spotkał Nisę. Znali się wcześniej i poprosił ją o schadzkę. Wyznaczyła mu ją poza Jeruszalaim w grocie, do której poszła, a on miał tam zjawić się idąc jakiś czas za nią. Gdy Juda dochodził do groty, zobaczył dwóch bandytów. Zabrali mu pieniądze, 30 tetradrachm i mimo próśb młodzieńca, zasztyletowali go. Afraniusz obserwował to wszystko i po upewnieniu, że Juda nie żyje, poszedł zdać relację procuratorowi.

Tłumaczył Piłatowi swoje podejrzenia. Miał rację procurator, Juda został zabity. Ponieważ szpiedzy komendanta tajnej służby zgubili go z oka, dlatego Afraniusz oddaje się do dyspozycji sądu i procuratora. Ten nie widzi w nim żadnej winy i oddala pomysł oskarżania go o cokolwiek. Cieszył się z reakcji, jaką wywołało podrzucenie Kajfaszowi pieniędzy danych Judzie. Wezwany Afraniusz był świadkiem zmieszania kapłana. Z kolei Piłat ustalił z komendantem oficjalną wersję, według której Juda oddalił się z miasta, by popełnić samobójstwo. Zameldował procuratorowi o pochowaniu Dismosa i Gestasa. Natomiast zwłoki Jeszui zabrał Mateusz Lewita. Odnaleziono go wraz z ciałem w jednej z grot całkiem obłąkanego. Prawo jednak mówi, iż każdy może pochować skazańców, więc Mateusz nie popełnił przestępstwa. Nie chciał też odejść od ciała Jeszui, podał strażnikom nóż chlebowy, aby, jeśli chcą, zabili go. Nie zrobili tego. Udało się uspokoić owego szaleńca.

Razem ze zwłokami trzech skazańców zawieziono go daleko do wąwozu i pochowano w ziemi. Otulono ich ciała w chitony. Na palce nałożono im pierścienie, Jeszui z jednym nacięciem, Dismosowi z dwoma, a Gestasowi z trzema. Dowódca Tolmaj kazał zasypać dół i zasypać kamieniami. Zapamiętał też znak, aby móc trafić tam. Piłat kazał wypłacić im nagrody, naganą ukazać wywiadowcę, który spuścił z oka Judę. Piłat pożegnał Afraniusza, dając mu na pamiątkę pierścień. Kazał wpuścić do siebie Mateusza.

Rozmawiał z Mateuszem o jego czynie. Chciał go nakarmić, lecz mężczyzna odmawiał. Okazało się, iż posiadany przez niego nóż ukradł sklepikarzowi. Ze wszystkich sił pragnął zemścić na osobie, którą oskarżał o śmierć Joszui. Tą osobą był Juda. Piłat powiedział, że nie musi tego robić, bowiem Juda został zabity i to Piłat go zabił. Następnie zaproponował Mateuszowi pracę, ponieważ lubi księgi. Piłat namawiał go, by został na służbie cesarza, ale Mateusz nie przyjął posady, ani pieniędzy, gdyż Piłat zabił Jeszuę.

27. Zagłada mieszkania numer pięćdziesiąt

Małgorzata doczytała ten rozdział do końca i przeciągnęła się. Poszła do pokoju, aby zobaczyć śpiącego mistrza. W tym czasie w Varietes i na Sadowej pod nr 50 trwało intensywne śledztwo. Poszukiwano Wolanda, który nigdzie i nikomu się nie meldował. Szukano też personelu teatru i skrupulatnie przeszukano mieszkanie na Sadowej. Nie znaleziono niczego. Piotrowicz z komisji nadzoru widowisk wrócił do garnituru, kiedy tylko pojawiła się milicja. Zaakceptował wszystkie decyzje podpisane przez garnitur podczas swojej nieobecności. W hotelu w Leningradzie odnaleziono Rimskiego w szafie jednego pokoju. Do Moskwy leciał z Jałty Lichodiejew. Nie znaleziono jeszcze Warionuchy. Poszukiwano porwanej wprost z trumny głowy Berlioza. Strawińskiemu udało się uspokoić grupę urzędników śpiewających „Morze przesławne”. W szpitalu znaleziono i przesłuchiwano Nikanora Bosego, konferansjera z Varietes, a także Bezdomnego. Wszyscy oni padli ofiarą gangu Woldana. Iwan Bezdomny bardzo się zmienił. Opowiadał o ubiegłej środzie i pobycie w parku zupełnie inaczej niż przedtem, z powagą i rzeczowo. Oświadczył także, iż nie będzie już nigdy pisał wierszy.

Robiono częste naloty na mieszkanie nr 50 na Sadowej. Raz, z niedzieli na sobotę. widziano barona Meigla wchodzącego tam, lecz po wejściu nie zastano nikogo. Po powrocie Lichodiejewa śledczy doszli do wniosku, iż został on uprzednio zahipnotyzowany. Zamknięto do aresztu Warionuchę, który prosił o opancerzoną celę, podobnie prosił o nią Rimski. Przesłuchiwano wszystkich, przeczytano też zaświadczenie Mikołaja o udziale w balu u szatana.

Dano im znać o kocie siedzącym na oknie mieszkania na Sadowej słyszalnej tam muzyce. Wkrótce wielu agentów zdążało po schodach do mieszkania Berlioza. Siedział tam Korowiow i Azazello przy śniadaniu. Próbowali złapać kota, ale ten wyciągnął broń. Zanim wystrzeli, sam został ranny. Następnie napił się łyk benzyny i zaczął uciekać po meblach. Agenci próbowali go złapać, lecz bez skutku. Wreszcie rozlał benzynę i zapaliło się wszystko bardzo intensywnie. Widzowie zobaczyli na podwórku wylatujące osoby z okna pod 50tką, była tam też naga kobieta.

28. Ostatnie przygody Korowiowa i Behemota

Polecieli do restauracji Gribojedowa. Archibald, kierownik, traktował ich, jak najważniejszych gości. W pewnym momencie poszedł do spiżarni i wziął dwa jesiotry. Kiedy wyszedł, do restauracji weszło trzech mężczyzn strzelając do Behemota. Siedzący przy stole znikli, ale strzały wywołały pożar.

29. Przesądzone zostają losy mistrza i Małgorzaty

Woland i inni stali na wzgórzu. Przybył do nich Mateusz Lewita. Ten, kto go przysłał, życzył sobie, by mistrza i Małgorzatę Woland zabrał do siebie. Zasłużyli na spokój, nie na światłość. Woland powiedział, że zrobi według życzenia.

30. Czas już! Czas!

Mistrz i Małgorzata byli w domu, kiedy odwiedził ich Azazello. Zaprosił ich w imieniu Wolanda na spacer, przywiózł wino, które pamięta czas Piłata. Kiedy je wypili, upadli na podłogę i Małgorzata krzyczała, że zostali otruci. Nazywała Azazella mordercą. Mistrz zorientował się, został zabity. Lecą na koniach ponad miastem, a za nimi dom pozostaje w ogniu. Mistrz przyleciał pożegnać się z Iwanem u Strawińskiego. Po jego odlocie Iwan dowiedział się, że w obok w osiemnastce umarł jego sąsiad. Iwan domyślił się i powiedział pielęgniarce, iż jeszcze jedna osoba umarła w mieście teraz, tą osobą była kobieta.

31. Na Worobiowych Górach

Burza przeminęła. Na wzgórzach zatrzymali się wszyscy. Woland powiedział do mistrza, by pożegnał się na zawsze z miastem. Mistrz podszedł do krawędzi i popatrzył na miasto po raz ostatni.

32. Przebaczenie i wiekuista przystań

Jechali długo i Małgorzata widziała, jak mistrz zmienia się. Jego włosy posiwiałe kołyszą się na wietrze. Podobnie Woland i pozostali wrócili do swoich postaci, poprzednie okazały się kamuflażem. Zatrzymali się przy wielkim tronie. Siedział na nim człowiek. Woland wyjaśnił mistrzowi, iż powieść jego nie ma jeszcze końca. Oto przed nimi od 2000 siedzący bohater i jego wierny pies. Tylko w pełnię odzywa się i chciałby rozmawiać z Ha-Nocri, lecz nikt mu nie odpowiada.

