Epoki literackie, analizy wierszy, poradniki, słownik, piosenki

słowacki

oprac.Przyg./Prolog/Akt 1-2 Akt 3/Interpr.Improwizacja Kordiana

Interpretacja improwizacji Kordiana bohatera “Kordiana” Juliusza Słowackiego. Zobacz informacje na temat epoki romantyzm i biografię poety w Wikipedii. Tutaj znajdziesz też opracowanie i streszczenie “Kordiana” oraz tekst lektury.

t e k s t i n t e r p r e t a c j a
 KORDIAN
sam, z założonemi na piersiach rękoma, stoi na najwyższéj igle góry Mont–Blanc.KORDIANTu szczyt… lękam się spojrzeć w przepaść świata ciemną.
Spojrzę… Ach! pod stopami niebo i nad głową
Niebo… Zamknięty jestem w kulę kryształową;
Gdyby ta igła lodu popłynęła ze mną
Wyżej – aż w niebo… nie czułbym, że płynę.
Stąd czarne skrzydła myśli nad światem razwinę.
Ciszéj! słuchajmy… o te lody się ociera
Modlitwa ludzka, po tych lodach droga
Myślom płynącym do Boga.
Tu dźwięk nieczysty głosu ludzi obumiera,
A dźwięk myśli płynie daléj.
Tu pierwszy zginę, jeśli niebo się zawali.
A ten kryształ powietrza by tchnieniem rozbity
Kręgami się rozpłynie na nieba błękity,
I gwiazdy w nieznajomą uciekną krainę,
I znikną, jakby ich nigdy nie było…
Spróbuję – westchnę i zginę…
Patrzy w dół.Ha! przypominasz mi się, narodów mogiło!
Oto się przedarły chmury,
Igły lodu wytrysły z chmur kłębów;
Tam las ogromny sosen i dębów
Jak garść mchu w szczelinie góry,
A ta plamka biała – blada –
To morze.
Silniéj wzrok napnę – oczy rozedrę, otworzę,
Chciałbym stąd widzieć człowieka.
Tam koło jednéj igły, krążą orłów stada,
Jak pierścionki żałobne na perłowych lodach;
A ode mnie błękitna płynie szczelin rzeka,
Każda w jedną otchłań zlata,
I nikną jak w morza wodach.Jam jest posąg człowieka, na posągu świata.

O gdyby tak się wedrzeć na umysłów górę,
Gdyby stanąć na ludzkich myśli piramidzie,
I przebić czołem przesądów chmurę,
I być najwyższą myślą wcieloną…
Pomyśléć tak – i nie chciéć? o hańbo! o wstydzie!
Pomyśléć tak – i nie móc? w szmaty podrę łono!
Nie móc? – to piekło!
Mogęż siłą uczucia serce moje nalać,
Aby się czuciem na tłumy rozciekło,
I przepełniło serca nad brzegi,
I popłynęło rzeką pod trony – obalać?
Mogęż zruszyć lawiny? potém lawin śniegi,
Zawieszone nad siołem,
Zatrzymać ręką lub czołem?
Mogęż, jak Bóg w dzień stworzenia,
Ogromnéj dłoni zamachem,
Rzucać gwiazdy nad świata zbudowanym gmachem,
Tak, by w drodze przeznaczenia,
Nie napotkały nigdy kruchéj świata gliny,
I nie strzaskały w żegludze?
Mogę – więc pójdę! ludy zawołam! obudzę!
po chwili – z wyrazem zniechęcenia

Może lepiéj się rzucić w lodowe szczeliny?…
po chwili – zrazu spokojnie, potém z zapałem…

Uczucia po światowych opadały drogach…
Gorzkie pocałowania kobiety – kupiłem… Wiara dziecinna padła na papieskich progach…
Nic – nic – nic – aż w powietrza błękicie
Skąpałem się… i ożyłem,
I czuję życie!
Lecz nim myślą olbrzymią rozpłonę,
Posągu piękność mam – lecz lampy brak.
Więc z ognia wszystkich gwiazd, uwiję na czoło koronę,
W błękicie nieba sfer, ciało roztopię tak,
Że jak marmur, jak lód, słonecznym się ogniem rozjaśni…
Potém piękny, jak duch baśni,
Pójdę na zimny świat i mogę przysiąc,
Że te na czole tysiąc gwiazd i w oczach tysiąc,
Że posągowy wdzięk, narodów uczucia rozszerzy,
I natchnie lud;
I w serca jak myśl uderzy,
Jak Boga cud…

Nie – myśli wielkiéj trzeba z ziemi, lub z błękitu.
Spojrzałem ze skały szczytu,
Duch rycerza powstał z lodów…
Winkelried dzidy wrogów zebrał i w pierś włożył,
Ludy! Winkelried ożył!
Polska Winkelriedem narodów!
Poświęci się, choć padnie jak dawniéj! jak nieraz!
Nieście mię, chmury! nieście, wiatry! nieście, ptacy!
Chmura znosi go z igły lodu.

CHMURA
Siadaj w mgłę – niosęć… Oto Polska – działaj teraz!…

KORDIAN
rzucając się na rodzinną ziemię z wyciągniętemi rękoma, woła:
Polacy!!!