Woland pozwolił krzyknąć i uwolnić więźnia marmurowego tronu. Runęły skały i mistrz chciał podejść do Piłata. Nie uzyskał pozwolenia. Woland wskazał im drogę, którą mieli pójść i odjechał w dal. Mistrz i Małgorzata pozostali. Pozostali w domu swojego wiecznego spokoju.

Epilog

W Moskwie jeszcze przez jakiś czas panował chaos. Po tym jak 2 tys. ludzi wyszło nago z Varietes mówiono różne historie i prowadzono śledztwo. Wydarzenia miały miejsce podobno z powodu bandy hipnotyzerów. Wiele czarnych kotów zginęło po opuszczeniu miasta przez Wolanda. Wieści rozchodziły po całym kraju i wkrótce ofiarą prześladowań padło wielu niewinnych ludzi z opisu przypominających Korowiowa i Wolanda. Nie wierzono też w wyjazd Lichodiejewa do Jałty, chociaż milicja tamtejsza widziała go bosego. Mówiono, iż winnym wszelkiego zła był Korowiow, najbardziej niebezpieczny hipnotyzer. Małgorzata i jej służąca Natasza także zostały porwane przez bandę. Nie rozumiano, dlaczego i po co porwano z zakładu psychiatrycznego chorego mianującego się mistrzem. Na tym śledztwo się skończyło. Bengalski zrezygnował z pracy w teatrze. Warionucha zmienił się i był wyjątkowo grzeczny dla wszystkich. Rimski postarzał się całkiem i także zrezygnował z pracy. Podjął pracę w teatrze lalek. Jego miejsce w Varietes zajął Mogarycz. Andrzej Fokicz zmarł na raka wątroby.

Profesor Iwan Nikołajewicz Ponyriow zrezygnował z pseudonimu Bezdomny, co roku wiosną wychodzi na Patriarsze Prudy i siedząc w milczeniu patrzy na pełnię księżyca. Spotyka mężczyznę o prosiakowatej twarzy. Mężczyzna ów patrząc na księżyc żałuje bardzo, iż nie poleciał z nią wtedy, a zażądał zaświadczenia. Budzi profesora nocą pełni księżycowej blask światła, kiedy włócznia przebijała serce Gestasa. Iwan widzi zakończenie historii Piłata, który odchodzi podobnie jak odchodzi mistrz i Małgorzata. Piłat z Jeszuą kroczy po owym świetle. Iwan zasypia wtedy spokojnie i budzi się zupełnie zdrów.

Moskwa, 1928–1940

KONIEC

Oprac. R. 1-6 R. 7-15 R. 16-23  Rozdziały 24-32   Int./Char.
Oprac. R. 1-6 R. 7-15  Rozdziały 16-23  R. 24-32 Int./Char.

16. Kaźń

Centuria pod dowództwem Marka Szczurza Śmierć otoczyła Nagą Górę, na której po trzech godzinach od wyroku miała odbyć się egzekucja. Pilnowano więźniów, aby nikomu nie przyszła ochota na odbijanie ich. Był tam człowiek, którego nie widzieli wszyscy i on z dala obserwował miejsce kaźni. Był też jeden, który bardzo cierpiał i przezywał się głupcem, rozmawiał sam ze sobą. Był to Mateusz Lewita. Poprzedniego dnia był z Jeszuą w Bettagium u pewnego ogrodnika. Potem pozwolił, aby Jeszua poszedł sam do Jeruszalaim. To był jego pierwszy błąd, którego nie mógł sobie darować. Miał później iść do miasta, ale nagle zachorował i nie mógł się ruszyć. Przeczuwał coś złego i w Jeruszalaim usłyszał złą wiadomość, wyrok procuratora na Jeszuę. W drodze kaźni, widząc cierpienie Jeszui chciał przedrzeć się przez strażników i zabić go, ratując od cierpień. Potem chciał sam zginąć. Nie udało mu się tego dokonać.

Po czterech godzinach kaźnie nie udało mu się uratować od cierpień Jeszui, dlatego wyrzucał sobie to i cierpiał. W desperacji krzyczał na Boga i określał go mianem tyrana. Zobaczył, że świat się zmienił i za chwilę nad nimi pojawi się burza. Ale czy to coś zmieni w życiu Jeszui? Spojrzał w dół na wojska i zauważył zmiany, bezład i Marka Szczurzą Śmierć. Dismos cierpiał, ponieważ nie tracił przytomności. Jeszua omdlał, a głowa mu zwisła i oblepiły ją muchy, w ciało wbiły się owady ssąc je. Strażnik podał na włóczni gąbkę z wodą i Jeszua ssał ją. Oburzył się Dismos, który czekał w kolejce na wodę. Strażnik przebijał im serca włócznią. Ciemność okryła Jeruszalaim i nagle z nieba lunął deszcz. Centurie uciekały w popłochu, a za nimi lała się woda strumieniem. Mateusz przedostał się do nóg Jesziu i wyzwolił je z pęt, potem ramiona i zdjął jego ciało z krzyża. Potem zdjął również pozostałe ciała z krzyży.

17. Niespokojny dzień

Przed Varietes zbierała się cały dzień wielka kolejka. Tysiące ludzi chciało kupić bilety i dostać się na przedstawienie. W końcu wezwano milicję, a personel teatru uciekł ze strachu. Kiedy na prośbę władz powrócił do pracy rozpoczęto poszukiwania Rimskiego. Sprowadzono psa, ale dyrektora nie odnaleziono. Komisja śledcza poszukiwała umowy z Wolandem. Nie było to łatwe. W biurze turystycznym o żadnym Wolandzie nie słyszano. Sprawdzono także w domu Lichodiejewa, bez rezultatu. Znikło całe kierownictwo teatru. Odwołano spektakl. Łastoczkin, księgowy, miał dotrzeć do komisji widowisk i wpłacić wczorajszy utarg ponad 20 tys. rubli. Taksówkarze nie chcieli go zabrać. Okazało się, że wręczone im przez wczorajszych klientów czerwońce zamieniały się w pszczoły.

W komisji zastał wielka panikę i nieład. Kiedy wszedł do gabinetu Piotrowicza, zobaczył siedzący za biurkiem pusty garnitur w krawacie. A potem rozpoznał głos znajomego urzędnika. Sekretarka opowiedziała księgowemu, jak to przyszedł wielki kocur do Piotrowicza, a ten zdenerwowany powiedział „A niech mnie diabli porwą” i kocur odrzekł, że da się to zrobić. Księgowy wyszedł stamtąd do oddziału komisji. Tam też zastał wielki bałagan. Rozsiani po różnych zakątkach budynku chórzyści śpiewali tę samą piosenkę z wielką dokładnością i zgodą. Wezwany lekarz roznosił wszystkim środki uspokajające. Od sekretarki dowiedział się, iż w filii był gość w kraciastych spodniach. Przedstawił się jako specjalista w dziedzinie tworzenia chórów. Zaśpiewał gamę i wszyscy powtarzali po nim, nawet kiedy go nie było ludzie śpiewali.

Kilka godzin później wszystkich śpiewających załadowano na ciężarówkę i skierowano do profesora Strawińskiego. Kiedy Łastoczkin znalazł w końcu kasę i chciał wpłacić pieniądze, na dźwięk słów, że jest z Varietes, kasjer zasłonił okno siatką. Po jakimś czasie otworzył okienko, a księgowy wypełnił blankiet wpłat. Wówczas został aresztowany, ponieważ kasjer wskazał go milicjantom jako jednego ze sztukmistrzów z Varietes.

18. Pechowi goście

Do Moskwy przybył Maksymilian Popławski, wuj Berlioza. Dostał on telegram, w którym Berlioz napisał samodzielnie, że został przejechany przez tramwaj i podał datę i godzinę pogrzebu. Uważał telegram za niedorzeczny, ale bardzo zależało mu na przeniesieniu się do Moskwy z Kijowa. W zarządzie mieszkań nikt nie był w stanie udzielić mu informacji, pojechał więc do mieszkania. Otworzył mu kot i przywitał Korowiow, który udawał zmęczonego i zapłakany po stracie Berlioza poszedł się położyć. Kiedy do Popławskiego odezwał się kot, który przyznał się do napisania telegramu, wówczas gościowi zrobiło się słabo. Wygonił go z mieszkania i radził, by wracał do Kijowa, aby nie myślał o powrocie do Moskwy. Wezwał też Azazella, był to niski kulawiec w obcisłym czarnym trykocie, z nożem za pasem, rudy, z żółtym kłem, z bielmem na lewym oku. Złapał kurę na schodach i uderzył w głowę Popławskiego, urywając udko. Minął nieznajomego pytającego o mieszkanie Berlioza. Podejrzewał, iż człowiek ten będzie zaraz wracał i schował się w komórce na dole. Widział człowieka wybiegającego z domu, w mokrych spodniach i śladami pazurów na głowie. Popławski pojechał na dworzec.

Człowiekiem, którego minął Popławski, był bufetowy Andrzej Soków z Varietes. Otworzyła mu dziewoja naga i wszedł do środka mieszkania Berlioza. Poprosił o rozmowę z Wolandem i ten zarzucał mu nieświeżego jesiotra w bufecie. Ale nie z tym przyszedł Soków. Chodziło o czerwońce, którymi płacili klienci teatru po spektaklu. Okazały się fałszywe. Azazello podał mu krzesło, z którego spadł i oblał spodnie winem. Woland zapytał, czy Soków jest biedny? Wówczas dało się słyszeć głos dziewczyny. Powiedziała, że bufetowy ma 249 tys. rubli w pięciu oddziałach kasy i w domu pod podłogą 200 złotych dziesiątek. To zdziwiło bufetowego. Dalsza rozmowa przebiegała w takiej samej atmosferze. Powiedziano nawet, że Soków umrze za 9 miesięcy w klinice Pierwszego Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego na sali numer cztery, a powodem śmierci będzie rak wątroby. Bufetowy zestarzał się. Potem wyjął kawałki papieru, które pozostały mu po wczorajszych klientach, ale zdziwił się, gdyż okazały się być rublami. Następnie wybiegł stamtąd. Na schodach kapelusz zamienił się w kota, który porysował mu głowę. Pobiegł do apteki zapytać o specjalistów od chorób wątroby. Zrobiono mu opatrunek głowy. Dowiedział się o profesora Kuźmina.

Pobiegł do niego i przedstawił swoją sytuację, o której dowiedział się od Wolanda. Profesor zalecił mu badania i powiedział, iż w obecnej chwili nic mu nie grozi. Bufetowy zostawił słupek złota i czerwońce. Kiedy jednak profesor wychodził z gabinetu, zauważył, iż zamieniły się w etykietki z butelek „Abrau-Durso”. Po powrocie do gabinetu zastał tam kota pijącego mleko. Kazał pielęgniarce zabrać go i zobaczył skaczącego dużego wróbla. Potem zadzwonił po pijawki i gdy się odwrócił, za biurkiem siedziała siostra, a raczej z kłem Azazello. Miał torbę z napisem „pijawki”. Profesor Bourre przybył do Kuźmina i leczył go pijawkami, pocieszał kolegę.

Część druga

19. Małgorzata

Małgorzata to imię ukochanej mistrza, która o nim nie zapomniała. Była piękną 30-letnią kobietą, miała męża, dobrego człowieka, który dokonał pewnego odkrycia i bardzo ją kochał. Tak jak umówiła się z mistrzem, przyszła do niego następnego dnia, ale jego już nie było. Wróciła do domu i tej nocy przyśniło się jej, że mistrz stoi w drzwiach jakiegoś domku i przywołuje ją do siebie. Zmarł i ona także wkrótce umrze lub też nie zmarł i niedługo zobaczą się. Obudziła się i poszła do małego pokoju. Tam z szafy pełnej rupieci wyciągnęła rękopis nieco nadpalonej powieści, książeczkę oszczędnościową i fotografie mistrza. Przeczytała fragment o Jeruszalaim, które tego dnia pod wpływem wielkiej nawały znikło. W Natasza, jej służąca opowiadała, jak to poprzedniego dnia z Varietes wyszło wielu ludzi poprzebieranych w cenne ubrania, które potem znikły i byli nadzy. Małgorzata podarowała jej pończochy i flakon perfum. Poszła na miasto.

Siedziała pod murami Kremla i obserwowała pogrzeb Berlioza, przewodniczącego Massolitu. Odprowadzający go myśleli zapewne o tym, gdzie podziała się jego głowa. Rozmawiał z nią Azazello i od niego dowiedziała się, że ktoś ukradł z trumny głowę. Zapytała o krytyka Łatuńskiego, który być może jest w kondukcie żałobnym. Chciała widzieć, jak wygląda krytyk jej mistrza. Nieznajomi chcieli zaprosić ją do wielkiego artysty na wieczór, chciała odmówić, lecz zacytowali jej myśli i fragment książki o Piłacie. Wróciła do niego i do rozmowy. Przedstawił się, że nazywa się Azazello. Domyśliła się, iż nieznajomy wie o mistrzu i ten powiedział, że mistrz żyje. Następnie dał jej złote puzderko z kremem, jego zdaniem przez ostatnie pół roku bardzo się zestarzała ze zmartwień. Wieczorem o wpół do dziesiątej ma się nakremować cała i czekać na telefon. Zostanie dostarczona do artysty i nikt się o tym nie dowie. Małgorzata zastrzegła, domyślała się, że ktoś ją w coś nieczystego wciąga, lecz postanowiła iść za głosem serca i zrobić wszystko, by zobaczyć się ze swoim ukochanym mistrzem.

20. Krem Azazella

Małgorzata smarowała się kremem i wkrótce przed lustrem zobaczyła siebie o 10 lat młodszą. W każdej jej komórce w środku kipiała radość. Na karteczce napisała: „Przebacz mi i zapomnij o mnie jak najszybciej. Opuszczam cię na zawsze. Nie szukaj mnie, to się na nic nie zda. Na skutek klęsk i nieszczęść, które na mnie spadły, zostałam wiedźmą. Czas na mnie. Żegnaj.” Unosiła się nad podłogą i latała po mieszkaniu. Służąca Natasza nie mogła jej poznać. Małgorzata usiadła na oknie i próbowała zaczepić Mikołaja Iwanowicza. Azazello zadzwonił do niej i kazał jej lecieć, a nad bramą krzyknąć „Niewidzialna”. Potem miała polatać nad miastem i udać się nad rzekę, gdzie czekają na nią. Odlatując na miotle, żegnała Mikołaja Iwanowicza, który z wrażenia spadł z ławki.

21. Lot

Poleciała do mieszkania Łatuńskiego, krytyka, który zniszczył karierę mistrza. Nie było go, więc odkręciła wszystkie kurki i wiadrami nosiła wodę do gabinetu. Podobnie rozrzucała ubrania i garnitury. Przestała, gdy gosposia z niższego piętra zaczęła dobijać się do drzwi, gdyż zalała ich woda. Przelatywała do okien i w niektórych zbijała szyby. W jednym mieszkaniu uspokajała samotnego chłopca. Gdy zobaczyła za oknem łunę, ruszyła w dalszą drogę. Wkrótce dostrzegła Nataszę. Służąca także nasmarowała się kremem, zamieniła w wieprza Mikołaja i on z nią leciał, ona na nim.
Poleciały obie nad wodę, kapały się. Był tam zlot wszystkich wiedź. Nazywały Małgorzatę księżniczką. Widziała tańczące rusałki i koźlonogiego. Wszyscy jej usługiwali, szykowali się do lotu do Moskwy, gdzie poleciała już Natasza. Koźlonogi wyczarował dla niej kabriolet, za kierownicą siedział gawron. Samochód wzbił się do góry i pomknęli do Moskwy.

22. Przy świecach

Wylądowali na cmentarzu w pobliżu Dorogomiłowa. Pojawił się Azazello, gawron spuścił w przepaść auto i odleciał. Razem z Małgorzatą udali się na Sadową do mieszkania Wolanda. Było tam zupełnie ciemno i pojawił się z latarką Korowiow. Tłumaczył zdziwionej Małgorzacie, że jest w stanie powiększyć każde pomieszczenie do olbrzymich rozmiarów, tak jak to, bo chodzi o piąty wymiar. W piątym wymiarze wszystko jest możliwe, ale ludzie go nie znają.