Kordian na Mont Blanc

Kordian na Mont Blanc

 

Improwizacja Kordiana to monolog kończący akt drugi utworu. Rozpoczyna się analizą uczuć i emocji stojącego na szczycie bohatera. Stwierdza, iż boi się patrzeć w dół, jest tam przepaść ciemna, mogąca symbolizować otchłań. Stoi dumny, mając pod nogami i nad głową niebo. Wyobraża sobie, co mogłoby się stać, gdyby nagle lodowy szczyt wzniósł się wraz z nim do góry i płynąłby w przestworza. Z góry spojrzałby na świat, rozwijając czarne skrzydła. Być może udałoby mu się połączyć z Bogiem i poznać jego sekrety? Dostałby się w przestrzeń, do której płyną wszystkie ludzkie myśli. Jest to z pewnością akt skruchy i oddania się wierze. Kordian posiadał ją do momentu spotkania z papieżem. Patrząc z podniebnego lotu w stronę Ziemi, widzi białą plamkę i morze. Ziemię określa mianem „narodów mogiłą”. To aluzja do ojczyzny. Zniknęła z map świata. Kojarzy ją być może z widokiem igły, wokół której dostrzega stada orłów. Dorasta do wielkich czynów poprzez zdolność widzenia ważnych rzeczy. Potrzebował do tego stanąć właśnie na szczycie góry, aby niektóre sprawy bliskie sobie zobaczyć wyraźniej.

„Jam jest posąg człowieka, na posągu świata.” – to określenie Kordiana wypada interpretować jako zachwyt nad wielkością wydarzeń, jakie mają miejsce w jego życiu. Zdobył szczyt i może być symbolem całej ludzkości, bo kto nie marzył choć raz, aby zdobywać największe góry świata? Ale to także moment symboliczny, ponieważ oznacza realizację jakiegoś wielkiego celu, który wydawał się wcześniej nie do osiągnięcia. Skoro udało mu się wejść na Mont Blanc, zapewne nie będzie już celów nieosiągalnych dla niego na ziemi. Można sobie wyobrazić, w jak wielką radość wprawiła go ta wspinaczka i sukces. Jednak to nie wszystko, Kordian chciałby „wedrzeć się na umysłów górę”. Mianem piramidy określa najważniejszą ideę, o jakiej ludzie, Polacy mogą tylko marzyć. Wydaje się że chodzi tutaj o wolność. Kordian dorasta do tego, aby nazwać stan, w jakim się znajduje jego naród i on sam. Na szczycie góry jest wolny i tę wolność chciałby zanieść do ojczyzny.

Jest przepełniony miłością do kraju i ludzi. Czuje w sobie siłę i moc, aby uczuciem tym „nalać serca” milionów rodaków. Razem z nimi chciałby „trony obalać”. To aluzja do działań, jakie należałoby podjąć, aby Polska odzyskała niepodległość. Pragnie „ludy zawołać, obudzić” i razem z nimi z wielkim zapałem walczyć o Polskę. Na przeszkodzie stoją jednak „lodowe szczeliny” – mogą być symbolem zapomnienia lub niechęci narodu do walki z zaborcami. Kordian pragnie to zmienić. Z żalem wraca i analizuje doświadczenia. Symbolizuje je zdanie: „Uczucia po światowych opadły drogach”. W wędrówce po Europie odkrył, że praktycznie wszystko można kupić za pieniądze – począwszy od miejsca w parlamencie, skończywszy na miłości kobiety. Tego typu konkluzje i refleksje oceniające doświadczenia potwierdzają, że Kordian dojrzał do wielkiego czynu. Chce miłością do ojczyzny zarazić wszystkich i stać się przywódcą powstania, symbolem działania i patriotyzmu. Mówi także w ostatnich słowach improwizacji, że rolą Polski może być dawanie przykładu innym narodom. Ma stać się Winkelriedem narodów. Na wzór bohatera Szwajcarii walczącego o wolność kraju Polska ma dać przykład i stać się „wyzwolicielem” narodów.
Improwizacja kończy się wezwaniem wszystkich Polaków do walki i Kordian wsiada na chmurę, aby z Mont Blanc przenieść się do kraju. Rzeczywiście w akcie trzecim utworu młodzieniec jako żołnierz armii rosyjskiej chciał dokonać zamachu na cara. Dojrzał do wielkiego czynu, wiedział, co pragnie dać narodowi, ale niestety był za słaby. W najważniejszej scenie „Strach” i „Imaginacja” spowodowały, że bohater zemdlał. Jego spisek oraz planowany czyn się nie powiodły. Sukcesem jednak zakończyły się działania Jacka Soplicy ukrywającego się pod pseudonimem Robak w „Panu Tadeuszu. Adam Mickiewicz pokazał nieco innego bohatera romantycznego, który podobnie jak Kordian wolno dorósł do wielkiego czynu, jakim było przygotowanie powstania na Litwie. W młodości jako znany w okolicy szlachcic zawadiaka uwielbiał się bawić i koncentrował się na przyjemnościach. Wszystko się zmieniło, gdy zaproszony na dwór Horeszki poznał jego córkę Ewę i zakochał się w niej ze wzajemnością. Parze tej jednak nie było dane spędzić szczęśliwie życia, gdyż na ich związek nie zgodził się magnat Horeszko. Napadnięty przez Moskali, zginął później rażony pociskiem wystrzelonym przez Jacka – przypadkowego świadka wydarzenia. Po latach emigracji, poświęceń, wstąpienia do zakonu i przybrania imienia „Robak” Jacek jako mnich powrócił do ojczyzny. Dorastanie do wielkich czynów zajęło mu wiele lat, a w efekcie przywróciło bohaterowi dobre imię utracone przez zabójstwo stolnika.

 

Kordian zdobywszy szczyt świata – tak wówczas patrzono na Mont Blanc – upaja się szczęściem. Jest blisko Boga, patrzy w dół na ziemię. Po chwili euforii przychodzi czas na refleksję. Polski patriota nie może być szczęśliwy bez Polski, bez ojczyzny, gdy jej obywatele są ciemiężeni przez zaborców. W młodym sercu pojawia się świadomość i cel, jakim ma być walka o niepodległość.

Skromny chłopak. Nie zna smaku życia, szczęścia z kimś ukochanym, lecz znalazł cel i sens, coś ważnego. Teraz nie będzie koncentrował się na sobie, już nie, chce poświęcić się ojczyźnie. Robi to tak, jak potrafi.

oprac.Przyg./Prolog/Akt 1-2 Akt 3/Interpr.Improwizacja Kordiana
oprac.Przyg./Prolog/Akt 1-2 Akt 3/Interpr.Improwizacja Kordiana

AKT III

Spisek koronacyjny. Plac przed zamkiem królewskim w Warszawie. Koronacja cara na króla polskiego.

Scena 1

Bohaterami jest lud obserwujący pałac, w którym odbywa się ceremonia koronacji. Niektórzy skandują na cześć króla, cara Rosji, inni narzekają, żołnierz przypomina Maciejowice, szewc ucisza go, inni się przeciskają, rozchodzą.

Scena 2

Wnętrze kościoła, katedry, prymas koronuje cesarza, a ten przysięga.

Scena 3

Plac przed zamkiem, lud Warszawy.

Ludzie rozmawiają o carze, Mikołaju I, który koronował się na króla polskiego. Koronacji dokonał Jan Paweł Woronicz, arcybiskup warszawski. Plotkują o obiadach i posiłkach królewskich. Jeden zauważył księcia, który najechał koniem na starszą kobietę z dzieckiem. Kobieta nakryła ciałem zabite dziecko, kobietę zabrali żandarmi i pozamiatali plac z krwi. Orszak królewski przejeżdża, ludzie rzucili się na sukno pokrywające estradę. Nieznajomy śpiewa pieśń o weselu w Kanie, na którym był Chrystus, a wino trzeba w krew przemienić- chodzi o zamach na cara. Ludzie rozglądają się za nim.

Scena 4

Loch podziemia kościoła św. Jana, są tam trumny Królów Polski.

Prezes siedzi w masce i rozmyśla o spisku przeciwko carowi. Wchodzą następni, podając hasło „Winkelried”. Rozmawiają o zamachu. Prezes nakazuje wstrzymać spiskowców. Ksiądz krzyczy, iż oni ostrzą szable. Prezes jest zbulwersowany, że na grobach królów ostrzą. Przychodzi zamaskowany Podchorąży. Schodzą się następni. Podchorąży opowiada o Winkelriedzie i jego oddaniu dla powstania w Szwajcarii. O godzinie dziesiątej dzwonią dzwony i Prezes rozpoczyna naradę.

Niektórzy z zapałem wyciągają sztylety i piszą nimi znaki zemsty. Prezes uspokaja ich. Podchorąży mówi, iż należało już dawno dokonać zemsty na carze, a dzisiaj mewy lecące z Sybiru znają liczby Polaków pomordowanych i pracujących w kopalniach. Zachęca wszystkich, by szli na murach wypalili znak i zemsty, uwolnili Polskę od tyrana. Naród zapewne ucieszy się. Prezes boi się tych słów, zapału młodego i innych. Ostrzega przed karą. „A co powie Europa?”- pyta Prezes, to wielka hańba królobójstwo. Ksiądz także jest przeciwko zabójstwu ze względów honorowych, opinii Zachodu. PodchorążyKordian nalega i kłóci się z Księdzem, że miał przygotowane złe kazanie na koronację. Należało cara zgładzić i zmusić inne narody do respektu przed ojczyzną. Ksiądz wyklina go, ten nie pozostaje mu dłużny. Kapłan straszy konsekwencjami zabójstwa. Spiskowcy liczą, ile trzeba zabójstw, aby oswobodzić kraj. Wymieniają cara, żonę, dzieci i dalszą rodzinę. Pięć zabójstw potrzeba i Starzec bierze ich krew na siebie. Mówi o cierpieniach, na jakie jest skazany naród, mordach i bezprawiu. Kordian żąda, aby starzec pobłogosławił go. Ksiądz protestuje. Ucisza go Kordian.
Głos zabiera Podchorąży i wyznaje wielką miłość do narodu. Gryzie go robak, żal wielki, nie może żyć w kraju zniewolonym. Rozpacza, pragnąłby mieć lutnię, która zagrzałaby wszystkich do walki. Porównuje się do kadzidła, stanie przed tronem cara i spali się doszczętnie i nie pozostanie po nim nawet imienia. Potrzebuje czuć siłę narodu, ale nie chce nim kierować. Chce odzyskać także religię dla narodu. Składa przysięgę wierności wszystkim obecnym. Pragnie zbawienia duszy. Prezes nie może mówić, głos mu zatkało. Kordian ofiaruje się, że to on dokona zamachu. Wszyscy wstają. Prezes ogłasza, iż umywa ręce od krwi i nie popiera zabójstwa. Kordian pyta pozostałych, co sądzą o jego zamierzeniach. Milczą.