Chodziło o doroczny bal, który urządza Woland. Bal bez gospodyni nie jest prawdziwy. Wybrali ją, bo ma na imię Małgorzata, jest także mądra i pochodzi z miasta, gdzie ma odbyć się bal. Kobieta zgodziła się zostać gospodynią balu. Przeszli do innej sali, gdzie byli już wiedźma Hella, Azazello, kocur i Woland, książę ciemności. Z gwiazdką w oku świdrował wszystkich obecnych i zwracał się do Małgorzaty per królowo. Grał w szachy i posadził Małgorzatę koło siebie. Zapytał kota, dlaczego pozłocił sobie wąsy? Przedstawił Behemota, Azazella i Korowiowa Małgorzacie. Pokazał jej globus, który powiększał wskazane miejsca. Zobaczyła matkę z umierającym dzieckiem. To działalność Abbadona. Zdaniem Wolanda jest to postać równie sprawiedliwa dla wszystkich. Wezwał go i Abbadon wyszedł ze ściany w okularach. Przybyła Natasza z wieprzem. Woland kazał zaprowadzić go do kuchni, bo nie wypada pokazywać go na balu.

23. Wielki bal u szatana

Wykąpano Małgorzatę we krwi i wytarto liśćmi. Azazello i Korowiow zwracali się do niej per królowo Margot. Wiedli ją przez duszny las na salę pełną tulipanów. Była tam orkiestra dyrygowana przez samego Sztrausa. Zbliżała się północ i wreszcie nadeszli pierwsi goście. Korowiow przedstawił jej Jacques (Żaka), fałszerza pieniędzy i zdrajcę stanu, zdolnego alchemika. Potem hrabiego Roberta, kochanka królowej, zabójcę własnej żony. Zielona i gruba to pani Tofana. Sprzedawała kobietom eliksir zabijający mężów. Była też młoda kobieta z chusteczką. Miała na imię Frieda i wsadziła chusteczkę do ust męża, kiedy zakopała go w lesie. Teraz podtykano jej chusteczkę dla przypomnienia o grzechu i cierpienia. Zwróciła się z prośbą do Małgorzaty jako królowy, aby zabrano tę chusteczkę. Małgorzata obiecała jej to. Byli też cezar Kaligula i Messalina, ale nie zainteresowali Małgorzaty, podobnie jak nie wzbudził jej zainteresowania żaden z królów, książąt, kawalerów, samobójców, wisielców, dozorców więziennych i szulerów, katów, konfidentów i zdrajców, tajniaków, deprawatorów, żadna z trucicielek ani rajfurek. Następnie znalazła się w sali z basenem. Wykąpana we krwi znów oprzytomniała. Raz jeszcze pokazała się gościom i miała już dosyć balu.

Zobaczyła Wolanda z Abbadonem, a Azazello wniósł na tacy ludzką głowę. Woland zwrócił się do Berlioza i pytał, czy wszystko, co przepowiedział spełniło się? Następnie przemienił głowę w puchar na złotej nóżce. Do sali wszedł pełen strachu Meigel. Małgorzata widywała go w kawiarniach, więc on również zmarł, skonstatowała. Kiedy dowiedział się o przyjeździe Wolanda, chciał pokazać mu Moskwę, więc szatan skorzystał z okazji. Azazello zabił barona Meigela, aż trysnęła krew. Korowiow nabrał jej do kielicha i podał Wolandowi. Kiedy wypił, zmienił ubranie na bardziej oficjalne. Podał też kielich Małgorzacie. Gdy wypiła łyk, przeniosła się do domu, a bal zakończył się.

Oprac. R. 1-6 R. 7-15  Rozdziały 16-23  R. 24-32 Int./Char.
Oprac. R. 1-6  Rozdziały 7-15   R. 16-23 R. 24-32 Int./Char.

7. Fatalne mieszkanie

Stiopa Lichodiejew, dyrektor teatru Varietes, ocknął się rano w swoim mieszkaniu, które dzielił z nieboszczykiem Berliozem przy ulicy Sadowej. Historia mieszkania była nieco tajemnicza. Jej lokatorzy przed dwoma laty znikali, a o lokalu rozeszła się legenda. Miał ogromny ból głowy i nie mógł wstać. Pamiętał niewiele z poprzedniego dnia. W jakiejś restauracji trzymał serwetkę i próbował całować jakąś kobietę, która się broniła. Zobaczył się w lustrze bardzo zmizerniały, opuchnięty i zniszczony. Obok lustra siedział w fotelu nieznajomy, który przywitał go serdecznym „Dzień dobry”. Twierdził, iż dyrektor Lichodiejew wyznaczył mu spotkanie na 10.00, a jest 11.00, więc od godziny czekał. Nalał mu wódki i sam także wypił. Stiopa zaczynał sobie przypominać balangę z poprzedniego dnia i powrót z Chustowem taksówką do domu. Nieznajomy widział poprzedniego dnia właśnie Chustowa w gabinecie Stiopy, ale ma o nim najgorsze zdanie: drań, plotkarz, karierowicz i wazeliniarz.

Nieznajomy przedstawił się jako profesor czarnej magii Woland. Przybył do Moskwy, aby wystąpić w Varietes Stiopy, który za nic nie mógł go sobie przypomnieć. Pokazał umowę i odebraną już zaliczkę 10 tys. rubli a conto siedmiu spektakli, jakie miał zagrać. Stiopa nie pamiętał. Zadzwonił do niego Rimski, księgowy z teatru z informacją, że niemal gotowe są plakaty dla Wolanda. Dyrektor zauważył kota wałęsającego się po mieszkaniu. Przez cały czas wołał Grunię, służącą. Woland jednak wysłał ją do Woroneża na wczasy. Stiopa zobaczył drugiego obcego, nazywał go Azazello, a ten zwracał się do profesora per messer. Woland przedstawił kota jako swoją świtę. Stwierdził, iż w mieszkaniu jest za mało miejsca i Stiopa będzie musiał je opuścić. Azazello chciał przepędzić Stiopę z Moskwy. Kot warknął „Won” i sypialnia zawirowała. Dyrektor uderzył o framugę i myślał, że pada i zaraz umrze. Obudził się jednak nad morzem w Jałcie.

8. Pojedynek profesora z poetą

Iwan Bezdomny odzyskał świadomość. Wykąpał się, ubrał w piżamę i przeprowadzono z nim wywiad lekarski. Wszystko opowiedział. Zmierzono mu temperaturę. Wreszcie przybył do niego najważniejszy lekarz, doktor Strawiński. Jemu także zaczął opowiadać historię Berlioza i tajemniczego nieznajomego, który widział Piłata. W logicznym wywodzie wspominając ostatni dzień Strawiński wyjaśnił mu, iż jego zdaniem Iwan został przez kogoś przestraszony. Teraz powinien to wszystko opisać i podać na milicję, oni już zajmą się poszukiwaniem. Z kolei iwan powinien odpoczywać w ciszy i spokoju.

9. Głupie dowcipy Korowiowa

Nikanor Iwanowicz Bosy, prezes spółdzielni mieszkaniowej, to człowiek odpowiedzialny za wpuszczenie do mieszkania Berlioza komisji. Zabrali oni rękopisy, aby je uporządkować. Pojawił się tłum ludzi z podaniami, aby zamieszkać w mieszkaniu nieżyjącego. Bosy uciekł przed nimi do mieszkania Berlioza, zerwał pieczęć jego gabinetu i zastał tam Korowiowa. Był zaskoczony, kiedy tamten częstował go jedzeniem. Okazał się tłumaczem zagranicznego artysty zajmującego to mieszkanie, pana Wolanda. Został zaproszony przez dyrektora Varietes Stiopę Lichodiejewa. Wmówił Bosemu, iż Stiopa pisał do niego i prezes powinien przeszukać torbę. Rzeczywiście znalazł tam list. Bosy chciał zobaczyć się z Wolandem, ale artysta jest zajęty tresurą kota. Prezes zadzwonił do biura turystyki i tam potwierdzili informację o zamieszkaniu Wolanda. Podpisali więc umowę wynajmu mieszkania na tydzień za 3,5 tys. rubli, ale Korowiow nalegał na zwiększenie kwoty do 5 tys. i Woland w sypialni podpisał umowę. Bosy przeliczył świeże pieniądze, prosto z banku. Następnie dostał dwa bilety w pierwszym rzędzie na przedstawienie.

Wolandowi nie spodobał się prezes i Korowiow zadzwonił na policję podając się za niejakiego Timofieja Kwascowa jakoby Nikanor Iwanowicz Bosy handluje walutą i ma aktualnie w przewodzie wentylacyjnym w ubikacji 200 dolarów. Kiedy tylko Bosy wrócił do domu, siadł do obiadu, zadzwonił dzwonek. Weszło dwóch obywateli i skierowali się do łazienki. W przewodzie znaleźli w paczce dolary, chociaż prezes schował tam ruble. Jego żona krzyknęła, aby przyznał się, wtedy będzie krócej siedział w więzieniu. Aresztowano go i sąsiad Kwascow widział wszystko. Po jakimś czasie przybył ktoś po niego i razem zniknęli.

10. Wieści z Jałty

Rimski i Warionucha w Varietes martwili się o Lichodiejewa. Martwili się też o występy owego nieznajomego maga. Otrzymali oni depeszę od milicji w Jałcie. Znaleźli bowiem człowieka twierdzącego, że nazywa się Lichodiejew i jest dyrektorem Varietes. Warionucha uznał, iż musi to być jakiś samozwaniec. W depeszy prosił o uznanie go, pisał też o Wolandzie, który go zahipnotyzował. Rimski dzwonił do biura turystyki i dowiedział się. Woland mieszkał u Lichodiejewa. Rozważali czy to możliwe, aby Stiopa w nocnej koszuli dojechał do Jałty ponad 1000 km. Rimski nie mógł połączyć się z Jałtą, więc wysłał depeszę potwierdzającą charakter pisma Lichodiejewa.

Kiedy dodzwonili się do Lichodiejewa do domu, Korowiow powiedział, iż prezes Varietes pojechał samochodem za miasto. Rimski przypomniał restaurację „Jałta” i być może stamtąd nadaje depesze prezes. W kolejnej poprosił o 500 rubli, aby móc przylecieć do Moskwy. Warionucha wziął wszystkie dokumenty i miał zawieźć je na milicję. Dostał jednak telefon, w którym nieznajomy głos rozkazywał, aby nigdzie tych dokumentów nie woził. Nie posłuchał. W szalecie dwóch bandytów złapało go i zawiodło do mieszkania Lichodiejewa, gdzie zniknęli, natomiast pojawiła się ruda, zupełnie naga dziewczyna.

11. Rozdwojenie Iwana

Iwan miał problemy z pisaniem meldunku dla milicji. Cokolwiek napisał, wydało mu się idiotyczne. Płakał nad papierem. Przyszedł w końcu lekarz i dał mu zastrzyk. Iwan zastanawiał się nad tym, co widział i dlaczego tak się w to zaangażował. Powstał w nim drugi Iwan, który obalał wszystkie argumenty Iwana zamierzchłego. Ten ostatni wczuwał się we wczorajszą postać, nowy Iwan zaprzeczał faktom i przechodził nad nimi do porządku dziennego. Robił wszystko, aby uzmysłowić poecie, że robi z siebie durnia. Kiedy zasypiał, zobaczył na balkonie jakiegoś mężczyznę, który uciszał go przed spaniem.

12. Czarna magia oraz jak ją zdemaskowano

W Varietes trwało przedstawienie. Trio Giugli, mężczyzna, blondyna i chłopiec jeździli po scenie rowerami i u brzegu zatrzymali się. Rimski siedział w swoim biurze bezczynnie. Warionucha gdzieś przepadł, Lichodiejew przepadł, zepsuły się telefony w teatrze. O dziesiątej pojawił się goniec z informacją o przybyciu maga. Wyszedł mu na spotkanie. Woland miał na sobie frak niespotykanej długości i przedziwnego kroju oraz na twarzy małą czarną maseczkę. Towarzyszyła magowi dziwaczna para – chudy kraciasty osobnik w pękniętych binoklach i tłusty czarny kocur, który wszedł do garderoby na tylnych łapach, beztrosko zasiadł na kanapie i mrużył ślepia, bo go raziły nagie żarówki przy służących do charakteryzacji lustrach. Kiedy Rimski zapytał o rekwizyty, chudzielec wyczarował zza ucha kota zegarek Rimskiego.

Rozpoczęło się przedstawienie po zapowiedzi konferansjera. Na scenie w fotelu zasiadł Woland w wyczarowanym fotelu. Do swojego towarzysza zwracał się per Fagocie. Ten pokazywał sztuczki z kartami na dobry początek. Potem kazał talię odszukać człowiekowi w trzecim rzędzie. Niedowiarkowi z balkonu umieścił w kieszeni plik czerwonych rubli, a ponieważ wszyscy się domagali, z sufitu zleciały banknoty. Wszyscy sięgali po nie ze zdziwieniem.
Konferansjer Bengalski zaprzeczał prawdziwości pieniędzy. Ludzie kazali mu za to urwać głowę. Zrobił to kot, a Fagot trzymając głowę w rękach pytał tłum, czy wybaczyć człowiekowi, czy zabić. Kocur wsadził urwaną głowę na miejsce i nie pozostał nawet ślad po urwaniu. Następnie otwarto na scenie coś dla pań, garderobę najładniejszych ubrań. Skusiła się na nie jedna brunetka. Weszła na scenę i wybrała sobie piękną toaletę. W jej ślady na scenę wbiegały kolejne kobiety. Kiedy zamknięto sklep na scenie, Siemplejarow domagał się zdemaskowania wszystkich tricków, szczególnie z pieniędzmi i konferansjerem. Fagot, czyli Korowiow zdemaskował go i jego kochankę. Oświadczył bowiem, że wczorajszego dnia Siemplejarow był u niej pod pretekstem zebrania komisji, którego nie było. Zaczęła się awantura pomiędzy jego żoną a obecną w loży młodą aktorką. W tym momencie kocur Behemot krzyknął, że właśnie seans się skończył. Kazał też grać zaskoczonemu dyrygentowi.

13. Pojawia się bohater

Iwan rozmawiał z nieznajomym w swoim pokoju szpitalnym. Nie wiadomo, jak tamten dostał się do środka pomimo krat. Przedstawiali się sobie i iwan przyznał, że jest poetą, a tamten, że nie podoba mu się jego poezja, chociaż jej nie czytał, ale czytał inne wiersze. Na zakończenie rozmowy prosił, aby poeta więcej nie pisał wierszy. Poczym wyszedł na balkon i zniknął. Po chwili weszła pielęgniarka i pozostawiła Iwanowi światło do spania. Kiedy wyszła znów pojawił się gość. Pytał o powód bytności poety w szpitalu. Bezdomny opowiedział mu o Piłacie i Berliozie, a tamten uświadomił mu, że właśnie poprzedniego dnia owym nieznajomym był szatan. Poeta nie powinien podważać racji istnienia szatana, gdyż jest jego pierwszą ofiarą. Ponadto jako poeta powinien znać „Fausta” i sam wcześniej się domyślić, kim jest ów nieznajomy. Iwan poczerwieniał ze wstydu.

Gość wyjaśnia, że Woland potrafi wiele i każdego zakręci. Iwan w takim razie musi złapać szatana, gdyż ten przybył do Moskwy i może tu zdziałać wiele złego. Gość odradza, bo już raz Iwan próbował. Następnie zdradza, iż także siedzi w szpitalu z powodu Piłata. Wyrzekł się swojego nazwiska i jest mistrzem. Iwan prosi, aby opowiedział o swojej powieści. Ów gość to były historyk z muzeum zajmujący się przekładami. Był samotny i pewnego razu wygrał 100 tys. Kupił za nie mnóstwo książek i zaczął pisać powieść o Piłacie. Kiedy był raz na spacerze po drugiej stronie ulicy szła kobieta, w której się zakochał. Niosła obrzydliwe żółte kwiaty. Ona była mężatką, niestety, a on też miał wcześniej żonę, nie pamięta, jak się nazywała. Ich miłość była wielka. Przychodziła do niego w południe i z czasem oddawała się z wielkim zaangażowaniem powieści o Piłacie, tak jak mistrz. Właśnie wtedy zaczęła tkać mu czapeczkę i nazywać go mistrzem. Mówiła, iż w tej powieści jest jej całe życie. Kiedy skończył powieść, jakaś maszynistka przepisała ją w 5 egzemplarzach. Wtedy „M” zaczął mówić chaotycznie. Można było wywnioskować, iż zdarzyło się coś tragicznego w jego życiu. Zaniósł dzieło do wydawnictwa, ale odrzucono je tłumacząc, iż na dwa lata już mają materiał.