Przy wejściu tymczasem jeden z wchodzących nie podał hasła, dlatego został zamordowany przez spiskowców. Kordian każe zakopać go w kącie. Prezes nakazuje rozejście się. Podchorąży zatrzymuje go. Ksiądz radzi, aby głosować. Przeciwnicy zamachu mają rzucić pieniądza, zwolennicy kule.

Prezes podlicza przy wszystkich głosy oddane przez spiskowców. Podchorąży wydał wyrok. Prezes tłumaczy, że za zbrodnią było tylko pięciu, oddano pięć kul. Podchorąży oskarża Prezesa o strach, o to, iż zapomina o ofiarach, o tysiącach ludzi, których rodziny zostały skrzywdzone. Zachęca pozostałych do walki, oskarża ich o małość i strach, z pogardą zdejmuje maskę i rzuca im pod nogi. Pozostawia zapisana kartkę i klęka przed ołtarzem. Pierwszy ze spiskowych czyta „Narodowi/Zapisuję, co mogę… krew i życie,/ I tron do rozrządzenia próżny”. Kordian modli się i wygania pozostałych spiskowców. Prezes chce z nim rozmawiać, ten mówi jakby obłąkany, prosi o modlitwę za swoją duszę. Wyrzuca Prezesowi, że uważa Polskę za niegodną ofiary. Prezes rozpoznaje u niego gorączkę, Kordian jest zrezygnowany, szubienica będzie jego pomnikiem. Prezes zwraca mu kartkę papieru i zwalnia od przyrzeczenia. Kordian zamienia się w wartownika i sam sobie wydaje komendy. O jedenastej słyszą dzwony i Kordian wybiega. Prezes próbuje iść za nim.

Scena 5

Sala przed komnatą cara. Kordian pełni straż.

Pojawia się Imaginacja (postać fantastyczna, duch) i Strach (duch). Bohater rozmawia sam ze sobą, boi się. Idzie pod drzwi cara. Słyszy odgłosy, ale to strach, pojawiają się Obie władze. Rozgląda się, jest przerażony. Imaginacja pyta, czy widział śpiącego w łożu cara? Boli go głowa, czuje jakby mu ktoś nóż do niej wsadzał. Jest pod drzwiami cały czas wzywa imię Jezus Marja. Pada zemdlony na bagnecie przed drzwiami sypialni cara. Pojawia się car, ponieważ słyszał jakiś stuk. Rozpoznaje polskiego podchorążego i szablą przebija mu dłoń, zmuszając do zeznań. Kordian nieprzytomnie mówi o pochodniach i grobie. Car woła straż i rozkazuje, iż jeżeli leżący żołnierz nie zwariował, mają go rozstrzelać.

Scena 6

Szpital wariatów. Kordian leży w gorączce.

Doktor rozmawia z Dozorcą rozmawiają o metodach leczenia, jakie stosuje Doktor. Zapala cygaro od dukata, Dozorca jest przestraszony, Doktor to Szatan. Rozmawia z bohaterem. Nieprzytomnie pyta o naród, dlaczego umiera? Aby wieszcz miał o czym pisać- powiada Szatan. Diabeł przedstawia swoja wizję świata i jego stworzenie. Szóstego dnia stworzył Napoleona, a obecnego dnia odpoczywa, nikogo nie stworzył. Kordian twierdzi, że każdy człowiek oddający się dla ojczyzny to nowe stworzenie Boga. Doktor woła dwóch wariatów. Pierwszy mówi, iż był krzyżem, na którym zmarł Chrystus. Drugi twierdzi, że podtrzymuje niebo ręką i chroni ziemię przed ulewą i potopem. Obaj podważają religię i możliwości człowieka. Doktor znika, gdy w sali pojawia się książę Konstanty. Każe zabrać go na plac Saski strażnikom na męki i śmierć.

Scena 7

Plac saski.
Wojsko, Car, Wielki Książę.

Wielki Książę formuje wojsko. Następnie mówi do Kordiana, że podniósł rękę na cara i za to zginie. Car podejrzewa, iż chłopak działał w zmowie z jego bratem Księciem. Uderza młodzieńca w pierś. Każe przygotować konia dla niego i ustawia żołnierzy w piramidę. Rozkazuje przeskoczyć Kordianowi szpaler wojska i bagnetów. Car ostrzega, jeśli nawet przeskoczy szpaler, kule go nie miną. Ten prosi o konia. Przeskoczył. Wojsko cieszy się. Ludzie także to widzą. Konstanty ściska go za odwagę i prosi cara o litość dla żołnierza. Car poza jego plecami wydaje rozkaz zwołania sądu wojennego i rozstrzelania Kordiana. Konstanty wydaje rozkaz do parady wojska.

Scena 8

Izba klasztorna.

Kordian skazany na śmierć rozmawia z Księdzem i Grzegorzem. Prosi Grzegorza, aby modlił się za jego duszę. Ksiądz pyta, czy chciałby coś światu przekazać? Nikomu nie ma nic do powiedzenia. Ksiądz obiecuje posadzić różę na jego grobie. Chłopak dziękuje. Mówi z pogardą o ludziach, niech się rozmnażają i na ojczyznę plują. Nie chce na to patrzeć. Zapłatą za życie jest jedynie śmierć. Grzegorz opowiada, iż szedł po lesie i jakiś głos go wołał. Zobaczył małe dzieciątko na wrzosach i krew czerwoną jak rubiny. Śmierć to kara dla niego za próbę zabicia siebie. Prosi o słowa, które przekaże pisarzowi i położy w grobie obok siebie. Okazuje się, że sługa ma syna, żonatego. Młodzieniec o to rozpytuje. Grzegorz będzie płakał, gdy na wnuczka zawoła „Kordianie!”. Sługa płacze wspominając dzieciństwo młodzieńca, którego wychował jak własnego i bardzo się z nim zżył. Kordian zastanawia się, że w tym dziecku będzie żyła część jego wraz z imieniem, chociaż najpierw nie chciał, by nie nazywać tak wnuka.
Wchodzi Oficer. Kordian pyta, jaki rodzaj śmierci mu będzie zadany? Rozstrzelanie. Grzegorz pada na kolana. Skazaniec bierze w dłonie jego siwą głowę, całuje i żegna się, nazywając go ojcem. Odchodzi. Grzegorz pędzi za nim.

Scena 9

Pokój w Zamku królewskim

Car mówi sam do siebie o zabawach i Polsce. Nudzi się. Rozmyśla o przyszłości. Zdobył już Polskę i ma ochotę zdobyć Europę. Część ziemi oddał mu Szach. Wbiega Konstanty. Pyta, czy prawda, że kazał zabić podchorążego? Prosi, aby odwołał wyrok i to szybko. Car chce spać i rozmowa go nudzi. Podejrzewa go zdradę i wyprasza. Lecz konstanty ostrzega, aby nie igrał z tygrysem. Przypomina, że to on może wezwać na pomoc lud, ponieważ to jemu należał się tron Rosji. Car z kolei opowiada, iż faktycznie tak było, ale że sam zrzekł się tronu za pieniądze, ponieważ matka orzekła, że jest za głupi i przekonała Konstantego do oddania korony bratu. Konstanty przypomina śmierć ich ojca Pawła, którego zabili spiskowcy na rozkaz Mikołaja. Chce rzucić na Mikołaja przekleństwo. Skazańcy, których wywożą mogliby zabrać Mikołaja ze sobą, bo jest mordercą i popełnił jeszcze inne zbrodnie. Car przypomina mu pewną 16-letnia Angielkę, po której ślad zaginął. Konstanty krzyczy, aby przestał o tym mówić. Przypomina trupa dziewczyny zamkniętego w szafie i gnijącego. Konstanty rzuca się w jego stronę i ostrzega, iż jest silniejszy, jak tygrys i może go pokonać. Patrzą na siebie. Konstanty oddaje mu szpadę. Car podpisuje ułaskawienie Kordiana i razem ze szpadą podaje bratu. Konstanty wzywa adiutanta i rozkazuje pędzić na plac, biada mu, jeśli włos spadnie z głowy Kordiana. Car powiada do siebie, że jego brat już zamienił się w Polaka.

Scena ostatnia

Plac marsowy. Widzimy Kordiana przed plutonem egzekucyjnym. Ludzie przyglądają się wydarzeniom i jeden drugiego pyta, co się dzieje. Z ich ust dowiadujemy się, iż skazaniec nie pozwolił zawiązać sobie oczu. Już ma paść komenda, ale z dala słychać rozkaz: „Stój!”, to krzyczy pędzący adiutant. Nie widzi go jednak oficer plutonu egzekucyjnego.

INTERPRETACJA

„Kordian” Juliusza Słowackiego to dramat romantyczny przedstawiający kilka problemów. W Przygotowaniu widzimy diabły, które kreują przywódców polskiego powstania listopadowego. Są to osoby zupełnie nieodpowiednie do działalności wojskowej i politycznej, niedojrzałe, przestraszone, zbyt ugodowe, niedoświadczone i teoretyzujące. Jest to manifest Słowackiego, który obwinia niektóre postaci historyczne o upadek powstania i niewolę narodu- Chłopicki, Czartoryski, Skrzynecki, Niemcewicz, Lelewel i Krukowiecki. Drugi problem dostrzegamy w Prologu. Słowacki dyskutuje na temat sposobu działania Mickiewicza. Z jego dzieł zrozumiał, iż mistrz zaleca bierną postawę mesjanistyczną wobec zaborcy, Polacy są jakoby ofiarą na ołtarzu wolności kontynentu. Koncepcja autora „Kordiana” polega na podsycaniu i zagrzewaniu do walki o wolność ojczyzny, a wzorem do naśladowania stanie się nie Pielgrzym z „Dziadów” a szwajcarski wojownik o wolność Winkelried. Trzecia kwestia tematyczna dzieła to działanie Kordiana jako spiskowca.