Pewnego dnia „M” zobaczył w gazecie krytykę Arymana, z owej redakcji. Przestrzegał wszystkich przed „M”, który napisał apologię Chrystusa. Iwan zaczął przypominać sobie fakty z przeszłości, ale nie pamiętał nazwiska pisarza. Publikacja powieści zniszczyła reputację pisarza, doprowadziła do choroby jego kobietę. Dał jej ostatnie 10 tys. w nadziei, że wyjedzie nad morze razem z nią. Sam położył się na łóżku i wzywał niewidzialną ośmiornicę, aby przyszła do niego i zakończyła śmiercią jego cierpienie. Nie zjawiła się jednak, a on nie pojechał z ukochaną nad morze. Ona wróciła do niego i prosiła, aby zaczął z nią pisać na nowo powieść. Obiecała też, że rozmówi się z mężem i wróci do niego już na zawsze, bo dłużej tak nie może. Nie widział jej potem, gdyż uciekła na mróz w palcie tylko i zamarzłby pewnie, gdyby go nie przywieziono do szpitala. Nie wierzy też w swoje wyleczenie, ponieważ Strawiński tylko z dobroci obiecuje mu zdrowie, lecz naprawdę nie ma dla niego szansy. Iwan nalega, prosi, aby „M” opowiedział mu, jak było z Piłatem, lecz ten zaklina się i nie chce mówić. Odchodzi, pozostawiając Bezdomnego w jego sali.

14. Chwała kogutowi!

Rimski obserwował przez okno, jak zachowują się widzowie po wyjściu ze spektaklu. Był wstrząśnięty. Chciał dzwonić gdzieś, zawiadamiać władze, ale wahał się. Oczywiście, wszystko zrzuci na nieobecnego dyrektora Varietes. W biurze pojawił się Warionucha. Opowiedział, jak to Lichodiejew spił się w knajpie w Puszkino i stamtąd depeszował. Upił oczywiście telegrafistę i dopisał „Jałta”. Teraz jest w izbie wytrzeźwień. Opowiedział także o wszystkich grzechach Lichodiejewa. Rimski był tymi wieściami zaskoczony. Zaczął patrzeć analitycznie na administratora i dostrzegł, że ten chowa się przed nim, kiedy mówi. Rzeczywiście zasłania się i ukrywa pod czapką. Dyrektor poczuł strach i wcisnął przycisk alarmowy, ale ten nie zadziałał. Zauważył także, iż nogi Warionucha nie rzucają cienia. Kiedy Rimski nie wytrzymał i chciał wybiec z pokoju, Warionucha dwoił się i troił, aby mu w tym przeszkodzić, zerkał także na dziewczynę w oknie. Był to jakiś trup kobiecy, którego zauważył Rimski. I wtedy zapiał kogut w ogrodzie. Rimski ze strachu postarzał się i posiwiał. Wybiegł z pokoju i z gmachu. Złapał taksówkę i popędził na stację kolejową, a tam wsiadł do ekspresu.

15. Nikanor Iwanowicz Bosy

Nikanor Iwanowicz Bosy został pacjentem Strawińskiego. Wymawiał się, że nie brał żadnych łapówek. To szatan Korowiow jest wszystkiemu winien i nawet widział go za plecami doktora, kazał poświęcić gabinet. Umieszczono go w sali 120 i dano wieczorem zastrzyk uspokajający. Nie mogli jednak spać pacjenci z sąsiedztwa, jeden poszukiwał głowy, inny wspominał ukochaną, a Iwan płakał. Potem zasnął i śniła mu się Naga Góra.

Oprac. R. 1-6  Rozdziały 7-15   R. 16-23 R. 24-32 Int./Char.
Oprac.  Rozdziały 1-6  R. 7-15 R. 16-23 R. 24-32 Int./Char.

Motto:
…Więc kimże w końcu jesteś?
– Jam częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc, wiecznie czyni dobro.
J. W. Goethe Faust

CZĘŚĆ PIERWSZA

1. Nigdy nie rozmawiaj z nieznajomymi

Akcja rozpoczyna się w Moskwie. Michał Aleksandrowicz Berlioz (40l.), redaktor miesięcznika literackiego i prezes stowarzyszenia literackiego, wraz z Iwanem Nikołajewiczem Ponyriowem (młody), poetą o pseudonimie Bezdomny, szli rankiem po Patriarszych Prudach. Zachodziło właśnie majowe słońce. Wypili napój morelowy i Berlioza rozbolało serce. Zobaczył przed sobą wysokiego mężczyznę, który kołysał się i był przeźroczysty. Mówił potem o poemacie antyreligijnym, jaki zamówił do kolejnego numeru gazety. Iwan napisał utwór o Jezusie, a Berliozowi chodziło o to, że Jezus w ogóle nie istniał. Pojawił się wówczas w alei nieznajomy (Woland). Z zeznań ludzi wynikało, że miał złote zęby, utykał na prawą nogę i był mały, choć inni twierdzili, iż był ogromny. Prawda była inna. Był to człowiek wysoki i z lewej strony miał koronki platynowe, z prawej złote, prawe oko miał czarne, a lewe zielone, brwi jedna wyższa, druga niższa. Miał rękawiczki i czapkę.

Kiedy usłyszał ich rozmowę, poprosił, czy może się przysiąść. Pytał czy oni wierzą w Jezusa i Boga, oni zaprzeczyli. On twierdził, że to cudowne. Co w takim razie zrobić z 5 faktami potwierdzającymi istnienie Boga? Chodziło też o przeprowadzony szósty dowód Kanta, który odrzucał poprzednie 5. Berlioz kazałby go zesłać. Nieznajomy zapewnia, iż Kant od dawna pozostaje dalej niż Solowki, miejsce zesłań. Mówi także o planowaniu i rządzeniu światem przez człowieka. Daje przykład człowieka chorego na płuca, któremu wydaje się, że ma władzę nad innymi. Kiedy jednak choruje, biega po lekarzach, wszyscy spisali go na straty i potem chowają go w drewnianej skrzynce i palą, bo jest już niepotrzebny. Lub drugi przykład człowieka, który wybrał się do Kisłowodska na wczasy i tam wpada pod tramwaj, ginie. Przecież wygodniej byłoby uważać, że to nie on tak zadecydował, lecz ktoś inny. Berlioz przez cały czas zastanawiał się nad pochodzeniem nieznajomego, Anglik czy Niemiec, a może Polak?

Nieznajomy (Woland) wyciągnął złotą papierośnicę i poczęstował poetę papierosem, „Naszą marką”. Mówił o kruchości życia, o której to kruchości człowiek dowiaduje się z zaskoczenia. Berlioz odpowiedział, że przecież może zaplanować swój wieczór, chyba że spadnie mu na Bronnej cegła na głowę. Nieznajomy odpowiedział, że cegła mu nie zagraża i zginie inną śmiercią. Zetną mu głowę – określił na żądanie, a zrobi to komsomołka, Rosjanka. Berlioz uznaje to za mało prawdopodobne, gdyż wieczorem ma przewodniczyć zebraniu. Nie będzie zebrania, ponieważ Annuszka kupiła olej słonecznikowy i już go rozlała. Berlioz nie widzi związku, na stronie naradza się z poetą Iwanem i planują wylegitymować cudzoziemca, w ich mniemaniu szpiega.

Nieznajomy (Woland) jakby słysząc ich przedstawia się, pokazuje wizytówkę. Przybył do Moskwy na konsultacje. Okazał się być profesorem. W zbiorach biblioteki narodowej odnaleziono oryginalne rękopisy Herberta z Aurillac z X wieku, a profesor jest jedynym specjalistą na świecie, w ogóle jest poliglotą i zna wiele języków. Jest chyba Niemcem, tak odpowiada na pytanie o pochodzenie. Jezus istniał jego zdaniem i to nie jest kwestia religii, ale fakt. Kończy rozmowę z nimi, mówiąc o wczesnym ranku wiosennym miesiąca nisan…

2. Poncjusz Piłat

Wczesnym rankiem czternastego dnia wiosennego miesiąca nisan pojawił się na dworze pod kolumnami procurator Judei Poncjusz Piłat. Zastanawiał się, za jakie grzechy dopadła go nieuleczalna choroba hemicrania? Bardzo bolała go głowa i bał się ruszać karkiem. Kiedy wszedł sekretarz, zapytał go o postęp sprawy oskarżonego z Galilei. Sanhedryn, przesłał sprawę do jego decyzji. Kiedy zobaczył przed sobą oskarżonego, spytał, czy naprawdę namawiał do zburzenia świątyni jerozolimskiej? Kiedy więzień odpowiedział używając określenia „Dobry człowieku”, procurator kazał centurionowi Markowi (Szczurza Śmierć) wyprowadzić go i pouczyć, jak ma się zwracać do Piłata. Więzień został wyprowadzony, uderzony i pouczony, aby zwracał się per „hegemonie” i nie odzywał się w ogóle bez pytań.