Ukazane środowisko patriotów nie chce morderstw na carze i jego rodzinie. W głosowaniu tylko pięć osób poparło ideę zamachu. Prezes wstydziłby się za Polskę przed całą Europą. Zapomina o tysiącach pomordowanych Polaków na Syberii. Car został koronowany na króla polskiego, oprawca narodu. Tego Prezes nie musi się wstydzić przed światem. Problem czwarty to ukazanie świata wartości bohatera romantycznego. Kordian to młody chłopak, który nie ma żadnych ideałów. Jest młodziutkim hrabią toczonym przez „chorobę wieku”. Podobnie jak Gustaw i Werter chce dokonać samobójstwa. Dopiero z wiekiem i zdobywanymi doświadczeniami przemienia się w patriotę. Problem ostatni to materializacja świata i wzrost znaczenia pieniędzy we wszystkich płaszczyznach życia człowieka, od uczuć po karierę polityczną i religię. Jako wędrowiec młodzieniec odkrywa prawdę o ludziach, każde stanowisko można kupić, można też kupić miłość ukochanej kobiety.

CHARAKTERYSTYKA POSTACI

Kordian– młodzieniec 15- letni w I akcie, w pozostałych starszy o kilka lat, romantyk, idealista, zakochany w Lurze, nieszczęśliwy w miłości, samobójca, wędrowiec, patriota, honorowy, prometejski, odważny, zaangażowany, buntowniczy.
Laura– młoda rozkapryszona dziewczyna, 17-letnia, rozmarzona, ironiczna, sarkastyczna, nieczuła.
Grzegorz– sługa Kordiana, mądry, pracowity, niedoceniony, wierny, czuły, opiekuńczy, odważny, patriota.
Car Mikołaj I- tyran, morderca, ojcobójca, bez wyższych uczuć, zachłanny na władzę, despotyczny, zdemoralizowany władzą.
Wielki Książę Konstanty– zadufany w sobie, naiwny, niedorozwinięty, morderca, energiczny, nadpobudliwy, rozkapryszony, zdemoralizowany władzą.

oprac.Przyg./Prolog/Akt 1-2 Akt 3/Interpr.Improwizacja Kordiana
oprac.Przyg./Prolog/Akt 1-2 Akt 3/Interpr.Improwizacja Kordiana

PRZYGOTOWANIE

Czarownica, Szatan, Astaroth, Diabli, Gehenna, Mefistofel.

Jest 31.12.1799 rok, noc w Karpatach, chata Twardowskiego. Czarownica czesze się i śpiewa. Przybywa szatan i woła innych. Każe naoliwić zegar wieków, aby chodził przez wieczność. Mefistofel mówi, iż wszystkie jego części, wymienia je, chodzą dobrze. Biją dzwony, początek 1800 roku. Szatan zaprasza zebranych do igraszek. Mają obłąkać jakiegoś żołnierza, bo wtedy jest fajna zabawa. Nie ma już Fausta (aluzja do dzieła Goethego) ani Manfreda (aluzja do dzieła Byrona), dlatego trzeba zaczarować kogoś innego. Nadchodzi wielka chwila dla jednego z narodów (aluzja do powstania listopadowego na ziemiach polskich), dlatego trzeba zająć się właśnie nim. Mefistofel cieszy się, ponieważ jest to ich noc, kiedy mogą tworzyć króli. Dadzą temu narodowi dygnitarzy.

Szatan i inni diabli stają wokół kotła (kadzi) i stwarzają ludzi do rządu. Wlewają kwasy i gaz węglowy, 40 tysięcy szpilek, trochę rozumu z kaprala i biją gromy w kocioł. W ten sposób powstał Chłopicki, dyktator w pierwszej fazie powstania listopadowego. Brakowało mu zdolności strategicznych, energii i zdecydowania. Nazwisko miał sprzeczne z naturą. Wypuszczają go na świat.

Wrzucają do kotła diament, sekretny atrament z kałamarza Talleyranda i powstaje Czartoryski. Aluzja do księcia Adama Czartoryskiego, prezesa rządu powstańczego i ministra spraw zagranicznych, który był przesadnie ostrożny i nie potrafił rozsądnie oceniać polskich szans. Wypuszczają go na świat.
Do kadzi wrzucają coś z konstelacji raka, odłamują nogi i oczy, dodają coś z koguta i ślimaka, odrywają rogi i wychodzi Skrzynecki. Aluzja do następcy Chłopickiego, którego oskarżano o cofanie się i postawę defensywną, nieudolność, wycofywanie wojsk w korzystnych sytuacjach i strach.
Wrzucają do kotła słownik rymów, drukarskie czcionki, trzy główki maku. Widzą starca, poetę, to Niemcewicz, który sympatyzował podczas powstania z obozem konserwatystów, diabeł zarzuca mu życie przeszłością i książkami, nie jest on autorytetem, ale eunuchem, nie potrafi walczyć.
Szatan mówi, iż nie wszyscy walczą w powstaniu, wielu jest ospalców. Szczególnie politycy o językach oślicy Balaama. Takim jest też Lelewel, członek Rządu Narodowego, którego diabły oskarżają o chwiejność i brak zdecydowania, zapatrzenie w księgi i teorię zamiast działania, jest Sfinksem, który woli zadawać zagadki niż je rozwiązywać.

Następna postać wylęga się z kotła, poczwara ze wstęgą generalską na piersiach. To aluzja do Krukowieckiego, ostatniego przywódcy powstania, który podpisał pokój z Rosją i nie można inaczej o nim mówić jak: zdrajca.

Pojawiają się jakieś głosy i wszystko znika. Widzimy chór archaniołów mówiących o Polsce. Jest mowa o Polsce jak o gwieździe, która gdzieś w dali zanika, po krwawych czynach. Archanioł prosi boga, aby tę ziemię uratował, lecz Bóg odpowiada, że Jego wola się stanie.

PROLOG

Pierwsza osoba, Druga i Trzecia osoba prologu.

Pierwsza osoba prosi Boga, aby dał narodowi sen i spokój, bo ten wycierpiał wiele. Niech się zbudzi przed zmartwychwstaniem dopiero. Prosi o trąbę sądnego Anioła, będzie on wskazywał, jaki ma być świat. Będzie go kreował, a nazywa siebie duchem Apokalipsy stojącym pośród siedmiu lichtarzy. Jest siwy ze starości i w ręku ma siedem gwiazd, a z ust wytryska mu miecz obosieczny. Jest to aluzja do koncepcji Mickiewicza, któremu Słowacki zarzuca wpajanie bierności i usypianie narodu.

Druga osoba prologu krytykuje Pierwszą, postawę Mickiewicza. Jest bierna, bo lansuje wędrowca, który zamiast działać, walczy piórem.
Trzecia osoba prologu neguje postawę poprzednich osób. Literatura musi wskrzeszać ludzi mitem narodowym, to on zrywa przebudzonych rycerzy do walki.

AKT I

Scena 1

Kordian i Grzegorz.

Kordian to 15-latek, panicz siedzący pod wielka lipą w swoim majątku. Jego sługa czyści broń, to Grzegorz. Kordian mówi głośno o śmierci swojego przyjaciela. To aluzja do kolegi Słowackiego Spitznagla, który odebrał sobie życie. Chłopiec prowadzi rozważania na temat życia, jego wartości. Jest zrezygnowany, samotny, pełen uczuć, ale nie wie, po co. Nie wie też, jaki cel ma jego dusza i chciałby go poznać. Prosi Grzegorza, by ten przestał czyścić strzelbę. Ten jest posłuszny. Chłopiec mówi mu, że się nudzi. Sługa nie wie, co ma począć, zatem opowiada bajkę o Janku, co psom szył buty. Otóż chłopiec ten nie chciał się w ogóle uczyć, ksiądz też niewiele zdziałał, kazał oddać go szewca na naukę. Tam też nie zagrzał miejsca i ruszył rzeką do Królewca. Wylądował na jakiejś wyspie, rok go nie widziano. Pewnego razu spotkał go król tej wyspy, któremu bardzo ładnie się ukłonił.

Za to król chciał obdarować go posadą, spytał, co ten umie robić. Janek odpowiedział, że potrafi tylko psom szyć buty. Król zatrudnił go i chłopak wnet dorobił się majątku, zabrał do siebie biedną matkę i żyli długo. Opowieść tę można zinterpretować tak, iż warto w życiu mieć jakiś cel, warto też coś umieć robić. Któż by pomyślał, iż na szyciu psom butów można zarobić? Mimo iż Janek nie nadawał się do nauki, to jednak teoria to nie wszystko. Grzegorz nie chce moralizować panicza, zachęca, aby on sam wyciągnął z opowieści wnioski, bo jakieś być muszą.

Następną opowieść sługa snuje o wyprawie z Napoleonem do Egiptu (1798 rok). Byli z nimi i mędrkowie, którzy piszą baśnie do kalendarzy. Brzydził się ich, ponieważ oni nie walczyli. Wojsko robiło im za tarczę i przed bitwą pozwalało się chować za szeregi. Mówi o piramidach, wielkich górach z kamienie, które byłoby widać z kraju, gdyby ich Karpaty nie zasłaniały. Widział też wielkiego rycerza w zbroi stojącego na szczycie piramidy i rzucającego we wroga włóczniami. Każdą potyczkę wygrywali, ponieważ naród bitny. Kordian nie chce już słuchać i prosi, by Grzegorz zawołał go, gdyby panna Laura szła na konną jazdę.

Sługa nie odchodzi jednak, wspomina pewnego młodzieńca. Poznał go w niewoli. Gdy Rosjanie w 1812 roku wzięli ich do niewoli, podczas wyprawy Napoleona na Moskwę, było ich ze 200. Był wśród młody oficer Kazimierz, który dzielił się ze opłatkiem. Cały pułk Baszkirów ich otoczył i przeczytano carski dekret. Polacy mieli zostać podzieleni na dziesiątki i wcieleni do rosyjskich pułków. Wówczas oni złapali się za ramiona i nie chcieli wykonać polecenia. Tatarzy rzucali im na szyje arkana. Jednego z jego przyjaciół porwali i przytroczonego do konia zabili. W ten sposób kilku zabito, ale młody Kazimierz porwał z konia baszkirskiego pułkownika i rzucił się do przerębli wraz z nim. Tatarowi kra odrąbała głowę, a Kazimierz zginął. Kordian zapytał, czy Grzegorz nie pamięta jego nazwiska. Nie pamięta. Odchodzi.

Kordian zostaje sam i rozmyśla nad sensem życia. Nie ma celu i nie widzi sensu życia. Porównuje życie do biegu rzeki i nie wie, czy tak jak za zakrętem rzeki jest bieg, czy przyniesie ono mu jakiś cel. Nie widząc celu, nie można wiedzieć, że się żyje. Potrzebuje „nowych skrzydeł” i „nowych dróg”. Porównuje się do Kolumba, chce odkrywać świat.

Woła go z ganku Laura.