Piłat przepytywała więźnia. Miał na imię Jeszua (Jezus) i przezwisko Ha-Nocri, nie pamięta swoich rodziców, ojciec był Syryjczykiem, a pochodzi z północy, z miasta Gamal. Nie ma adresu zamieszkania, jest wędrowcem, Piłat określa to mianem włóczęgostwa. Jeszua potrafi czytać i pisać. Oprócz aramejskiego zna język grecki. Na pytanie o namawianie do zburzenia świątyni odpowiedział, iż chodzi za nim człowiek, który zapisuje wszystko, co on mówi. Niestety, kiedyś widział ów zapis i wszystko tam było poprzekręcane. Pisarzem tym jest Mateusz Lewita, były poborca podatkowy z Bettagium. Ów poborca nazwał go psem, ale kiedy Jeszua wyjaśnił mu pewne sprawy, tamten porzucił swoje zajęcie, pieniądza na drogę i poszedł z nim na wędrówkę.

W sprawie świątyni więzień mówił, iż runie świątynia starej wiary, a narodzi się nowa. Następnie Jeszua powiedział o strasznym bólu głowy, przez który procurator nie może nawet myśleć i on stał się jego katem. Zaraz jednak ból przejdzie. Piłat wstał, a Jeszua radził mu trochę spaceru i aby wszystkich swych uczuć nie przelewał li tylko na psa, powinien bardziej wierzyć w ludzi. Sekretarz oczekiwał po procuratorze wszystkiego najgorszego. Piłat kazał rozwiązać pęta więźniowi i przyznać się, że jest wielkim lekarzem. Jeszua nie był lekarzem. Kazał mu przysiąc na własne życie, które wisi na włosku do tego, że nie podburzał ludzi do zburzenia świątyni. Rozmawiali teraz po łacinie. Nie ma na świecie złych ludzi, to jest nauka Jeszui i nie wyczytał tego z żadnych greckich ksiąg. Marek, Szczurza Śmierć także jest dobrym człowiekiem. Został okaleczony przez Germanów w bitwie, ale gdyby ktoś z nim porozmawiał, na pewno zmieniłby się. Procurator doszedł do wniosku, iż ma do czynienia z wędrownym filozofem i nie zatwierdzi wyroku śmierci. Skaże go na wydalenie z Jerozolimy i uwięzić na Caesarea Stratonica nad Morzem Śródziemnym. Chciał już podyktować wyrok sekretarzowi, ale ten podał mu kolejne pergaminy z zarzutami obrazy Cezara. Piłat więc zapytał czy w rozmowie z Judą z Kiriatu mówił coś przeciwko Cezarowi? Jeszua był zaproszony do tego człowieka i mówił o władzy. Każda jej odmiana jest gwałtem na społeczeństwie i nadejdą czasy, kiedy żadnej władzy nie będzie. Następnie wpadli ludzie, pojmali Jeszuę w domu Judy i zamknęli do więzienia. Piłat kazał wyjść strażnikom, chciał pozostać z więźniem sam. Pytał, aby Jeszua potwierdził, czy Marek Szczurza Śmierć, rozbójnicy Dismos i Gestas, mordercy żołnierzy, czy to są dobrzy ludzie? Odpowiedź brzmiała „Tak”.

Kolejne pytania Piłata dotyczyły wiary w boga, Jeszua odpowiedział, że wierzy w jedynego Boga. Nie ma też żony. Procurator nie mógł puścić go, ponieważ sam mógłby zająć jego miejsce. Zatwierdził wyrok śmierci Sanhedrynu i wezwał straże. Te miały Jeszuę zaprowadzić do więzienia i uniemożliwić rozmowy z innymi więźniami. Następnie Piłat spotkał się z Kajfaszem i zobaczył za murami tłum ludzi. Tego dnia oprócz Jeszui Ha-Nocri na śmierć skazani byli jeszcze Dismos, Gestas i Bar Rabban. Pierwsi dwaj podburzali do buntu przeciwko cesarzowi i podlegali władzy Piłata. Pozostali dwaj podlegali Sanhedrynowi i jednego z nich należało zgodnie ze zwyczajem uwolnić. O to pytała przez arcykapłana. Ten nakazał uwolnienie Bar Rabbana. Piłat zdziwiony, bowiem Bara Rabban był pospolitym przestępcą, nakazał ponowne zastanowienie się kapłanom. Kajfasz odrzekł jednak, iż decyzja została podjęta a wyrok wydany nieodwołalnie. Piłat miał dziwne uczucie, jakby nie dokończył rozmowy z Jeszuą. Na wyrok kapłanów musiał przystać.

Kiedy byli sami, bez świadków, Piłat żalił się na Kajfasza i jego skargi do Rzymu. Teraz on poskarży się na Kajfasza, który broni Bar Rabbana, przestępcę. Ostrzegał go. Następnie spotkał się z członkami Sanhedrynu i oznajmił im swoją decyzję, pytając, którego z oskarżonych ma uwolnić? Odpowiedzieli to samo, co Kajfasz, Bara Rabbana ma uwolnić. Podobnie zareagował na to samo pytanie tłum zgromadzony na placu. Zażądał śmierci Jeszui. Była godzina dziesiąta.

3. Dowód siódmy

Wszystkim wydawało się, iż to profesor opowiadał. Berlioz zarzucił tej opowieści niezgodność z Ewangelią. Profesor zaprzeczył, aby Ewangelia zawierała prawdziwą historię. Nieznajomy profesor był przy opisanej historii osobiście incognito, ale prosi poetów, aby zachowali to w tajemnicy. Może potwierdzić więc prawdziwość wydarzeń w Jeruszalaim jako naoczny świadek. Literaci zauważyli obłęd w jego zielonym oku, a w czarne oko po prostu było martwe. Na pytanie, gdzie zamieszka w Moskwie, nieznajomy wskazał dom Prezesa. Ten polecał mu hotel, natomiast Berlioz pobiegł zadzwonić do biura turystycznego, powiadomić o odnalezieniu niemieckiego turysty. Przy wyjściu z parku próbował zatrzymać go jakiś kolejny nieznajomy, wskazując mu drogę. Berlioz wypadł w końcu na ulicę i nieszczęśliwie upadł na torowisko. Nie zdążył się podnieść, kiedy tramwaj przejechał i obciął mu głowę. Ta potoczyła się po kocich łbach drogi.

4. Pogoń

Poeta biegł w stronę gwaru i widział, co się stało. Biegnący obok niego krzyczeli „Annuszka!”. To było imię maszynistki tramwaju. Przypomniał sobie, jak nieznajomy ostrzegał go, mówił o niemożliwości odbycia zebrania z powodu Annuszki, która miała zabić Berlioza. Na wylanym przez nią oleju pośliznął się Berlioz. Iwan rzucił się w stronę profesora, próbując namówić i innych, aby zatrzymali człowieka, bo jest mordercą. Ten udawał, że nie rozumie, o co chodzi i nie zna też rosyjskiego. Wmieszał się do tego regent, wspólnik profesora. Iwan nie potrafił go złapać i szybko zobaczył ich wraz z kocurem, spasionym jak świnia, wychodzących z parku. Kot szedł na tylnych łapach. Mężczyźni weszli do tramwaju, motornicza odepchnęła kota, który jednak chciał zapłacić za przejazd i ulokował się na tylny zderzak. Iwan Nikołajewicz nie spuszczał ich z oka.