Scena 2

Laura i Kordian są w ogrodzie, jesień, zsiadają z koni, które zabiera Grzegorz, a oni spacerują.

Kordian schyla się przed nią i zbiera liście. Mówi o samotności i gwiazdach. Na pytanie, gdzie jest gwiazda Kordiana, chłopiec spogląda w jej oczy. wskazuje jej drzewo, na którym nocą śpią ptaki. Rano budzi je wiatr, na drzewie nie ma już schronienia, bo liście przez noc opadły, drzewo się postarzało. On powinien spać jak te ptaki. Póki są młodzi, wszystko jest przed nimi, mówi Laura. Chłopak mówi o miłości i marzeniach. Laura nie radzi mu zapalać w marzeniach. Opuszcza go i konno oddala z Grzegorzem. Kordian zostaje sam. Sięga po pistolet, jest zmęczony i załamany odrzuceniem Laury. Jeśli jego cierpienie minie po śmierci, to gotów jest to zrobić. Przykłada pistolet do czoła. Chce zastrzelić się gdzieś na łące z kwiatami.

Scena 3

Laura, Grzegorz, Panna

Laura siedzi w pokoju przy lampie, przeglądając sztambuch- pamiętnik z wpisami różnych osób. Czyta wiersz Kordiana. Słyszy tętent konia, myśli, że to Kordiana. Otwiera okno. Widzi konia bez jeźdźca. Dzwoni po pokojówkę i pyta o Grzegorza. Wchodzi sługa i mówi, iż stało się nieszczęście, bo panicz zastrzelił się.

AKT II

Rok 1828. Wędrowiec
James Park w Londynie
Kordian i Dozorca

Kordian podziwia piękno przyrody. Mówi o pięknie miast, o których myślał, teraz może je oglądać. Podchodzi Dozorca, któremu daje szylinga i nie chce reszty. Ten opowiada, iż młodzieniec płaci jak lord, a siedzi jak zwykły człowiek. Lordowie siadają na trzech krzesłach, na jednym się kładą, na drugim kładą nogi, a na trzecim kapelusz. Kordian widzi z daleka jakiegoś samotnika, chciałby go poznać. To pewien bankrut z wyrokiem. Dozorca chwali się braćmi. Jeden sprzedaje krzesła w parlamencie, inny groby w Westminsterze, a trzeci herbowe pieczęcie.

Dover

Kordian siedzi z „Królem Learem” w ręku. Czyta fragment.
Chwali piękno literatury, a jednak jest wielka różnica pomiędzy światem realnym a literackim. To przez literaturę próbował popełnić samobójstwo, ponieważ za bardzo rozwinął wyobraźnię.

Włochy. Willa.

Kordian rozmawia z Wiolettą, Włoszką. Pyta ją, czy go kocha. Przecież porzuciła dla niego lorda. Rozrywa jej perły na szyi. Ponownie pyta, czy go kocha. Tak, wiele razy mu mówiła. Narzeka na to, że kobiety mają kamienne serca. Musiał sprzedać zamek ojców i przetopić na złoto. Teraz ona nosi na czole przepaskę z niego. Chciałby przeżyć z nią w tej willi całe życie, ale jutro może przestać go kochać, ponieważ on wszystko stracił. Jej brylanty przegrał w karty. „Przegrałeś moje serce razem z klejnotami!”- mówi do niego Wioletta. Kordian odjeżdża, ona żegna go. Kordian mówi, iż jedzie niedaleko, a jego koń ma złote podkowy. Urządzi sobie za nie cztery uczty, a następnie strzeli w głowę. Dziewczyna zatrzymuje go i chce z nim jechać. Jada razem, dopóki koń nie wywrócił się. Stracił podkowy na drodze. Wioletta pozostawia go samego, wraca drogą szukać podków, złota.

Sala w Watykanie. Audiencja u papieża.

Papież chwali cara, który jest łaskawy dla katolickiej wiary. Kordian w darze przynosi mu garść ziemi z Polski. Jest to symbol, ziemia z pola bitewnego powstańców, jest zroszona polską krwią. Prosi o błogosławieństwo. Papież każe Polakom modlić się i słuchać cara. Nie chce błogosławić ziemi, a narodowi nakazuje modlić się i ciężko pracować. Kordian rozrzuca prochy męczennika na cztery strony świata.

Mont-Blanc. Kordian stoi na szczycie. Improwizacja.

„Ja jestem posąg człowieka, na posągu świata”- czuje wielką siłę w sobie. Jest teraz blisko Boga, chciałby być największą wcieloną myślą. „Mogę, więc pójdę! Ludy zawołam! Obudzę!”- chce działać i poświęcić się dla ojczyzny. Stwierdza, że zawiódł się na tym świecie, w którym wszystko można kupić. Stracił w ten sposób miłość, stracił też wiarę na papieskich progach. Widzi przed sobą Winkelrieda, powstańca szwajcarskiego, który powstał i będzie razem z nim, Kordian chce działać tak, jak on. Wsiada na chmury i one niosą go do kraju.

oprac.Przyg./Prolog/Akt 1-2 Akt 3/Interpr.Improwizacja Kordiana




Strona główna:
Do egz. gim. 18.04.2018 r. zostało:
days
9
1
hours
0
9
minutes
5
2
seconds
4
3

fan realnej codzienności

Kontynuując czytanie, zgadzasz się z politykę cookies na tej stronie. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close