Dopędził do jednego z bloków, następnie udał się pod numer 47. Wpadł do mieszkania, otworzyła mu dziewczynka, dalej pobiegł do łazienki, gdzie zastał rozebraną kobietę, wyzywającą go od wariatów. Wybiegł do kuchni, a kiedy tam nikogo nie zastał, to domyślił się, że profesor musiał być nad rzeką Moskwą. Nie wiadomo dlaczego tak pomyślał, ale pobiegł tam. Rozebrał się i wskoczył do wody, pozostawiając ubranie jakiemuś żebrakowi. Po wyjściu z wody zastał ubrania żebraka, a swoich nie. Założył to, co było i zdecydował, że profesor musi być w domu Gribojedowa. Przemierzał miasto zakamarkami, a w uszach wciąż grała mu muzyka z poematu „Eugeniusz Oniegin”.

5. Co się zdarzyło w Gribojedowie

Dom, pensjonat Gribojedow to dom artystów, Massolitu, dawniej pisarza Gribojedowa. Spotykali się tam artyści grupowani w różnych sekcjach zainteresowań, sportowych, klubach czy sekcjach. Można tam było załatwić wiele spraw, od wczasów w Jałcie po mieszkanie. Można też było najeść się do syta po przystępnych cenach. W jednej z sal miało się odbyć spotkanie i czekało na Michała Aleksandrowicza tam 12 pisarzy. Z rozmów Poprochina, Bosman, Głuchariowa, Deniskina, Bieskudnikowa, Laurowicza i innych dowiadujemy się szczegółów z życia pisarzy. Jest ich 3111 i każdy chciałby dostać willę od państwa. Mają jednak tylko 22 wille do przydziału, z czego dwie są w budowie. Jedni drugim zarzucali posiadanie za wielu przywilejów mieszkaniowych. Zniecierpliwienia zaczęli wydzwaniać w poszukiwaniu przewodniczącego Pierielygina. Nie zastali go, więc zadzwonili do Laurowicza. Zdenerwowało ich, iż ten poszedł sobie nad wodę, a oni siedzą i czekają nie wiadomo, jak długo jeszcze. Zbliżało się południe i wielki zaduch nie pozwalał myśleć.

Tymczasem Michał Aleksandrowicz Berlioz, jego ciało, leżało w prosektorium. Policja natomiast przybyła do jego mieszkania zabezpieczać materiały śledcze. Zastanawiali się, czy przyszyć głowę do tułowia i wystawić zwłoki u Gribojedowa, czy po prostu zasłonić je szczelnie tkaniną. Z kolei literacki o północy zeszli do restauracji, aby zjeść kolację. Młodzi bawili się przy dźwiękach muzyki. O północy wyszedł na werandę nieznany przystojny mężczyzna ze szpiczastą bródką. Kiedy padła informacja o śmierci Berlioza, wszyscy chcieli natychmiast wysłać wspólną depeszę.
Do pokoju Berlioza przybył z kostnicy Żełdybin i wezwał do siebie 12 osób zarządu. Wszyscy zobaczyli też jakiś ognik, którym okazał się być Iwan Bezdomny. Był bosy, w rozdartej koszuli z przypiętym obrazkiem świętego. Przywitał się ze znajomymi i zajrzał pod stół, stwierdzając, iż nie ma to tego, kogo szuka. Uznano go za szaleńca. Szukał profesora i to samo kazał robić wszystkim. Wołano lekarza. Zarządca Archibald kazał portierowi wezwać policję i odwieźć chorego do czubków. Zabrano Iwana Nikołajewicza do szpitala.

6. Schizofrenia, zgodnie z zapowiedzią

Przepytywany przez lekarza dyżurnego nie miał ochoty odpowiadać grzecznie na pytania. Twierdził, iż ma 23 lata i szczególnie źle wypowiadał się o Riuchinie, który tam go przywiózł. W końcu Iwan ochłonął nieco i nie miał pojęcia, z jakiego powodu go tam przywieziono, niczego przecież nie zrobił. Kapał się w Moskwie, okradziono go i ubrał się to, co leżało na brzegu. Bardzo mu się śpieszyło do Gribojedowa. Zaczął też mówić o konsultancie, którego chciał złapać. Opowiedział, jak to wziął świeczkę i obrazek święcony, ponieważ konsultant nie jest kimś zwykłym. Widział samego Piłata. Pielęgniarze i lekarz zdziwili się, ale pozwolili pacjentowi zadzwonić. Dzwonił na policję, niestety na dźwięk nazwiska Bezdomny, nie potraktowano go poważnie. Chciał uciec, nie puszczono go. Próbował wybić szybę głową. Lekarz nakazał separatkę, a na pytanie Riuchina o chorobę Iwana, odpowiedział, że to schizofrenia i alkoholizm.

Riuchin wracał do Moskwy ciężarówką i zastanawiał się nad swoim życiem, był 32-letnim mężczyzną bez przyszłości. To wszystko nie miało sensu, podobnie jak jego praca. Pisał kilka wierszy rocznie i niestety taki już mu będzie los pisany do końca życia. Wizyta w szpitalu wariatów zupełnie go rozstroiła. Wrócił do Gribojedowa i próbował zagłuszyć wyrzuty niespełnionego życia w alkoholu.

Oprac.  Rozdziały 1-6  R. 7-15 R. 16-23 R. 24-32 Int./Char.
R. 1-6 R. 7-15 R. 16-23 R. 24-32 Int./Char.

EPOKA

Międzywojnie

BIOGRAFIA AUTORA

Michał Afanasjewicz Bułhakow to pisarz rosyjski (1891-1940) urodził się i studiował w Kijowie. Z wykształcenia był lekarzem. Nie podporządkował się socjalistycznym porządkom władzy i nakazom twórczym. Jego pasją był teatr i pisarstwo. Nie drukowano jego dzieł, ponieważ były niepoprawne politycznie, aż w 1930 roku napisał błagalny list do Stalina, aby pozwolono mu chociaż być robotnikiem w teatrze. Stalin osobiście zadzwonił i Bułhakow pracował jako asystent reżysera. Jego dzieła to min. „Diaboliada” (1925), „Biała gwardia” (1925), a także „Mistrz i Małgorzata” (1928-1940, pełne wydanie 1969 r.).

GENEZA DZIEŁA

Bułhakow rozpoczął pracę nad powieścią w 1928 roku i pisał ją przez 12 lat. W tym czasie wiele razy zmieniał i dopisywał różne fragmenty, kierując się wydarzeniami przez siebie obserwowanymi. Ostatnie poprawki dyktował już śmiertelnie chory swojej żonie. Prosił, aby opublikowała to dzieło po jego śmierci. Minęło jednak sporo lat, zanim publikacja ta stała się możliwa. Pełne wydanie „Mistrza i Małgorzaty” ukazało się w roku 1969.

BUDOWA UTWORU

Powieść składa się z dwóch części: I część to rozdziały 1-18, II część to od 19-32 rozdziału. Każdy rozdział ma swój tytuł. Narrator jest trzecioosobowy, wszechwiedzący. W niektórych miejscach powieści są relacje pochodzące od bohaterów, np. Wolanda, który relacjonuje widzianą własnymi oczyma akcję z Jeruszalaim. Często narrator sam nazywa siebie kronikarzem wydarzeń i ujawnia się nawołując „Za mną czytelniku!”.

CZAS I MIEJSCE AKCJI

Moskwa Kreml

Moskwa Kreml

Akcja wątku realnego rozgrywa się w Moskwie w ciągu kilku dni, środa-sobota. Miejscem akcji wątku historycznego jest Jeruszalaim (Jerozolima) i prezentują losy Jeszui i Piłata. Czas akcji drugiego wątku również trwa od środy do soboty. Czasy akcji obu wątków nakładają się na siebie. Moskwa natomiast przypomina Jeruszalaim, starożytne miasto, w którym panuje zaduch i upały. Miejsca moskiewskiej akcji to mieszkanie przy ulicy Sadowej 302-A mieszkanie nr 50, szpital psychiatryczny na obrzeżach miasta, teatr Varietes, mieszkanie mistrza w suterenie na Arbacie.

BOHATEROWIE

Mistrz, Małgorzata, Woland, Kurowiow (Fagot), Azazello, Abbadon, Hella, Berlioz, Behemot (kocur)Bezdomny, Lichodiejew, Jeszua, Piłat, Mieszkańcy Moskwy

 

R. 1-6 R. 7-15 R. 16-23 R. 24-32 Int./Char.

Zobacz film

Kontynuując czytanie, zgadzasz się z politykę cookies na tej stronie. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close